lipca 23, 2023

"Ostatnie wyznanie" Lisa Regan - zapowiedź patronacka

"Ostatnie wyznanie" Lisa Regan - zapowiedź patronacka

Mamy drugą połowę lipca, powoli zaczynają pojawiać się zapowiedzi wydawnicze na sierpień... I mimo że ten drugi w pełni wakacyjny miesiąc również zapowiada się dosyć spokojnie, to jednak wartych uwagi powieści kryminalnych nie zabraknie! Już 9 sierpnia na naszym rynku ukaże się czwarty tom serii z Josie Quinn pióra Lisy Regan pt. "Ostatnie wyznanie", a Kryminał na talerzu ma tę przyjemność objąć go swoim patronatem medialnym!

Patrząc na prowadzoną przez policjantów przyjaciółkę zakutą w kajdanki, Josie ani przez chwilę nie wierzy, że Gretchen zabiła tego biednego chłopaka. Wprawdzie się przyznała, ale sprawcą musiał być ktoś inny. A ona dowie się kto.
Na podjeździe domu w Denton znaleziono ciało studenta ze zdjęciem przypiętym do kołnierza. Policjantka Josie Quinn zjawia się na miejscu zdarzenia jako pierwsza. Dom należy do Gretchen Palmer, zaangażowanej członkini zespołu dochodzeniowego, która minionej doby przepadła bez śladu.
Gdy przyjaciółka oddaje się w ręce policji, Josie jest w szoku i nie daje wiary jej zeznaniom. Dlaczego przyznaje się do zbrodni, której nie popełniła?
Zgłębiając pełne tajemnic życie Gretchen, policjantka odkrywa powiązania między chłopakiem, znalezionym przy nim zdjęciem a wstrząsającymi wydarzeniami z przeszłości. Gdy sądzi, że już wszystko rozgryzła, na drugim końcu miasta zostają odkryte kolejne ciała…
Czy Josie dotrze do prawdy wystarczająco szybko, by uratować przyjaciółkę przed dożywociem, a może nawet śmiercią?

Tom czwarty przynosi nam przybliżenie sylwetki współpracowniczki Josie - Gretchen, która do tej pory trzymała się raczej w cieniu. Teraz w końcu dowiemy się jakie mroczne sekrety kryje pod swoją warstwą spokoju, opanowania i towarzyskiego wycofania... Historia opowiada więc o wydarzeniach z przeszłości, które Josie musi odkryć, bo zrozumieć to, co dzieje się teraz. A dzieje się dużo, szybko i zaskakująco! Fani serii będą zadowoleni! A ci, którzy serii jeszcze nie znają, spokojnie mogą zacząć zapoznawać się z nią od tego tomu - to osobna, zamknięta historia, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by sięgnąć po nią niezależnie od pozostałych. To kryminał angażujący i mocno rozrywkowy, na pewno spędzicie z nim kilka miłych, zajmujących godzin!
A jeśli macie chęć jednak najpierw poczytać o wcześniejszych tomach, to ich recenzje znajdziecie tu: "Znikające dziewczyny" - klik!, "Bezimienna" - klik!, "Grób matki" - klik!

Autor: Lisa Regan
Tytuł: Ostatnie wyznanie
Cykl: Josie Quinn, tom 4
Tłumaczenie: Maciej Muszalski
Data premiery: 09.08.2023
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 288
Gatunek: kryminał

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 22, 2023

"Konfident" Krzysztof Domaradzki

"Konfident" Krzysztof Domaradzki

Autor: Krzysztof Domaradzki
Tytuł: Konfident. Spowiedź kibola
Data wydania: 28.06.2023
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 496
Gatunek: thriller
 
Krzysztof Domaradzki to polski dziennikarz i autor powieści kryminalnych. Na co dzień związany z magazynem Forbes, gdzie od 2013 roku pisze o branży sportowej, biznesowej i start-upach. Na rynku książki pojawił się po raz pierwszy  2018 roku z pierwszym tomem trylogii łódzkiej pt. „Detoks”. Teraz na swoim koncie na sześć powieści kryminalnych, z czego „Konfident” to najnowsza z nich. Jest to historia w pełni fikcyjna, choć sam autor w posłowiu przyznaje, że ze środowiskiem kibiców i kiboli miał swego czasu sporo do czynienia...
 
Historia „Konfidenta” toczy się w czasach współczesnych. Głównym bohaterem jest młody chłopak, łodzianin, który może trochę za bardzo lubi się bić i który dał się porwać emocjom towarzyszącym kibicowaniu na meczach piłki nożnej. To mimo wszystko człowiek inteligentny, więc gdy tylko zauważa, że może przekroczyć granice, za którymi wkroczy w niebezpieczne, groźne gangsterskie środowisko, postanawia się wycofać i realizować swój dorosły plan – po maturze chce w wakacje trochę zarobić, później studiować, by zostać prokuratorem. Niestety jedna mała wpadka mocno mu w jego planie miesza – by uratować siebie i swojego młodszego brata przed aresztowaniem, decyduje się na zdradzenie policji kilku wiadomości o kibolskim środowisku, które mogą ich zainteresować... Ci jednak szybko chcą więcej i przychodzą do niego z ofertą nie do odrzucenia – ma zostać konfidentem, przeniknąć do struktur kibolskich gangsterów, by pomóc policji rozpracować ich od środka. Mężczyzna nie ma wyjścia, zgadza się, nie wiedząc jak bardzo i na jak długo ta jedna głupia nieprzemyślana decyzja zaważy na jego i jego bliskich życiu...
 
Książka składa się z prologu, 32 rozdziałów i epilogu. Rozdziały są długie, jednak rozdzielone gwiazdkami na krótsze podrozdziały, scenki, przez co książkę czyta się wygodnie i dynamiczne. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez tytułowego konfidenta. Styl narracji jest mocno dopasowany do środowiska kiboli, słownictwo jest ostre, pełne wulgaryzmów, proste i niewyszukane, choć czuć, że narrator to człowiek inteligentny, kiedy chce, potrafi się wysłowić w sposób elokwentny, co też nieraz w powieści udowadnia. Mimo, że język w głównej mierze pozostaje prosty i dosadny, to książkę czyta się naprawdę dobrze, a stylistyka wypowiedzi narratora uwiarygadnia środowisko przestępcze, w którym toczy się akcja powieści.
 
Główny bohater książki, a zarazem jej narrator, pozostaje bezimienny. Książka jest jego swego rodzaju pamiętnikiem, tą tytułową spowiedzią, podczas której opowiada, jak dotarł do momentu z prologu – momentu, w którym, by udowodnić, że nie jest konfidentem, ma zabić człowieka. I tak zaczyna swoją opowieść od lat nastoletnich, od pierwszych bójek, zainteresowaniem sztukami walki, aż w końcu dołączeniem do środowiska kibiców, potem kiboli – należy podkreślić, że wszystko to toczy się, gdy bohater nie osiągnął jeszcze wieku pełnoletniego, więc cechuje się tym, co dla tego wieku odpowiednie – porywczość, działanie pod wpływem emocji, bez chwili na zastanowienia nikogo w tym wypadku nie dziwią. W ogóle cała historia toczy się w czasach młodości bohatera, na przestrzeni kilku lat, w czasie których coraz mocniej zagłębia się w działalność gangsterską skupioną na środowisku kibiców piłki nożnej, kiboli i ustawek. W tym czasie bohater się zmienia, przechodzi przez różne fazy optymizmu i zwątpienia, które mocno wpływają na jego wybory życiowe. A te przecież są mocno ograniczane przez policję, która nie traktuje go najlepiej – bez ochrony, bez przygotowania, bez poznania wszystkich dostępnych opcji mężczyzna infiltruje środowisko gangsterskie coraz głębiej i głębiej. Zdaje mu się, że jest mądry, że jest sprytny, ale czy to nie kolejna cecha młodości? Czytelnik obserwuje jak jedna głupia decyzja, staje się tym, co zaważa na całym życiu, ukierunkowuje je na niebezpieczne i nienormalne tory, takie w którym nie ma miejsca na prawdziwy osobisty rozwój czy rodzinę. Obserwujemy powolne staczanie się bohatera w coraz mroczniejszą otchłań, bez, jak się okazuje, jakiejkolwiek siatki ochronnej...
 
