marca 23, 2021

"Afekt" Remigiusz Mróz - recenzja premierowa

"Afekt" Remigiusz Mróz - recenzja premierowa

 

Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: Afekt
Cykl: Joanna Chyłka, tom 13
Data premiery: 23.03.2021
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 544
Gatunek: thriller prawniczy
 
Nie można zaprzeczyć, że nazwisko Remigiusza Mroza w świecie czytelniczym jest wszystkim dobrze znane. Jedni połykają jego książki jedna za drugą, inni trzymają się od nich z daleka, jednak słyszeli o nich naprawdę wszyscy. I nie jest to dziwne – autor w końcu wydaje książki w tempie małego robocika, średnio co 2-3 miesiące dostajemy coś nowego, a o każdej jego premierze jest naprawdę głośno. Najgłośniej jednak jest zawsze o Chyłce – to chyba najpopularniejsza seria autora, która na razie jako jedyna trafiła na mały ekran, choć oczywiście prawa do ekranizacji wykupione są już też do kilku innych. Serial liczy sobie już cztery sezony, jednak jest to nic w porównaniu do tego, ile seria liczy sobie tomów w oryginale! Właśnie dzisiaj swoją premierę ma już trzynasty tom pt. „Afekt” i wcale nie wygląda na to, by przygody Chyłki miały się w najbliższym czasie skończyć 😊
 
Fabuła „Afektu” rozpoczyna się, gdy do kancelarii KMK zgłasza się brat kandydata na prezydenta – Mirosław Halski, który jest szantażowany ujawnieniem stosunku z nieletnią. Mężczyzna zapiera się, że oskarżenia nie są prawdziwe, nie chce, by sprawa trafiła do sądu, a szczególnie nie do mediów. Chce, by prawnicy załatwili to po cichu, szybko się z dziewczyną dogadali. Chyłka, mimo iż przyrzekła sobie, że nigdy w życiu nie będzie bronić pedofila, po szybkim researchu zaczyna wierzyć w jego niewinność, choć oczywiście jej siłą napędową do pojęcia się obrony prawnej klienta jest coś innego – dogadała się z partnerami KMK, że gdy sprawę rozwiąże korzystnie, parę praktyk w codziennym funkcjonowaniu kancelarii zostanie zmienionych. Sytuacja komplikuje się, gdy wychodzi na jaw, że wykorzystana dziewczyna od kilku lat nie żyje, a prawnikiem, który podjął się reprezentowania strony przeciwnej jest sam Żelazny, dawny szef Chyłki… O co w tej sprawie chodzi? Czy to tylko zabieg polityczny czy faktycznie coś jest na rzeczy?
 
Książka składa się z 4 tytułowanych rozdziałów, z których każdy dzieli się na kilkanaście podrozdziałów określonych numerem i miejscem akcji. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, jest wszechwiedząca – wie, jaki los czeka bohaterów, kiedy oni jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy. Fabuła przedstawiona jest z punktu widzenia dwóch postaci – Chyłki i Oryńskiego. Styl powieści jest specyficzny, bardzo nowoczesny, co głównie widać w dialogach. A w nich oczywiście przoduje Chyłka, która nie tylko nie stroni od wulgaryzmów, ale sarkazmu i ironii używa na porządku dziennym. To właśnie jej wypowiedzi nadają książce mocno oryginalnego charakteru – mimo tego, że nie są za grzeczne, jakoś nie rażą, a śmieszą, przez co książka, mimo poważnych tematów utrzymana jest w tonie lekkim i często całkiem zabawnym.
 
A tematy faktycznie są poważne, bo klient Chyłki oskarżony zostaje o pedofilię i gwałt na nieletniej. Nie zapisałam sobie cytatu, ale gdzieś w książce było, że wykorzystanie nieletniej jest gorsze niż morderstwo – w końcu tu ofiara nadal żyje, a jednak zostaje poszkodowana na całe życie. A udowodnić te przestępstwo wcale nie jest łatwo, kary też są śmiesznie niskie. Do tego dochodzi jeszcze wykorzystanie władzy – w końcu to brat jednego z najbardziej rozpoznawalnych polityków w kraju – kot mógłby mu odmówić? Sprawa jest trudna, dla Chyłki tym bardziej, bo sama w swojej przeszłości ma coś, o czym wolałaby nie pamiętać, a co nigdy z jej pamięci wymazane nie zostanie. Czy faktycznie Mirek jest niewinny? Wygląda to, że jest to zagranie polityczne ze strony przeciwnej, a dziewczyna jest podstawiona i łasa na kasę, ale czy faktycznie tak jest? Im dalej w sprawę, tym okazuje się trudniejsza i bardziej zagmatwana… Tak, mogę się zgodzić, że dotychczas to jest najtrudniejsza sprawa prawniczki, o czym przekonuje nas hasło na okładce powieści.
 
Oczywiście w serii równie ważne są losy prywatne prawniczki. Tu na szczęście Oryński jest dla niej ostoją, wydaje się, że w końcu ich życie jako tako się ustabilizowało. Oczywiście nie obędzie się i tutaj bez wybojów – tym razem do głosu dochodzi przeszłość Kordiana, która może mocno w ich życiu zamieszać, jednak widać, że obydwoje bohaterowie w końcu dojrzeli i łączy ich naprawdę głębokie, prawdziwe i stałe uczucie, które przetrwa niejedną nawałnicę.
 
Akcja powieści wciąga od początku, co chwilę autor częstuje nas kolejnymi twistami fabularnymi. Niezaprzeczalnie więc nie można się tu nudzić. Jasne, jak zawsze jest tu trochę przesadzonego dramatyzmu i mało przyziemnych rozwiązań, ale to jakby cechy rozpoznawalne Mroza, a już szczególnie tej serii. Fani to akceptują i lubią, a największym plusem książki jest to, że odrywa od rzeczywistości tak mocno, że ciężko jest ją odłożyć przed końcem lektury.
 
W tym tomie sporą rolę odgrywa też polityka, jest trochę teorii spiskowych znanych z tomów poprzednich – ja te tomy, gdzie ważne osoby pokazują swoją władzę i siłę jakoś lubię trochę mniej, wolę, gdy sprawy dotyczą pozornie zwykłych ludzi. Nie można jednak odmówić książce tego, że jest zajmująca – sprawa tak czy tak naprawdę wciąga.
 
Ogólnie sięgając po trzynasty tom serii raczej każdy wie, czego już się może spodziewać. Ja sięgnęłam po książkę w nadziei, że wyrwie mnie z kryzysu czytelniczego i wciągnie tak, że nie będę chciała jej odkładać. I tak się stało – te ponad 500 stron przeczytałam w ciągu półtora dnia i bawiłam się świetnie! Chyłka jest w formie, jej odzywki są naprawdę zabawne. Sprawa była ciekawa, twisty fabularne zaskakujące. Od Mroza więcej nie wymagam, więc jestem zadowolona 😊
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona Kryminału!


marca 23, 2021

"Córka nazisty" Max Czornyj

"Córka nazisty" Max Czornyj

 

Autor: Max Czornyj
Tytuł: Córka nazisty
Data premiery: 29.07.2020
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 352
Gatunek: powieść obyczajowa
 
Max Czornyj to jeden z najpłodniejszych polskich autorów ostatnich lat. Na rynku debiutował w roku 2017, od tego czasu wydał 16 powieści – wszystkie do tej pory zaliczały się do gatunku thriller, kryminał i true crime. Autor słynie z dosadnych, makabrycznych opisów zbrodni i równie brutalnych pomysłów. Dlatego też dużym zdziwieniem było, gdy latem roku poprzedniego zapowiedział całkiem coś innego – powieść obyczajową o sile miłości w czasach II wojny światowej i obozów koncentracyjnych. Oczywiście nie mogłam sobie odmówić sprawdzenia, jak autor wypadł w tej roli, mimo iż po ten rodzaj literatury sięgam naprawdę rzadko. Wygląda też na to, że ta zmiana gatunku mocno mu się spodobała, gdyż już jutro 24 marca na rynku ukaże się drugi tytuł o podobnej tematyce pt. „Miłość i wojna”.
 