Środowisko, kibiców, kiboli i całego biznesu z tych związanego nie jest dla mnie tematem znanym, więc nie ocenię go pod względem prawdopodobności. Mogę opierać się tylko na innych źródłach popkultury w tym temacie i przyznaję, że wszystkie są ze sobą zgodne. Autor świetnie oddał te poczucie jedności na stadionie, w chwili meczu, gdy kibice zagrzewają piłkarzy do walki. Dobrze opisał konflikty pomiędzy kibicami różnych drużyn – to coś, o czym nieraz słyszy się w prasie. Równie dobrze przedstawione są tak zwane ustawki, czyli umówione bitwy pomiędzy kibolami przeciwnych drużyn – tu, zresztą jak w większości historii, skupiła się na oddaniu skrajnych emocji temu towarzyszącym – jest groźnie, jest szybko, jest nieprzewidywalnie, jest uzależniająco. I taka też trochę jest w ogóle ta historia – mimo tego, że przedstawia środowisko, któremu obce są moralne granice, to dziwnie mocno wciąga, fascynuje...
„Mijając się na korytarzu, podarowaliśmy sobie jedynie ledwo zauważalne uniesienia brwi. Znak, że jesteśmy ulepieni z tej samej gliny. Że wypełzliśmy z jednej króliczej nory. Normalnie, kurwa, jak w Fight Clubie. Niesamowicie kręciła mnie ta rynsztokowa elitarność. Cóż, jaki kraj, taki Fight Club.”
Akcja powieści toczy się szybko, a narrator bardzo sprawnie ją opisuje, skupiając się na oddaniu historii ze swojego punktu widzenia. Jest dużo scen pełnych przemocy, bijatyk, popijaw czy innych tego typu rozrywek kibolsko-gangsterskich. Historia toczy się ciekawym torem, czytelnik obserwuje poczynania głównego bohatera i zastanawia się, jak to wszystko może się skończyć... Intryga wymyślona została solidnie, jest kilka zaskakujących twistów fabularnych, a mimo to nie jest to coś, co moglibyśmy uznać za całkowicie nieprawdopodobne – dobrze zgrywa się z tym, co przedstawiają również filmy osadzone w takiej tematyce.
 
O przekrętach, wymuszenia na dużych firmach czy współpracy z policją pewnie można by sporo napisać, bo to głównie na tym skupia się historia. Przede wszystkim jest biznes narkotykowy i inne nielegalne interesy, które gangsterzy ukrywają pod prawdziwymi firmami, najczęściej na zasadzie szantaży właścicieli lub tak zwanych słupów, którzy sztucznie za firmy odpowiadają. Obserwujemy walkę o wpływy dwóch środowisk gangsterskich, tego, jak wikłają w swoje szeregi głównego bohatera i jego znajomych, rodzinę. Obserwujemy też jak podchodzi do głównego bohatera policja – to też ciekawe zagadnienie, bo i oni odnoszą się do niego raczej jak do gangstera, a nie ich współpracownika… A czy po wejściu tak głęboko w struktury organizacji bohater ma w ogóle szansę się stamtąd wydostać z pomocą z zewnątrz, już nie mówiąc nawet o próbie wyjścia z tego na własną rękę?
 
Myślę, że poza dobrym dynamizmem i świetną kreacją głównego bohatera, to tematy jakie historia porusza są jej najważniejszą, najmocniejszą stroną. Autor stawia swojego bohatera w sytuacjach ekstremalnych i obserwuje jakie decyzje ten młody człowiek pod wpływem chwili, emocji podejmuje. Jak łatwo jest zaprzepaścić swoje życie w zamian za kilka chwil mocnych, uzależniających emocji. Jak łatwo i szybko dostosowujemy oczekiwania co do środowiska, w którym przebywamy i jak szybko się do nich dostosowujemy, nieraz obniżając swoją własną porzeczkę. W tym względzie to dosyć smutna historia – zarówno główny bohater, jak i jego brat, w momencie rozpoczęcia historii mają przed sobą zwyczajną, ale dobrą przyszłość. Jedna głupia młodzieńcza wpadka tę przyszłość przekreśla. To mroczne, smutne tematy, ale chyba warte podkreślenia? I zastanowienia czy zawsze przysługuje później możliwość zmiany.
 
Podsumowując, „Konfident” to dynamiczna historia, która mnie cały czas nasuwała skojarzenia ze starymi filmami chuligańsko-gangsterskimi – angielskimi i polskimi. To opowieść zabierająca czytelnika w środowisko brudne, pełne napakowanych kolesi, którzy kobiety traktują przedmiotowo, a myślą tylko o imprezach i zwiększaniu swoich mięśni. W tym wszystkim znajduje się nasz bohater – jedną nogą w tym środowisku, drugą z ambicjami na normalne życie na poziomie, na zawód, w którym liczy się inteligencja. Zaskakująco ciekawie obserwuje się jego poczynania, jego krętą drogę, która prowadzi do nie wiadomo jakiego końca... Dobrze się przy tej książce bawiłam, autor świetnie oddał emocje towarzyszące narratorowi, co dla mnie zawsze jest jednym z najważniejszych punktów powieści.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Literackim.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 21, 2023

"Ostatni sen" Pedro Almodóvar

"Ostatni sen" Pedro Almodóvar

Autor: Pedro Almodóvar
Tytuł: Ostatni sen
Tłumaczenie: Agata Ostrowska, Katarzyna Okrasko
Data premiery: 31.05.2023
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 240
Gatunek: literatura piękna / autobiografia
 
Pedro Almodóvar to najpopularniejszy, najbardziej rozpoznawalny hiszpański twórca filmowy, scenarzysta, reżyser i producent. Na scenie filmowej debiutował w latach 80tych XX wieku, wcześniej działał w teatrze. Już chyba jego trzeci film zdobył popularność światową, teraz na swoim koncie ma około dwudziestu dzieł, za które zdobył ponad sto wyróżnień filmowych, w tym jednego Oscara i dwie Złote Palmy. Do jego najpopularniejszych produkcji należą: „Złe wychowanie”, „Wszystko o mojej matce”, „Przerwane objęcia”, „Volver”. Jego dzieła zawsze były bardzo odważne, bardzo nieszablonowe, kolorowe i poruszające tematy krzywd, traum i dyskryminacji mniejszości, mimo tego nie brak w nich humoru. Mówi się, że jego dzieła najłatwiej byłoby skategoryzować jako kino offowe, gdyby nie to, że są tak popularne.
„Od dziecka wiedziałem, że jestem pisarzem, zawsze pisałem. Jeśli coś było dla mnie jasne, to moje powołanie literackie, a jeśli czegoś nie jestem pewny, to moich osiągnięć.”
„Ostatni sen” to drugie opublikowane literackie doświadczenie Pedra Almodóvara, pierwsze jakie ukazało się w Polsce. W 1981 roku na rynku hiszpańskim debiutował krótką powieścią, która nigdy nie została przetłumaczona na polski.  Zbiór, który trafił w ręce polskiego czytelnika, składa się z 12 opowiadań, które autor tworzył całe życie, a które zachowała i przechowała jego asystentka. Opowiadania ułożone są w kolejności chronologicznej powstania i są bardzo różne – od typowo autobiograficznych, przez hołd dla osób, które w jego życiu wiele znaczyły, aż po opowieści, scenki, które mogły albo faktycznie w końcu przerodziły się w dzieła filmowe. Łączy je jedno – zgrabny język i ta nutka barwności, twórczego szaleństwa, którą tak dobrze znamy z jego filmów.
„(...) rzeczywistość potrzebuje fikcji, żeby stać się pełniejsza, przyjemniejsza, bardziej znośna. Dla narratora to fundamentalna nauka.”
Książka pod względem budowy złożona jest ze wstępu autora i 12 różnej długości opowiadań – kilka z nich liczy około kilkunastu-kilkudziesięciu stron, kilka jest krótszych. Narracja prowadzona jest różnie, w zależności od formy opowiadania – te autobiograficzne pisane są oczywiście przez autora w pierwszej osobie, te typowo fikcyjne w trzeciej osobie. Styl jest barwny, skupiony na detalach i choć nie trzeba być fanem tego twórcy, by sięgnąć i docenić ten zbiór, to jednak ci, którzy znają jego filmy od razu wyczują ten jego niepowtarzalny, trochę surrealistyczny, trudny do uchwycenia słowami klimat.
„Wyobraźnia zbiorowa jest potężniejsza niż jednostkowa, choćby jednostka ta była obdarzona najbardziej wybujałą wyobraźnią, a członkowie zbiorowości byli najbardziej tępi (skądinąd uważam, że wyobraźnia nie ma żadnego związku z inteligencją).”
Opowiadania autobiograficzne można podzielić na dwa rodzaje – wspominkowe, pisane jako hołd dla osób, które właśnie opuściły ten świat. Takie są dwa, o matce Almodóvara i artystce Chaveli. Są też typowo autobiograficzne, opowiadające o wycinki z życia autora – pisze na przykład o tym, jak wpadł na pomysł swojego pierwszego filmu, co nierozerwalnie łączy się z krótką historią jego związku z pewnym aktorem. Pisze o swoich inspiracjach, o czytanej literaturze, ale i też trochę o niczym – a w wykonaniu Almodóvara nawet nic jest ciekawe!
„Wszystko, co czytam, karmi mnie i inspiruje. Wiele z moich filmowych fabuł albo pomysłów, które przełamywały narracyjny zastój, przyszło mi do głowy, gdy podróżowałem samolotem, otoczony śpiącymi nieznajomymi.”
Opowiadania fikcyjne, beletrystyczne również można podzielić na te, które zostały później zaadaptowane na film czy punkt wyjścia do fabuły filmu i te, które mogłyby, ale nigdy filmem nie zostały. Zbiór otwiera opowiadanie, które mogliśmy zobaczyć na wielkim ekranie – to początek „Złego wychowania”, genialne opowiadanie – głównie jest to po prostu rozmowa pomiędzy młodą kobietą a księdzem, ale tak charakterna, tak pełna detali i zadziorności, ale i tajemnicy, że wręcz nie da się od niego oderwać. Poza tym jest kilka innych ciekawych historii: o klasztorze i pewnym arystokratycznym podróżniku, który przybywa nocą i chce dołączyć do mnichów – z elementami lekko nadprzyrodzonymi, ale to przecież też do Almodóvara pasuje, a na pewno nie dziwi! Jest opowieść o Jezusie, bardzo alternatywna historia jego ostatnich dni na Ziemi. Jest nawet przerobiona baśń o Śpiącej Królewnie! Jest też i opowiadanie o odwrotnym biegu życia, coś jak „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”, tyle że bardziej zakręcony (w końcu to Almodóvar!) i powstały jakąś dekadę przed filmem... Każde te opowiadanie napisane jest wyśmienitym stylem, każde niesie w sobie coś, nad czym warto chwilę pomyśleć.
„Zaczyna się przyzwyczajać, że nie rozumie, co się dzieje w jego życiu, i uczy się przyjmować je takim, jakie jest.”
Przyznam, że trochę obawiałam się tego, co ten zbiór przyniesie, teraz mogę stwierdzić, że całkowicie niepotrzebnie! Nie ma w nim ani jednego opowiadania, które by nudziło, wiadomo – jedne wciągają mocniej, inne ciut mniej, wszystko zależy od tego jak bardzo ekstrawagancki styl czytelnik lubi. Jednak jest pewne – to zbiór bardzo różnorodny, a jednak spójny, zachwycający swoim kolorowym stylem pełnym detali, opisywanych z wyczuciem i lekkością tak dobrze znaną z filmów reżysera. Nie jest to typowa książka autobiograficzna, ale a pewno przyjemnie przybliża postać i charakter tego twórcy. Polecam tym, którzy lubią nieszablonową prozę, a dla tych, co znają filmy autora, jest to pozycja zdecydowanie obowiązkowa!
„(...) poczucie doskonałości jest odwrotnie proporcjonalne do upływu czasu.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 18, 2023

"Żeńska końcówka języka" Martyna F. Zachorska

"Żeńska końcówka języka" Martyna F. Zachorska

Autor: Martyna F. Zachorska
Tytuł: Żeńska końcówka języka
Data premiery: 26.04.2023
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 288
Gatunek: literatura popularno-naukowa / reportaż
 