Czasy współczesne. Greta, ponad 80sięcioletnia kobieta cierpi na zaniki pamięci – jej umysł powoli oplatają macki alzheimera. Mieszka sama w ogromnym domu, codziennie odwiedza Alicję – psycholog, z którą rozmowy pomagają trzymać się rzeczywistości. Całe swoje życie Greta spędziła na pokutowaniu – jest córka nazisty, wierzy, że w swoim DNA ma zapisany gen zła. Czyny jej ojca ją prześladują, mimo choroby nie dają o sobie zapomnieć. Alicja powoli już traci nadzieję w to, że jest w stanie kobiecie pomóc, kiedy zjawia się Krzysztof z dziennikiem opisującym obozowe losy Anny. Z jakiegoś powodu konieczne chce przekazać go Grecie, Alicja na to przystaje. Greta więc zaczyna czytać, a im dalej w lekturę, tym więcej sobie przypomina… Jak losy kobiet się łączą? Co się stało z Anną? I czy Greta naprawdę powinna cierpieć za grzechy swojego ojca?
„A ja wierzę, że gen zła istnieje (…). To naukowa forma predestynacji, bo każdy z nas może w sobie nosić tchnienie Boga lub piętno szatana. Przynajmniej w jakimś metaforycznym sensie.”
Książka składa się z krótkich nienumerowanych rozdziałów rozpisanych na trzy postacie: Gretę, Annę i Krzysztofa. Narracja każdego z nich prowadzona jest w pierwszej osobie, w czasie teraźniejszym przez Krzysztofa i Gretę, w czasie przeszłym przez Annę. Styl powieści jest spokojny, skupiony na wewnętrznych przeżyciach bohaterów.
 
Poprzez główne postacie autor zadaje bardzo ciekawe pytania. Dzięki Grecie, kobiecie, która całe życie pokutowała za grzechy swojego ojca, która cały czas czuje się skażona złem i niewarta jakiejkolwiek uwagi, zastanawiamy się nad tym czy zło może być dziedziczne. Czy to, że masz złych rodziców, skazuje cię na podobne życie? Greta uważa, że tak, że genetycznie jesteśmy zaprogramowani na czynienie dobra lub zła. Że gdzieś tam jest ten gen zła, wpisany w DNA, który czy tego chcesz czy nie, w końcu kiedyś dojdzie do głosu, jeśli nie w tym pokoleniu, to w kolejnym. Czy faktycznie biologia ma aż takie znaczenie? Czy może napiętnowanie bardziej wynika z tego, jak postrzega cię otoczenie? W końcu Greta też nie miała łatwego życia, po wojnie nikt nie traktował jej przychylnie –była przecież córką zbrodniarza, nazisty, hitlerowca, który zrobił tyle złego…
„Gdyby można go usunąć [gen zła] i stworzyć człowieka zdolnego czynić jedynie dobro, świat stałby się rajem. Wystarczyłoby tak niewiele. Ledwie drobna modyfikacja genotypu, a potem nastałaby jasność. Nie potrzeba by Boga, modlitw ani Opatrzności. Nie potrzeba by uśmiechu losu.”
Ale czy człowiek tak naprawdę jest tylko dobry albo tylko zły? W końcu ojciec kobiety dla niej był dobry. Kochał ją, dbał o nią, pilnował jej bezpieczeństwa. Ma wiele dobrych wspomnień z nim związanych. Więc jak kochający ojciec może być do szpiku kości zły? Czy to faktycznie jest tak czarno-białe jak chciałoby się myśleć? Czy źli ludzie nie są zdolni do czynów dobrych?
 