Martyna F. Zachorska należy do pokolenia młodych popularyzatorów nauki w Polsce, jej specjalnością jest język. Jest doktorantką na kierunku językoznawstwo w Szkole Doktorskiej Nauk o Języku i Literaturze Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, pracuje i wykłada jako tłumaczka języka angielskiego. Od roku 2021 prowadzi konto na Instagramie jako Pani od Feminatywów, które cieszy się dużą popularnością, a które teraz w lipcu przyniosło autorce wygraną w plebiscycie Ofeminin Infuence Awards 2023 w kategorii „Prawa kobiet”. „Żeńska końcówka języka” to jej pierwsza duża publikacja skierowana na szerokiego grona odbiorców.
„Szczególnie interesuje mnie obalanie mitów, zwłaszcza tych mocno zakorzenionych w kulturze.”
„Żeńska końcówka języka” to książka, która przede wszystkim odsłania przed nami tak groźnie brzmiące pojęcie jak feminatywy, które od dobrych kilku lat wywołują ogrom emocji w Polakach i Polkach. Spora część osób ich nie akceptuje, mówią, że są to wymysły współczesnych feministek. Martyna F. Zachorska udowadnia, że jest inaczej, przygląda się historii feminatywów, opowiada o okresie, w którym pierwszy raz pojawiły się w naszym języku. Tłumaczy dlaczego zniknęły i skąd wokół nich tyle kontrowersji. A jednak to nie jedyny temat o jakim opowiada – znajdą się też rozdziały poświęcone ogólnie językowi inkluzywnemu, jak i językowym tabu jakim cały czas jest u nas seksualność, w szczególności ta postrzegana z perspektywy kobiet. Jest też miejsce na coś mocno do tego wszystkiego kontrastowego – manosferę, przekonania i język, jakie ta społeczność propaguje, co też nie pozostaje bez wpływu na język polski w ogóle.
„(...) przerażały mnie silne emocje, które ta kwestia wywołuje w laikach. Nie chciałam wikłać się w tę debatę, która przypominała bardziej kłótnię niż kulturalną dyskusję. Przede wszystkim jednak nie czułam się na siłach stawić czoła wyzwiskom i mowie nienawiści, której celem są osoby przekazujące wiedzę o języku inkluzywnym, w tym o feminatywach.”
Książka rozpisana jest na wstęp i 10 rozdziałów, z czego 5 z nich jest typowo o feminatywach. Na końcu poza bibliografią i podziękowaniami znajdziemy również krótki słowniczek pojęć oraz spis książek dla czytelników chętnych poszerzać swoją wiedzę. Mimo że książka to głównie tekst, to muszę zaznaczyć, że wydana jest bardzo przyjemne, podtytuły czy inne istotne fragmenty są odpowiednio wyróżnione, przez co pod względem graficznym zaznajamia się z nią bardzo przyjemnie.
Stylistycznie autorka książki pisze o sobie w liczbie pierwszej, często odnosi się do własnych doświadczeń, nie chowa się przed czytelnikiem. Język, jakim się posługuje, jest bardzo przystępny, prosty, a to, co trochę trudniejsze, jest od razu w tekście bądź przypisach wytłumaczone, nie ma więc obaw, że laik nie znający terminów z językoznawstwa się w tej publikacji pogubi. Styl jest lekki, momentami nawet delikatnie zabawny, książkę przyswaja się naprawdę bez żadnego zbędnego wysiłku, nie trzeba się specjalnie wysilać, by zrozumieć, co autorka chce nam przekazać.
„(...) feminatywy nie są bynajmniej nowością, lecz częścią polskie tradycji językowej, która trwa tak długo, jak długo kobiety wykonują wspomniane zawody.”
Dla mnie najważniejsze i najistotniejsze były rozdziały poświęcone feminatywom. Autorka opisując ich historię, tego skąd i po co się wzięły sprawia, że tracą one te nacechowanie społeczno-polityczne, jakie teraz aktualnie się z nimi kojarzy. Feminatywy czyli rodzaj żeński określeń nazw zawodów czy innych funkcji były po prostu konieczną ewolucją języka w czasie, gdy kobiety wkroczyły w obszar pracy zawodowej – czyli nazywały coś, czego wcześniej nie było, a teraz się pojawiło, więc logiczne, że i musi zostać jakoś nazwane. To logiczne podejście pozwala zauważyć czytelnikowi, że feminatyw to nie wyraz kobiety wojującej o coraz to większe prawa w męskim świecie, a po postu logiczna odmiana języka, który odmienia się przez rodzaje. Zatem dlaczego przestaliśmy ich używać? To też autorka tłumaczy – w czasach PRL-u feminatywy zostały sztucznie usunięte na naszego języka, a powróciły w na początku XXI wieku dzięki pewnej polityczce, przez co teraz odbierane są z takim nacechowaniem polityczno-światopoglądowym. Oczywiście wszystko, co autorka tu przytacza, popiera fragmentami z dawnej prasy, definicjami słownikowymi i badaniami, więc nie jest to gadanie niczym niepoparte, a przytoczone i udowodnione fakty – nie ma się z czym kłócić.
„Tworzenie feminatywów nie było elementem emancypacji kobiet, ale jednym z przejawów ówczesnego pragnienia zachowania ‘ducha języka’, ‘tradycji polszczyzny, rozumianej w tym wypadku jako dążenie do zachowania regularności, symetrii w zakresie zjawisk derywacynych’. Pragnienie to było związane z przekonaniem, że w czasach niestabilności państwa polskiego to język polski powinien być czymś stałym.”
Poza samymi feminatywami autorka mówi też o języku inkluzywnym w ogóle, czyli języku niewykluczającym, takim w którym każda społeczność, każda mniejszość znajdzie miejsce dla siebie. Mówi o tym jak odnosić się do ludzi o innych kolorach skóry, innej budowie ciała, innej orientacji seksualnej czy innej płci. Tłumaczy krótko, podaje jasne przykłady, ale przede wszystkim podkreśla znaczenie języka inkluzywnygo - tu każdy może mówić o sobie tak, by czuć się z tym dobrze, nikt nie zostaje wykluczony czy wyśmiany. Wszystko to ma nadal uzasadnienie w regułach gramatycznych naszego języka, nadal pozostaje jasne i logiczne.
„Język zmienia się na naszych oczach, tak samo jak społeczeństwo. Nie jest to efekt ‘zmian na siłę’ czy politycznych strategii, lecz owoc emancypacji kolejnych grup społecznych, które dochodzą do głosu, odzyskują język, jakim się o nich mówi. Choć sporo osób, być może większość, może czuć się przez to zagubiona, mam jedną radę: zauważcie Człowieka w drugim Człowieku. To zawsze procentuje.”
Jak już wcześniej wspomniałam, jest też rozdział o językowym podejściu do seksualności, do nazywania części ciała i czynności z seksem związanych, które w języku polskim mają ciągle status tabu. Autorka wyjaśnia dlaczego nie umiemy mówić o seksie otwarcie i jasno, i jak wpływa to na przyszłe pokolenia – to również istotne spojrzenie na to, przekazuje nam polski język.
„A gdyby chociaż spróbować, tak po prostu, mówić o ciele neutralnie, bez wartościowania go?”
Przyznam jednak, że jest w książce jeden rozdział, przez który nie przebrnęłam w pełni – ten o manosferze. Rozumiem, że jest on w książce dlatego, że język używany w tej społeczności również dostaje się do mainstreamu, ale autorka dosyć dokładnie przytacza ich twierdzenia, ich spojrzenie na życie. Dla mnie to była po prostu mowa hejtu, coś przed czym bronię się jak tylko mogę, więc nie dałam rady czytać przytaczanych treści. Nie do końca rozumiem po co autorka aż tak dokładnie tę ideologię nam tu przytacza, czy miało to na celu uświadomienie przez zszokowanie, że takie miejsce w sieci, na świecie istnieje?
 
Ogólnie jednak cieszę się, że taka książka powstała i mam nadzieję, że sięgną po nią ci, którzy mają wątpliwości, czy feminatywów używać stale i konsekwentnie czy jednak nie. W moim wypadku książka rozwiała najmniejsze wątpliwości – jeśli nadal chcę dbać o poprawność gramatyczną, wykazywać, że język polski i to jak się kształtuje, nie jest mi obojętny, to nie powinnam bać się wyrazów, które z początku wydają się brzmieć śmiesznie – to po prostu wyraz nieosłuchany. W Polsce koniecznie jest nadal podkreślanie, że kobieta może być tym, kim jest mężczyzna, jest to naprawdę istotne dla świadomości naszego społeczeństwa. W końcu jak sama autorka pisze:
„(…) dzięki temu dziewczynki zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, że w przyszłości mogę wykonywać bardzo różne zawody. Nie możemy się stać tym, kogo nie widzimy.”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 18, 2023

"Powrót do domu" Kristin Hannah

"Powrót do domu" Kristin Hannah

Autor: Kristin Hannah
Tytuł: Powrót do domu
Tłumaczenie: Anna Zielińska
Data premiery: 17.05.2023
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 448
Gatunek: literatura obyczajowa
 
Kristin Hannah to amerykańska pisarka, jedna z tych najbardziej cenionych w gatunku powieści obyczajowej. Debiutowała w 1991 roku, ale to dopiero wydany w 2015 roku „Słowik” przyniósł jej światową sławę. Była to powieść historyczna, która została obsypana nagrodami, utrzymała też rekordowo długą pozycję na liście bestsellerów. Aktualnie część z jej powieści jest ekranizowana, najpopularniejszy do tej pory chyba był serial „Firefly Lane”.
Książki Kristin Hannah pojawiały się na rynku co roku, jedna na rok, dopiero ostatnio autorka zrobiła sobie dłuższą przerwę i powrócić na w roku następnym z powieścią „The Women”.
„Powrót do domu” należy do jej wcześniejszych powieści, wydana została w 1996 roku, jednak na polski została przetłumaczona dopiero teraz, 27 lat po oryginalnej premierze.
 
Historia „Powrotu do domu” rozgrywa się w Seattle, gdzie po kolejnym zawale przewieziony zostaje trzydziestokilkuletni popularny aktor Angel DeMarco. W wieku nastoletnim przeszedł chorobę, która osłabiła jego serce, jednak nie powstrzymało go to przed życiem na szalonych obrotach pełnym alkoholu, narkotyków i przygodnego seksu. Teraz nagle okazuje się, że musi z tego wszystkiego zrezygnować – konieczny jest przeszczep serca, bez niego może nie przeżyć nawet miesiąca. Szpital w Seattle szczyci się najlepszym oddziałem transplantologicznym w Stanach, a w jego zespole jest Madelaine Hillyard, wybitna lekarka, dawna miłość Angela. Ich spotkanie nie mogło się odbyć w gorszym momencie – on jest umierający, ona boryka się z 16latką wypytującą kim jest jej ojciec i dlaczego je zostawił. Czy to o Angela pyta nastolatka? Co wydarzyło się w ich przeszłości, że obydwoje ledwie mogą na siebie spojrzeć? I jak potoczy się ich przyszłość? Czy w ogóle mają jakąś?
 
Książka składa się z 28 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy czterech postaci: Angela, Madelaine, jej córki Liny i przyjaciela rodziny Francisa, a każdy z nich dzieli się z czytelnikiem nie tylko wydarzeniami, ale i własnymi emocjami. Styl powieści jest przyjemny, spokojny, pozbawiony wulgaryzmów, dialogi prowadzone sprawnie. Całość czyta się bezproblemowo, książka zachowuje stylistyczną płynność.
Przy okazji pozwolę sobie wspomnieć o wydaniu książki, bo mimo że jest to wydanie w miękkiej oprawie ze skrzydełkami, to wizualnie prezentuje się naprawdę dobrze – ciekawa grafika, ładna kolorystyka i złocenia nadają jej bardzo eleganckiego wyglądu. Jednak to w środku czeka czytelników niespodzianka – na pierwszej stronie nadrukowany jest autograf autorki wraz z życzeniami miłej lektury.
 