Przyjrzyjmy się też trochę bliżej samej fabule. Rozpisana jest ciekawie, bo i Greta w swoich rozdziałach często powraca do własnych wspomnień, i poprzez rozdziały Anny też cofamy się lata wstecz. Anna to około 16letnia dziewczyna (a przynajmniej wolę tak myśleć, bo sama pisała, że ma albo 12 albo 16, ale sposób jej wypowiedzi brzmi już dosyć dojrzale), która razem z matką trafiła do obozu. Taki sposób naprzemiennej, toczącej się w różnych czasach narracji wzbudza we mnie zawsze dużą ciekawość, więc i tu byłam zadowolona. Warto też wspomnieć, że postać Grety oddana jest naprawdę świetnie – jej zagubienie, poplątane myśli i prześladujące wspomnienia. Do tego dochodzi jeszcze nutka tajemnicy – dlaczego Krzysztofowi tak zależy, by Greta przeczytała pamiętnik? I co ma Anna do Grety? To na pewno dodaje lekturze smaczku, powoduje, że czytelnik gnany ciekawością może mieć problemy z odłożeniem książki.
„Mam nadzieję, że w ten sposób uda mi się oderwać myśli od tego, co dzieje się wokół. Od tłumu ludzi, smrodu potu i wydzielin. Od przyciszonych, pełnych rozpaczy szeptów i płaczu. Od modlitw.
„Wieczne odpoczywanie racz im dać, Panie” – tylko to przychodzi mi do głowy… A może: „wieczne odpoczywanie racz mi dać, Pani”. To byłoby prostsze. Choć teraz wstydzę się, że to napisałam i że taka myśl w ogóle się pojawiła.”
Oczywiście Czornyj nie byłby Czornyjem gdyby i tu nie wplótł trochę makabryczności, ale jest jej tu niewiele – opisy są po prostu dosadne, a rzeczywistość obozowa trudna, choć i tej nie ma tu za wiele, to jednak niewielka część całej historii.
 
Nie przedłużając muszę stwierdzić, że „Córka nazisty” to udany eksperyment literacki Czornyja. Pokazał się tutaj czytelnikowi z dużo wrażliwszej strony, zadał kilka ciekawych pytań o sens życia człowieka i wagę genów dziedziczonych po przodkach. Muszę też pochwalić pomysł na ciekawe rozłożenie fabularne powieści i finalny twist. Jestem z lektury zadowolona, to była zadziwiająco dobra książka.
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Filia!


Książka dostępna jest też w abonamencie 

marca 22, 2021

"Kto czyni zło" Agnieszka Pietrzyk - recenzja przedpremierowa

"Kto czyni zło" Agnieszka Pietrzyk - recenzja przedpremierowa

 

Tytuł: Kto czyni zło
Data premiery: 23.03.2021
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 424
Gatunek: kryminał / thriller
 
„Kto czyni zło” to dziewiąta książka Agnieszki Pietrzyk. Pierwszy raz na rynku autorka pojawiała się w 2008 roku z powieścią grozy pt. „Obejrzyj się królu”. Ja jednak z jej prozą spotkałam się dużo później, bo dopiero w 2019 roku przy okazji premiery rewelacyjnego thrillera pt. „Zostań w domu”. Jego, recenzję, jak i następnej książki autorki pt. „Nikt się nie dowie” znajdziecie oczywiście na blogu (klik! Klik!), a teraz zapraszam Was na kilka słów o książce najnowszej. Pietrzyk słynie z thrillerów, które zaskakują i trzymają w czytelnika w napięciu - czy tak było i tym razem?
 
Fabuła powieści rozpoczyna się, gdy jeden ze strażaków, którzy przyjechali do wsi Żółwiniec w celu ochrony przeciwpowodziowej miasteczka, trafia na zwłoki dziecka. Wygląda na to, że chłopczyk wypadł w nocy z okna. Mężczyzna wzywa policję i idzie szukać rodziców ofiary… W tym momencie akcja przenosi się pięć tygodni wcześniej. Poznajemy młodą policjantkę Ulę, która jest świadkiem brutalnego przesłuchania młodego chłopaka podejrzanego o współudział w kradzieży. Po tym zdarzeniu dziewczyna zwalnia się z policji i zakłada swoje własne biuro detektywistyczne. Jeszcze nie wie, że przesłuchiwany chłopiec kilka dni później został znaleziony martwy… Wygląda na to, że się powiesił, choć policja ma pewne wątpliwości. Czy są one uzasadnione czy po prostu nie chcą przyciągać uwagi do tego, że zmarły został niedawno zmuszony do przyznania się do przestępstwa? Jak do tej śmierci mają się losy Uli? I jak to wszystko wiąże się ze śmiercią tego małego chłopca z Żółwińca?
 
Książka składa się z prologu, 28 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest trzeciej osobie czasu przeszłego – w dużej części skupia się na postaci Uli, jednak czasem do głosu dochodzą też inni jak np. policjant Juszczyk czy rodzina Gifortów, ojczyma Uli, właściciela salonów jubilerskich - przedstawia zarówno ich myśli, odczucia jak i wydarzenia. Uwaga narratora często skupia się na szczegółach otoczenia, jest spokojna i uważna. Styl powieści jest poprawny, książkę ogólnie czyta się całkiem dobrze, choć muszę przyznać, że chwilami zdania wydawały mi się nieco za długie – tam, gdzie ja dałabym kropkę czasami były przecinki – na tyle często, że trochę wybijało mnie to z rytmu lektury.
 
Co do samej książki, to na pewno największym jej plusem jest intryga kryminalna. Autorka fabułę rozpisała tak, że czytelnik przez większą część lektury zastanawia się jak pierwsze zlecenie detektywistyczne Uli, sprawa małego chłopca i przesłuchiwanego się łączą. Oczywiście sama miałam po drodze kilka hipotez, jednak żadna z nich nie okazała się trafna.
By jednak intryga mogła być zrozumiała, to przez pierwszą połowę książki autorka niejako wprowadza nas w fabułę – zapoznaje z bohaterami, ich problemami, przez co tak naprawdę z początku niewiele się dzieje. Dopiero gdzieś tak po 200setnej stronie sytuacja jest na tyle zrozumiała, wydarzenia zaczynają się na siebie tak nakładać, że w końcu pojawia się te długo wyczekiwane napięcie i ciekawość w czytelniku. Od tego momentu książkę faktycznie ciężko odłożyć.
 
Na pewno warto podkreślić obrazowe opisy zawarte w powieści – np. scena, gdy policjanci wchodzą do domu pełnego karaluchów wzbudziła we mnie ogromne emocje – i tak, głównie niesmak i obrzydzenie, co wstrząsnęło mną na tyle, że na pewno zostanie na długo w mojej pamięci. Nie wspominając już o scenie znalezienia martwego dziecka, bo to coś, co chyba każdego mocno ściśnie za serce. Te dokładne, precyzyjne, budzące emocje opisy są tym bardziej warte doceniania, gdyż, jak wiemy, sama autorka pod 12 roku życia jest niewidoma, a jednak świat opisuje lepiej niż połowa normalnie widzących pisarzy. W każdej jej książce to właśnie te opisy zawsze mocno przyciągają moją uwagę, a zarazem budzą podziw.
 
Warto też wspomnieć o obrazie policji, jak autorka w tej książce zarysowała. Tu śledczy nie są tak dobrzy, jak w innych kryminałach, choć też przedstawieni są niejednoznacznie. Nie zmienia to faktu, że jednak jedną z pierwszych scen jest opis wymuszenia przyznania się do winy podejrzanego, które zostało dokonane siłą, a na które większa część komisariatu się zgodziła, a przynajmniej nie protestowała. Wątpliwości i motywy Uli, dla których zamiast to zgłosić, odeszła z policji też są bardzo dobrze oddane. A jednak, mimo niechęci i potępienia, z jakim bohaterka traktuje podejście byłych kolegów z pracy, ostatecznie zaczyna z nimi współpracować. Wybrała mniejsze zło? Warto tu przyjrzeć się wszystkim relacjom międzyludzkim, nie tylko tym zawodowym, ale i tym rodzinnym – w rodzinie Gilfortów, do której kilka lat temu wżeniła się matka Uli, bo też dzieje się wiele… Obserwujemy jak rozpad jednej rodziny i założenie nowej wpływają na wszystkich członków rodziny.
 