Biorąc się za lekturę tego tytułu, trzeba mieć świadomość, że sięga się książkę napisaną i wydaną prawie trzydzieści lat temu. A to z tego względu, że jednym z głównych tematów powieści jest przeszczep serca i wątpliwości, jakie budzi on w Angelu. Wątpliwości, które patrząc na nie w roku 2023 wydają się dosyć śmieszne – bohater nie wyobraża sobie, jak ma nosić w sobie serce innego człowieka, jak możliwe jest w ogóle pozbawienie kogoś jego serca. Teraz dla nas to po prostu organ, bez przypisywania mu głębi czy czegoś na kształt duszy, jednak wystarczy cofnąć się o te trzydzieści lat, by doświadczyć całkiem innego podejścia. Dlatego może i wątpliwości Angela nie przetrwały próby czasu, ale myślę, że są warte doceniania pod względem historyczno-społecznym – aktualny czytelnik może spojrzeć jak myślano 20-30 lat temu, dostrzec różnicę i docenić szybkość postępu w społecznym postrzeganiu nowinek medycznych.
„Minuty płynęły jedna za drugą, snując niekończącą się nić czasu; istniejące minuty, minione, znikające. Cenna rzecz, czas. Dlaczego nigdy tego nie dostrzegamy, dopóki ta nić nie wymknie nam się z rąk i zapomniana zwinie się w kłębek u naszych stóp?”
Historia ogólnie krąży wokół życia i śmierci. Bohaterowie w swoim życiu nieco się miotają, ale nie są przecież jeszcze gotowi na śmierć. Angel nie chce umierać, chce mieć czas, by jakoś te swoje życie poukładać, by znaleźć swoją przystań, swój dom. Madelaine z kolei wystawiona jest na ostrzał wielu skrajnych emocji. Musi uporać się z niespodziewaną stratą, poukładać własne skomplikowane uczucia do Angela i jeszcze jakoś poradzić sobie z córką, które ewidentnie przechodzi teraz okres nastoletniego buntu. Ta bohaterka ukazana jest w sumie dwojako – jako silna lekarka, kobieta, która własne życie ma poukładane, zorganizowane tak, że wydaje się zgoła idealna. A jednak, gdy choć trochę się odsłania, gdy pozwala sobie na ściągnięcie maski pani idealnej okazuje się, że to kobieta wrażliwa, potrzebująca bliskości i wsparcia. Bo czy nie każdy z nas potrzebuje poczucia, że nie walczy sam? Że ma kogoś, z kim może dzielić swoje radości i smutki? Pod koniec co prawda historia zmierza ku dosyć banalnym drogom, ale myślę, że można to autorce wybaczyć – w końcu jej powieści zaliczają się do gatunku obyczajowych, a i ten tytuł, jest jednym z jej pierwszych.
„Nie waż się mówić mi takich rzeczy. Nie tym razem. Nikt nie jest na tyle silny, żeby być rodzicem. Wszyscy poruszamy się po omacku, przemy do przodu, kierując się wiarą, miłością i nadzieją. Tylko tyle i aż tyle, Angel. Uparcie idziemy do przodu, przerażeni do szpiku kości.”
Poza tą dwójką warto wspomnieć również o Lenie, bo jest to postać, której nie mam nic do zarzucenia – autorce udało się bardzo sprawnie wykreować obraz nastoletniego spojrzenia na życie, tę niepewność, kompleksy i wojnę hormonów, przez które dzieci same siebie często nie rozumieją. No i jest też Francis, ksiądz, który właśnie przechodzi przez swego rodzaju kryzys – zaczyna myśleć, że dla Boga poświęcił za wiele, że jednak bardzo chciałby mieć rodzinę, a do Madelaine żywi gorętsze uczucia niż mogłoby się wydawać. To też ciekawa postać przypominająca o tym, że księża to ludzie, którzy wyrzekli się życia w rodzinie, posiadania potomstwa, ale to nie znaczy, że ich pragnienia tego nie dotyczą. Co ciekawe, narrator uważnie przygląda się tej postaci, obrazuje jak nawet wątpiący ksiądz, ale przejawiający zwyczajne ludzkie dobro, jest w stanie pomagać innym.
„- Czasami chyba chciałem mieć żonę, dzieci, rodzinę – przyznał po chwili zgodnie z prawdą – ale także chciałem mieć swoją wiarę. Nie można mieć wszystkiego. Zawsze pojawiają się wyrzeczenia...
- A ja myślę, że można dostać od życia to, czego się pragnie – zauważył Levi – tylko czasami strasznie dużo czasu zajmuje nam zrozumienie, czego właściwie chcemy.”
Historia opisana jest dosyć spokojnym tempem, skupionym na dokładnym oddaniu psychologicznych aspektów bohaterów, ich wątpliwości i trudów podejmowanych decyzji. Ciekawość czytelnika tyczy się przede wszystkim losów postaci i tego, jak uda im się wyjść z tych skomplikowanych sytuacji. Oczywiście historia zawiera w sobie kilka solidnych zaskoczeń, pełna jest emocji – złości, wzruszeń, niedowierzania, ale i radości i szczęścia.
 
„Powrót do domu” jest dobrą powieścią obyczajową skupioną na tematach rodziny, tego co znaczy być rodziną, co znaczy mieć potomstwo i jaka odpowiedzialność się z tym wiąże. To książka o wyborach, nadziei i stracie, ale i tym, że raz podjęte decyzje nie zawsze muszą być ostateczne. To książka, która na pewno przypadnie do gustu fanom powieści obyczajowych, o ile sięgną po nią ze świadomością roku powstania tego tytułu.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 17, 2023

"Gleba" Michał Śmielak

"Gleba" Michał Śmielak
Autor: Michał Śmielak
Tytuł: Gleba
Cykl: podkomisarz Iga Ziemna, tom 2
Data premiery: 26.06.2023
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 416
Gatunek: kryminał
 
Michał Śmielak na naszym rynku książki pojawił się na początku roku 2021 z kryminałem „Znachor”, który został dobrze przez czytelników przyjęty. Półtora roku i cztery powieści później w końcu i ja sięgnęłam po jego pióro. Traf chciał, że moją pierwszą stycznością z jego twórczością był „Postrach” (recenzja – klik!), który okazał się pierwszym tomem serii z Igą Ziemną zwaną Glebą. W tamtej książce Gleba się co prawda mocno nie wybijała wśród pozostałych postaci, a przynajmniej nie na tyle, by utkwiło to w mojej pamięci, ale z drugim tomem tej serii na pewno będzie inaczej – dawno przy kryminale nie bawiłam się tak wyśmienicie jak przy „Glebie”!
 