Ogólnie nie mogę powiedzieć, że książka mi się nie podobała, choć przyznam, że liczyłam jednak na więcej napięcia. Tu pojawiło się ono dopiero gdzieś w połowie, przez co przez pierwszą część lektury trochę musiałam się przedzierać. Nie można jednak odmówić książce dopracowania – intryga na pewno jest dobrze przemyślana i ostatecznie mocno zaskakująca. Postacie też są fajnie oddane, opisy mocno realistyczne. Nie można autorce odmówić też pomysłu na fabułę i talentu pisarskiego. Ogólnie jest to ciekawy thriller z elementami kryminału, ja jednak ciągle czekam na coś, co dorówna poziomowi, który autorki zaprezentowała w „Zostań w domu”.
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona Kryminału!


marca 22, 2021

"Blizny" Marek Stelar

"Blizny" Marek Stelar

 

Autor: Marek Stelar
Tytuł: Blizny
Cykl: nadkomisarz Tomasz Rędzia, tom 1
Data premiery: 02.09.2020
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 400
Gatunek: kryminał
 
Chociaż Marek Stelar na naszym rynku książki pojawiał się już w roku 2014, to ja z jego prozą po raz pierwszy do czynienia miałam w roku poprzednim przy okazji lektury „Intruza” (recenzja – klik!). Jednak dopiero teraz odkryłam jego kryminalną stronę i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Jeśli wszystkie jego kryminały są tak dobre jak „Blizny”, to koniecznie muszę je przeczytać! A autor ma już ich na swoim koncie kilka – dwie trylogie – jedna o Krugłym i Michalczyku, za której drugi tom zdobył Złotego Kośćca, druga o Suderze, a także kilka osobnych powieści jak wspomniany „Intruz”, „Blask” czy wydany w zeszłym roku „Sedno”. Seria o Rędzi też doczekała się już tomu drugiego pt. „Sekta”, który swoją premierę miał 10 marca tego roku.
 
Historia „Blizn” rozpoczyna się, gdy na szczecińskim placu budowy koparka odkopuje zwłoki - już na pierwszy rzut oka widać, że przeleżały w ziemi co najmniej kilka lat. Na miejscu zjawia się nadkomisarz Rędzia i prokurator Agnieszka Rybarczyk, która dopiero co przeniosła się do szczecińskiej prokuratury. Okazuje się, że obydwoje dobrze się kiedyś znali – łączą ich wspomnienia z wspólnego liceum. Kiedy więc po pewnym czasie okazuje się, że w odkopane zwłoki to również ich znajomy z tej samej licealnej klasy, sytuacja zaczyna się robić dziwnie podejrzana… Rędzia od razu przeczuwa, że jego śmierć może wiązać się z czymś, co wydarzyło się na ich klasowej wycieczce w 1994 roku… Czy przeczucie go nie myli? Dlaczego ktoś miałby mordować mężczyznę po tylu latach? Kto i dlaczego to zrobił i do tego tak sprytnie ukrył ciało, że znaleziono je dopiero przypadkiem po kilkunastu latach?
 
Książka składa się z 14 rozdziałów. Przy każdym z nich dostajemy zaznaczenie, w którym roku toczy się akcja powieści – najczęściej jest to rok 2020 i 1994. Narracja prowadzona jest trzeciej osobie czasu przeszłego, podąża głównie za Rędzią. Styl powieści jest spokojny i uważny, skupiony na detalach. Czytelnik poznaje też myśli i odczucia Rędzi, ale w dosyć ograniczonym stopniu – w końcu jest to kryminał, a nie thriller psychologiczny. Akcja powieści nasycona jest dialogami postaci, co nadaje dynamizmu i przyciąga uwagę czytelnika.
 