Historia rozpoczyna się pod koniec kwietnia 2023 roku. Iga zwana Glebą po ostatniej sprawie została za karę zesłana na posterunek w Stalowej Woli i już powoli zaczyna modlić się o powrót – tam przecież nic się nie dzieje! Dlatego też zjawia się na miejscu dziwnego przestępstwa – ktoś czerwoną farbą oblał ogromny mural z wizerunkiem Jana Pawła II, a że na majówkę miasto mają odwiedzić premier, prezydent, a może nawet i biskup, to przecież sprawców trzeba jak najszybciej ukarać. Igę z tej farsy ratuje nowe wezwanie, wygląda na to, że w końcu poważne – w okolicznych kulochwytach znalezione zostało ciało mężczyzny. Lokalni policjanci szybko identyfikują go jako jednego z bezdomnych szwędających się po mieście – tego zwali Posejdon. Ktoś powiesił go za nogę na grubym łańcuchu i podciął mu gardło. Czy była to zbrodnia wykierowana w tego jednego człowieka czy może ofiara była całkowicie przypadkowa? By ruszyć sprawę do przodu śledczy muszą przepytać środowisko bezdomnych i dojść do tego, kto krył się pod pseudonimem Posejdon. Trochę sobie żartują, że Gleba przywiozła ze stolicy seryjnego, ale cóż... jeszcze nie wiedzą, że zaraz im do śmiechu nie będzie.
„Ten dzień zapowiadał się na spokojniejszy, ale pod skórą wibrowało jej stare powiedzenie, że jeśli dzień się miło zaczął, to zło pierdolnie znienacka. A powiedzenia, jak wiadomo, nie wzięły się znikąd.”
Książka składa się z 9 rozdziałów (9 dni śledztwa) i epilogu. Każdy rozdział podzielony jest na krótkie numerowane podrozdziały, scenki, więc jej budowa jest przyjazna czytelnikowi, daje poczucie wygody i dynamizmu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie w czasie przeszłym przez narratora wszechwiedzącego, który z perspektywy kilku postaci opisuje wydarzenia: przede wszystkim Gleby, ale i tych w jakiś sposób zamieszanych w sprawę – bezdomnych czy księży. Styl powieści mnie zaskoczył, szczególnie jeśli chodzi o dialogi – to moja trzecia przeczytana książka autora i, wśród tych trzech, ta jest zdecydowanie najzabawniejsza! Uszczypliwe uwagi, komentarze Igi sprawiały, że nieraz wybuchałam głośnym śmiechem, mimo tego, że jest to przecież kryminał na serio, nie komedia kryminalna – zbrodnia brutalna, śledztwo trudne i zagmatwane, i oczywiście w odpowiednich momentach powaga zostaje zachowana, ale to ten humor w dialogach jest tym czymś, co mocno się w książce wybija sprawiając, że nie da się od niej oderwać i szybko o niej zapomnieć. Język, jakim jest pisana, jest codzienny, potoczny, używany z dużą wprawą, więc książkę czyta się bardzo naturalnie, płynnie.
 
Już sam tytuł książki zapowiada nam kto będzie w niej grał pierwsze skrzypce – Gleba to postać, dla której chce się ją czytać! Jej kreacja jest po prostu genialna! Trochę typowa – w końcu kobieta na stanowisku podkomisarki musi być solidna, twarda i uparta, to dzięki temu wyrobiła sobie przecież wysoką pozycję w ciągle dosyć męskim zawodzie. A jednak to zdecydowanie więcej niż tylko twarda śledcza – już w pracy widać, że to postać głęboka, której celem nie jest tylko łapanie przestępców, ale i dobra praca w grupie i szkolenie, przekazywanie wiedzy nowym, młodszym współpracownikom. Poza znajomościami zawodowymi, z innymi policjantami, przyglądamy się jej skomplikowanej relacji z dosyć toksyczną matką – ich częste rozmowy są pełne złości i wyrzutów, niezrozumienia, a Gleba ciągle sprawdzona jest... no właśnie, na glebę. A jednak nadal oddzwania, nadal te telefony odbiera. Myślę, że to dobry obraz naszej polskiej mentalności i naszego pokolenia, które z jednej strony chce walczyć o swoje, z drugiej wychowane w dosyć konserwatywnych rodzinach nie potrafi się uwolnić od tego, co przez całe życie narzucane jest nam przez społeczeństwo. Jest też trzecia relacja, trzecia odsłona Gleby – ta romantyczna, a raczej seksualna, bo Gleba w rozczulenia się nie bawi. I znowu pytanie – skąd jej wycofanie, skąd brak zgody na bliskość nie tylko cielesną, ale i tą psychiczną?
„- (...) Też kiedyś miałam chłopaka, religijny, porządny, przodownik pielgrzymek, a jak cudnie śpiewał ‘Barkę’. Podczas pierwszej próby zbliżenia oznajmił mi, że chce z tym poczekać do ślubu. Zgodziłam się.
- I nie jesteście ze sobą?
- No nie, powiedziałam mu, że jak się ożeni, to niech da mi znać.”
W pracy, w tym śledztwie towarzyszy jej młody policjant, Karol Damięcki, zwany Brukselką. To chłopak, który w policji, wśród zawodowych znajomych nie ma łatwo – jego matka jest polityczką, wysoko postawioną, przez co Karol traktowany jest z pobłażaniem. Rodzice na siłę chcą go wepchnąć na jakąś ważną funkcję, jak nie polityczną, to przynajmniej w tej policji... a sam Karol chce po prostu być dobrym śledczym, dostawać ciekawe, stanowiące wyzwanie sprawy i łapać przestępców. Gleba, w czasie ich wspólnego śledztwa, całkiem dobrze go poznaje i stara się go wspierać w jego dążeniach do samodzielności.
 
Intryga kryminalna to kolejny aspekt powieści godny uwagi. Dobrze trzyma w napięciu, autor bardzo sprytnie rozlokował tropy, które pojawiają się w idealnych momentach, by czytelnik cały czas, przez całą lekturę zachował czujność i uwagę. Jest kilka solidnych twistów, nieraz podrozdziały kończą się tak, że zostawiają czytelnika z, kolokwialnie mówiąc, szczęką na podłodze.
„Własna głowa jest jedynym na świecie miejscem, gdzie panuje prawdziwa wolność słowa i można powiedzieć wszystko. Jeszcze jest. Zobaczymy, co przyniosą nowe technologie, może i myśli będą cenzurowane? Może stare ‘myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem’ nareszcie będzie w pełni sprawdzalne?”
A gdzie nas ta sprawa prowadzi? Przede wszystkim w środowisko bezdomnych, co jest jednym z głównym tematów do zastanowienia w tej historii. Autor bez skrupułów przygląda się jak społeczeństwo ich traktuje, jak do nich podchodzi, jakie ma o nich zdanie. Tłumaczy, że to ludzie, którzy często podjęli złe wybory, ale ciągle ludzie, godni traktowania po ludzku. To taki trochę obraz beznadziei – większość z nich całe dnie spędza na piciu. By zapomnieć o swoich porażkach, bo może nie zostało im już nic innego. To temat trudny, bo przecież ciężko nam się patrzy na tych ludzi, ja sama nigdy nie wiem jak na nich reagować. Śmielak może nie daje nam recepty jak zachować się w każdej takiej sytuacji, ale zmusza do głębszej refleksji, do przemyślenia tematu biorąc pod uwagę to, jak dokładnie przedstawił w powieści życie takich osób.
 
Drugim środowiskiem, które odgrywa w książce sporą rolę, są księża. I znowu (mimo niewysublimowanych żartów Gleby, które rzuca na ich temat) autor traktuje ich po prostu jak ludzi, którzy mają swoje słabości, którzy błądzą dokładnie tak, jak cała reszta ludzkości. Przestrzega też trochę przed generalizowaniem i szybkim ocenianiem, bo przecież nikt nie jest w stanie na pierwszy rzut oka stwierdzić, jakie tajemnice skrywa w sobie napotkany człowiek.
„- Dobry z pana człowiek – powiedziała Gleba.
- Po prostu człowiek – odparł ksiądz.”
Na koniec wspomnę jeszcze o miejscu akcji – Stalowa Wola. Autor oddał to miejsce niesamowicie dokładnie, myślę, że można by się przejść po mieście z książką w ręce. Jest kilka fajnych opisów miejsc, miejscówek i parę słów historii. Myślę, że ci, którzy znają to miasto, będą się przy tej lekturze bawić jeszcze lepiej!
 
Podsumowując, Michał Śmielak zaskoczył mnie „Glebą”. Po prostu nie mam się do czego w niej przyczepić! Bawiłam się doskonale, humor, który prezentuje tytułowa Gleba całkowicie wpasował się w mój gust przez co nieraz parskałam śmiechem, czego przecież po kryminale się nie spodziewałam! Solidne, bogate kreacje postaci, fajna intryga przyciągająca uwagę czytelnika i przemycająca tematy ważne, o których warto pogadać to kolejne elementy powieści, którymi się zachwyciłam. Bez dwóch zdań – z trzech książek jakie czytałam pióra tego autora, ta bezsprzecznie jest najlepsza!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Initium.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 17, 2023

Book tour z "Ostatnim diamentem"!

Book tour z "Ostatnim diamentem"!

Gdańsk, Malezja i ... zwłoki w rzece, ale przede wszystkim diamenty! To początek nowego thrillera psychologicznego Karoliny Głogowskiej, w którym poprzez skrupulatnie usnutą intrygę kryminalną przygląda się zachowaniom swoich postaci w nieco... ekstremalnych sytuacjach. Ale chyba nikogo to nie dziwi, kiedy w grę wchodzą diamenty, a nawet i ten ostatni, tytułowy różowy diament! Książka pełna jest ciekawostek z tej dziedziny, tak szczegółowych, że budzący podziw dla wiedzy autorki. To thriller z gatunku tych lżejszych, w których warstwa obyczajowa wraz z psychologiczną grają pierwsze skrzypce.

Więcej o tym tytule możecie poczytać w mojej recenzji - klik! oraz w wywiadzie z autorką - klik!, a dzisiaj przychodzę zachęcić Was do sięgnięcia po ten tytuł i zaprosić do wzięcia udziału w naszej wspólnej akcji czytelniczej!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autorki oraz profil Wydawnictwa Mięta w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w środę.
Książka ruszy w podróż już w środę popołudniu, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa, autorki i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @ksiazka.dobra.na.wszystko opinia - klik!
2. @z_ksiazka_mi_po_drodze opinia - klik!
3. @mirkowo3 opinia - klik!
4. @just_to_books opinia - klik!
5. @mamazaczytana opinia - klik!
6. @po_prostu_o_ksiazkach opinia - klik!
7. @milosniczka.kavy opinia - klik! 
8. @criminally.addicted 
9. @natajkazksiazki opinia - klik! 
10. @littleanula_andthebooks 
11. @marzaczyta opinia - klik!
12. @natka_tom 
13. @madzulas 
14. @adziktworzy (07.02-03.03)
15. @poczytane_zapisane 
16. @marzenaguzior (29.03-28.04)
17. @izabelawatola 
18. @books.injuly (13.05-10.06)
19. @sylwiaaa  
20. @zafascynowana.ksiazkami_ 
21. @zaczytana_panna (książka jest tu od 16.07)

lipca 15, 2023

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki cyklu "Kryminałów z pazurem" - rozmowa V

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki cyklu "Kryminałów z pazurem" - rozmowa V

Jak Marcie Matyszczak wracało się do bohaterów serii Kryminałów z pazurem po pierwszej dłuższej przerwie, czy autorka w celu researchu do książki przepłynęła całą trasę kajakową spływu Krutynią i czy towarzyszyły jej w tym pierwowzory literackich kocich postaci, czy Pedro dostał swój głos w serii już na stałe, co autorka ma wspólnego z Rozalią, kiedy możemy liczyć na tom czwarty serii i jakie własne literackie odkrycia poleca nam Marta Matyszczak?
Zapraszam na rozmowę z autorką!

fot. Przemysław Jendroska
Marta Matyszczak notka biograficzna:
Autorka uwielbianego nie tylko przez miłośników czterech łap cyklu KRYMINAŁY POD PSEM, ale także scenariuszy fars teatralnych. Nauczycielka kreatywnego pisania. Prowadzi Kawiarenkę Kryminalną - portal poświęcony literaturze gatunkowej. Psiara od zawsze, kociara, odkąd podstępem wprowadziła się do niej kotka imieniem Burbur. KRYMINAŁY Z PAZUREM to jej nowa seria, w której Burbur gra pierwsze skrzypce.


Kryminał na talerzu: Pod koniec czerwca na naszym rynku pojawił się tom trzeci serii Kryminałów z pazurem pt. „Krwawa kąpiel nad Krutynią”. Pierwsze dwa pisała Pani jakieś dwa lata temu, jeden po drugim, więc przy tomie trzecim po raz pierwszy wracała Pani do serii po przerwie. Jakie emocje temu towarzyszyły? Do rodziny Ginterów wracało się trudniej niż do Solańskich z Kryminałów pod psem? W końcu z tym drugimi znajomość jest już wieloletnia 😊

Marta Matyszczak: Bardzo się cieszyłam z tego powrotu! Stęskniłam się już za Burburem i Pedrem, i sama byłam ciekawa, w jakie nowe kłopoty wpakuje się Rozalia. Historia pani weterynarz jest tak zbudowana, że z tomu na tom Ginterowa pogrąża się coraz bardziej w swoich kłamstwach i tajemnicach, jednocześnie cały czas walcząc o to, co dla niej najważniejsze, czyli rodzina. Miło też było powrócić na piękne Mazury i wpleść w „Krwawą kąpiel nad Krutynią” moje własne przeżycia związane ze spływem kajakowym tą najpopularniejszą chyba rzeką w Polsce.


Założenia serii Kryminałów z pazurem są takie, że akcja każdego tomu toczy się na Mazurach, ale każda w innej lokalizacji. W tomie trzecim wysłała Pani Ginterów na wakacje, na spływ kajakowy Krutynią, a ja zastanawiam się czy wybrała się Pani na Mazury w poszukiwaniu dobrej atrakcji na wakacje czy odwrotnie – najpierw znalazła Pani te kajaki, a później pomyślała, że to dobra wakacyjna destynacja dla bohaterów serii?

Nad Krutynię jechałam już z zamiarem zresearchowania okolic pod kątem nowej książki. Dlatego moje zdjęcia z tamtych wakacji wyglądają specyficznie – pełno na nich detali, szczegółów na pierwszy rzut oka nieistotnych czy bzdurnych, ale dla mnie przydatnych potem podczas pisania. Zawsze staram się jak najdokładniej odwzorować w powieści opisywaną rzeczywistość, dlatego sprawdzam jak najwięcej na własnej skórze.


Wszyscy już dobrze wiemy, że zawsze przed pisaniem kolejnej powieści, prowadzi Pani bardzo dokładny research na miejscu, w którym ma się toczyć akcja. Teraz nie tylko mamy miasteczko Krutyń, ale i spływ rzeką Krutynią. Przepłynęła Pani całą trasę wypatrując dobrego miejsca na ulokowania trupa? 😊

Całą to nie... Ja jednak hołduję twierdzeniu pani Marii Czubaszek, że przez sport to tylko do kalectwa. Żartuję oczywiście – lubię jeździć na nartach czy pływać, ale już przemęczać się nadmiernie to niekoniecznie. A spływ kajakowy jest fizycznym wyzwaniem. Na trasie Krutyń-Ukta – najbardziej popularnym odcinku spływu, który wybrałam w celach researchowych, odkryłam, że posiadam mięśnie, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Bolało mnie wszystko, łącznie z palcami u rąk przez ściskanie wiosła. Dlatego ten wycinek w zupełności wystarczył. Natomiast tak mi się ta aktywność spodobała, że zamierzam wrócić nad Krutynię i zaliczyć jeszcze inne jej okolice! 


Ginterowie na swoją wyprawę biorą oczywiście obydwa koty, Burburkę i jej syna Pedra. Czy i Pani w wyprawie towarzyszyły pierwowzory powieściowych bohaterów? Zawsze myślałam, że zaprowadzenie kota już w same okolice wody to zadanie bardzo … niebezpieczne dla ludzkich części ciała, narażonych na kocie pazury 😉

Święta racja! Dlatego nie odważyłam się targać tam Burburki czy Pedra. Zresztą oni już po kwadransie podróży samochodowej zaczynają przeraźliwie miauczeć. Nie podoba im się i już! Za to zabrałam na spływ psa – Gacka, który siedział ze mną w kajaku, miał przywdziany kapok i z zainteresowaniem przyglądał się mijanym dzikim ptakom zamieszkującym Krutynię.


A czy nocowanie w namiotach było dla Pani równie ciężkie, co do Rozalii? Przypomnijmy, że Rozalia to kobieta, która ogromnie szanuje sobie wygodę, więc jej poświęcenie w sprawie noclegu jest naprawdę ogromne!