Najważniejsza w tej książce jest zbrodnia. I to nie ta aktualnie odkryta, choć też nie najświeższa – liczy sobie w końcu dobre kilkanaście lat. Nie, wygląda na to, że, by odkryć rozwiązanie tej, trzeba zgłębić się w jeszcze dalszą przeszłość, do czasów, gdy grupach 17sto- i 18stolatków wyjechała na kilka dni do mazurskiej głuszy. Tym samym książka zadaje pytanie o wagę prawdy i konsekwencje czynów. Więcej powiedzieć nie mogę, podkreślę tylko, że fabuła została przedstawiony w sposób mądry, głęboki i dający do myślenia.
„Jeden głupi wybryk młodych chłopaków miał niewyobrażalne konsekwencje, jego echo wciąż się niosło, było jak plama rozlanego na stole czerwonego wina wsiąkająca w bibułkę: zachłannie i niepowstrzymanie, niemal bez końca.”
Jak już wspomniałam, wydarzenia w powieści nie są specjalnie dynamiczne, jest to raczej grzebanie w przeszłości, rozmowy z dawnymi znajomymi i wyciąganie wniosków. Nie znajdziemy tu szaleńczych pogoni, tylko rzetelne detektywistyczne śledztwo, które wciąga jeszcze mocniej niż dynamiczna akcja. Dla mnie dodatkowym plusem była historia sprzed lat – lubię, gdy wydarzenia toczą się w dwóch czasach, gdy motywów wydarzeń aktualnych szukamy w odległej przeszłości. Dzięki temu dostajemy dwa różne obrazy tych samych postaci – zarówno jeśli chodzi o zamordowanego, jak i o śledczego. Możemy zobaczyć jak ich życie się zmieniło, jak z niepoważnych nastolatków wyrośli na odpowiedzialnych (bądź nie) ludzi. Przyjrzyjmy się na przykład Rędzi – w liceum chadzał swoimi ścieżkami, nie trzymał się specjalnie z nikim. Nikt też specjalnie go nie lubił. No, może prócz Agnieszki, która zarówno wtedy, jak i teraz, skutecznie mąci mu w głowie. Teraz z kolei to poważny mąż i ojciec, który kocha swoją rodzinę. Jednak kiedy ona się oddala, a do głosu coraz mocniej dochodzi przeszłość, budzą się w nim dawne odczucia i wspomnienia. Myślę, że każdy od czasu do czasu tęskni za tym co kiedyś było, do poczucia wolności i braku obowiązków. Rędzia też, czego doskonały obraz dostajemy w tej historii, podczas tego śledztwa. Autor poruszył tu wiele prywatnych wątków postaci, nie poświęcając im dużo uwagi – ot, gdzieś tam przypadkiem coś wspomniał. Podejrzewam, że to ziarna, które wykiełkują w tomach kolejnych.
„Nie mogę cię rozgryźć, wiesz? Masz pokręcony umysł. Chadza ścieżkami niedostępnymi mojemu.”
Nie mogę nie wspomnieć, że autor swoją powieść osadził w dobrze znanej nam rzeczywistości – w dobie koronawirusa. Sam napisał ją w ciągu dwóch miesięcy lockdownu, a akcję powieści osadził w marcu 2020, kiedy to wprowadzano pierwsze, mocno komplikujące życie restrykcje. I tak bohaterowie chodzą w maseczkach, nie ściskają rąk na powitanie i ogólnie zachowują dystans. Wszystko jest pozamykane, nikt nie wychodzi z domu, a świadkowie znajdują się na kwarantannie… Mimo że to przypomina nam o naszej smutnej rzeczywistości, to z drugiej strony miło jest spojrzeć na całą sytuację oczami postaci – w końcu dobrze rozumiemy co i on i jego rodzina teraz przeżywają, podzielić ich, i nasz smutek.
„– Dobrze ci w życiu? – zapytała. (…)
– W jakim sensie?
– Czyli nie do końca – stwierdziła. – Gdybyś był ewidentnie szczęśliwy albo totalnie nieszczęśliwy, odpowiedziałbyś bez zastanowienia: tak albo nie.”
Podsumowując, „Blizny” to naprawdę świetnie skonstruowany kryminał – uważny, dokładny, w pełni skupiony na śledztwie, które sięga wielu lat wstecz, porusza wiele wspomnień i traumatycznych przeżyć. Ciekawość czytelnika wzrasta wraz z kolejnymi stronami powieści – coraz mocniej zastanawiamy się jak to wszystko się wiąże, co stało się w 1994 roku i czy faktycznie aktualnie wydarzenia to nadal ich następstwa. Przyznam też, że pod koniec powieści mojej lekturze towarzyszył ogromny smutek, wywołany wydarzeniami powieści i spowiedzią bohaterów. To przejmująca historia, smutna i dająca do myślenia. Ale jakaż dobra!
 