W tej kwestii skorzystałam z własnych doświadczeń, które jednak zdobyłam już jakiś czas temu... Teraz nocowałam w bardziej standardowych warunkach. Ale swego czasu jeździłam pod namiot – na przykład do miejscowości Płaska w Puszczy Augustowskiej, która zresztą pojawia się w „Lesie i ciemności”, jednym z tomów „Kryminałów pod psem” – i doskonale pamiętam, z jakimi atrakcjami się to wiąże. Myślę, że obecnie byłabym równie „zadowolona” z namiotowych warunków jak Rozalia. Czyli jednak mamy ze sobą coś wspólnego! 


Która część spływu Krutynią urzekła Panią najmocniej? 

Myślę, że całą Krutyń jest przepięknym, dzikim, wciąż niezawłaszczonym przez człowieka miejscem – zwłaszcza po sezonie. Naczytałam się apokaliptycznych wizji przedstawiających spływ w środku wakacji na podobieństwo spaceru po Krupówkach czy Monciaku. Jednak we wrześniu, kiedy ja tam zawitałam, było niewielu turystów i w pełni mogłam się cieszyć urokami natury. Najbardziej podobały mi się te odcinki, gdy rzeka płynęła zalesionymi brzegami – tworzył się dość tajemniczy, mroczny klimat – idealny do wykorzystania w powieści! 


W powieści ważną rolę odgrywa też Szwecja, a dokładniej polska osada robotnicza położona niedaleko Kiruny. Skąd pomysł, by połączyć Mazury ze Szwecją?

Kiedyś gościłam w programie lokalnej telewizji i zanim wpuszczono mnie na wizję, zajęła się mną pani makijażystka. Podczas nakładania tapety na moją twarz, opowiadała mi o kręconych kulinarnych, wakacyjnych programach właśnie na północy Szwecji. Ekipa telewizyjna odwiedziła miejsce, do którego przenieśli się mieszkańcy Mazur. Oczywiście tych prawdziwych nie spotkały żadne kryminalne szykany. Ta zasłyszana ciekawostka posłużyła mi po prostu do uruchomienia wyobraźni i stworzenia swojej fikcyjnej historii.


Czy i te doświadczenia wzięła Pani z własnych? Odwiedziła Pani kiedyś Szwecję, doświadczyła opisywanych zórz polarnych, białych nocy, czy czarnych dni?

Byłam dwa razy w Szwecji, niestety nie dane mi było zobaczyć zorzy polarnej. Jest to jedno z moich podróżniczych marzeń! A co do białych nocy, to były one już zauważalne na przykład początkiem czerwca w Sztokholmie – przez całą noc nie robiło się całkowicie ciemno – panowała raczej taka szarówka. Dlatego szczelne rolety w oknach hotelu to doskonałe rozwiązanie.


A tak na zachętę dla tych, co „Krwawej kąpieli nad Krutynią” jeszcze nie czytali, jak zareklamowałaby Pani ten tom? O czym to historia?

W „Krwawej kąpieli nad Krutynią” rodzina Ginterów (wraz z kotami!) udaje się na urlop – na spływ kajakowy. Ten kończy się, gdy Rozalia zderza się kajakiem z ciałem martwej dziewczyny. Paweł Ginter przejmuje sprawę morderstwa, a Rozalia prowadzi swoje prywatne, równie kryminalne porachunki z pomocą znanej z „Kryminałów pod psem” mecenas Potomek-Chojarskiej. Śledztwo prowadzi komisarza Gintera na trop pewnej szwedzkiej Osady, do której wyjeżdżali miejscowi w poszukiwaniu pracy. Dramatyczne wydarzenia spod koła podbiegunowego zaczynają mieć coraz więcej wspólnego z obecnie toczącym się dochodzeniem. Nad wszystkim czuwa kotka Burbur, która w specyficznym pamiętniczku zapisuje niezbyt przychylne spostrzeżenia na temat swoich ludzkich niewolników. Krótko mówiąc, „Krwawa kąpiel nad Krutynią” to lektura dla wielbicieli kryminałów, posiadaczy poczucia humoru i kociarzy. Na wakacje i nie tylko.


Ach, przecież jeszcze nie mówiłyśmy o Pedrze! A on w końcu w tym tomie doszedł do głosu! Jak pisało się Pani jego kwestie? Zostanie z nami na stałe w tej serii? 

Przyszedł czas, by i synalek Pedro zabrał głos. W końcu ile można ignorować obsmarowywanie przez własną wyrodną matkę? Z doświadczenia widzę, że każde zwierzę – tak jak ludzie – ma zupełnie inny charakter. Tak też i Pedro (ten prawdziwy i książkowy) różni się od Burbury. Jest łagodniejszy, pewniejszy siebie, odważniejszy i trochę mniej bystry... Myślę, że widać to też w jego części powieściowego pamiętniczka. A czy będzie kontynuował swoją twórczość? To się okaże w czwartym tomie „Kryminałów z pazurem”! 


A czy może nam Pani zdradzić już czego możemy się spodziewać w tomie czwartym? I czy dobrze zakładam, że możemy się go spodziewać za około pół roku?

Mam już pewne plany dotyczące tego tomu. Wiem, na jaką literę będą wszystkie wyrazy tytułu. Znam miejsce akcji i pewną niespodziankę, którą szykuję dla czytelników w tej książce. Na razie jednak niczego nie zdradzam. A jeżeli chodzi o termin wydania, to będzie to dopiero rok 2025. Na przyszły rok przygotowuję inne kryminalne historie.


Nad czym teraz Pani pracuje?

Nad czymś zupełnie nowym. Ale póki co cicho sza na ten temat. 


To teraz już na koniec tradycyjnie, kilka pytań ciut bardziej prywatnych. Mamy teraz okres wakacyjny i tak się zastanawiam – skoro jeździ Pani w te wszystkie lokalizacje, w których rozgrywa się akcja Pani powieści, to czy to są już dla Pani wakacje czy jednak praca? A na wakacje trzeba pojechać gdzieś osobno i odciąć się w ogóle od wszystkiego związanego z książkami?

Wyjazdowy research do nowej książki mam już za sobą. Wyjazd wakacyjny zresztą też. Teraz skupiam się na pisaniu. Jesienią ruszę na wyprawę przygotowawczą do kolejnej książki. Lubię tak samo i te wyjazdy związane z pracą, i te w celach wypoczynkowych. Ja po prostu uwielbiam podróżować! 


Jakie jest Pani największe marzenie związane z podróżami? Oprócz Anglii i hrabstwa Yorkshire śladami pisarza Jamesa Herriota, bo o tym mówiła nam już Pani trzy lata temu. No właśnie, czy te marzenie już udało się Pani spełnić?

Tego jeszcze nie, ale jest na mojej liście. Ostatnio najchętniej bym jeździła tam, gdzie ciepło, gdzie nie trzeba się ubierać w kolejne warstwy ciuchów, żeby nie zamarznąć, gdzieś, gdzie jest ciepłe morze, po wejściu do którego nie ma się wrażenia, że jest się na sesji krioterapii. A jeśli chodzi o literackie podróże, to ostatnio spełniłam jedno z marzeń – tropiłam ślady Mikaela Bloomkvista i Lisbeth Salander w Sztokholmie.


Poza pisaniem książek, prowadzi też Pani Kawiarenkę Kryminalną, portal poświęconym literaturze kryminalnej, więc proszę nam polecić jakieś ostatnie Pani literackie odkrycie.

Ostatnio odkryłam audiobooki. Wiem, że pewnie późno, ale wreszcie się przekonałam do formy słuchanej i dzięki temu mogę poznawać dużo więcej historii. A z papierowych ostatnich odkryć polecam dwie powieści Sławka Gortycha osadzone w Karkonoszach: „Schronisko, które przestało istnieć” i „Schronisko, które przetrwało”. To świetne, interesujące, wciągające historie, z których do tego można się wiele dowiedzieć o opisywanym miejscu. A Sławek to niezwykle zdolny autor, któremu bardzo kibicuję.


A na sam koniec tradycyjnie pomówmy jeszcze o jedzeniu. Jakie jest Pani ulubione wakacyjne danie? 

Czereśnie. Niezmiennie czereśnie.


Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!