Moja ocena: 8,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Filia Mroczna Strona!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

marca 16, 2021

"Stara zbrodnia nie rdzewieje" Iwona Banach

"Stara zbrodnia nie rdzewieje" Iwona Banach

 

Autor: Iwona Banach
Tytuł: Stara zbrodnia nie rdzewieje
Data premiery: 14.10.2020
Wydawnictwo: Dragon
Liczba stron: 352
Gatunek: komedia kryminalna
 
„Stara zbrodnia nie rdzewieje” to jedenasty tytuł polskiej pisarki Iwony Banach. Na rynku książki autorka istnieje od roku 2005. W tym czasie wydawała książki w kilku gatunkach – kryminały, powieści obyczajowe, książki dla dzieci, a także komedie kryminalne! Poza własną twórczością Banach zajmuje się też tłumaczeniami powieści – niedawno na jej nazwisko trafiłam przy lekturze książki „Zagubieni w Neapolu” (recenzja – klik!). Z jej książkami spotkałam się pierwszy raz w roku poprzednim, przy okazji przejścia autorki pod skrzydła Wydawnictwa Dragon. To u nich Banach ostatnio wydaje swoje komedie kryminalne, którymi mnie do siebie przekonała. Na swoim koncie mam już dwa tomy o Emilii Gałązce (tom I – klik!, tom II – klik!) i już teraz czekam na premierę kolejnego, który ukazać się ma pod koniec marca. W międzyczasie sięgnęłam po książkę osobną, niezwiązaną z serią, która nosi tytuł „Stara zbrodnia nie rdzewieje”. Czy bawiłam się przy niej równie dobrze?
 
Fabuła powieści zaczyna się w momencie, gdy do pałacyku w Głuszynie przyjeżdża dziewięciu uczestników konkursu literackiego – to oni spośród setek zgłoszeń zostali wytypowani do finału. A jest o co walczyć – nagrodą jest pokaźny zastrzyk finansowy i wydanie swojego debiutu pod szyldem nowego wydawnictwa, rywalizacja jest więc spora. Co dziwne każdy z nich reprezentuje inny gatunek literacki. Jak więc zwycięzca zostanie wyłoniony z tak różnej zbieraniny tekstów? Sytuacja komplikuje się, gdy jeden z jurorów pada martwy – wygląda na to, że został zamordowany! Do akcji wkracza zatem miejscowy aspirant Andrzej Balicki, któremu towarzyszy starsza aspirant Lidia Czubajko wysłana na miejsce, by kontrolować śledztwo. Konkurs staje w miejscu, morderca tropiony jest spośród osób będących w tym czasie w hotelu, a do tego swoje trzy grosze cały czas wtrąca papuga, która zna tylko jedno słowo na k… Jak w takim rozgardiaszu znaleźć mordercę? I czy pozostali mieszkańcy hotelu są bezpieczni?
 
Książka składa się z nienumerowanych króciutkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, nie skupia się specjalnie na jednej postaci, przedstawia losy wszystkich bohaterów od czasu do czasu wtrącając ich własne wewnętrzne przemyślenia. Styl, jak na komedię kryminalną i samą Banach przystało, jest lekki i bardzo dla tej autorki specyficzny – z braku lepszego określenia powiedziałabym, że lekko chaotyczny, ale nie w złym tego słowa znaczeniu – książka po prostu pełna jest różnych uszczypliwych spostrzeżeń, wyolbrzymień i ironicznych dywagacji. W powieści dużo się dzieje, więc i na nudę narzekać się nie da 😊
 
Przez powieść przewija się naprawdę dużo postaci – mamy uczestników konkursu, policjantów, obsługę i właścicieli hotelu i jeszcze mieszkańców wioski. Każdy z nich jednak jest na tyle specyficzny, że raczej czytelnik nie ma problemu z ich identyfikacją, no chyba że chodzi o uczestników konkursu – mnie te postacie się lekko mieszały, choć nie miało to większego znaczenia dla fabuły. Na pewno warto tu wspomnieć o policjancie i jego matce, która intensywnie angażuje się w jego życie – tak było i jest, choć aspirant spokojnie może już określać się starym kawalerem. Niespodzianką jednak jest dla niego jedna z uczestniczek konkursu – Sabina, jego dawna miłość. Przez jej pojawienie się na jaw wychodzi wiele tajemnic sprzed lat!
Fajnie oddany jest też personel hotelu, szczególnie kucharz Pierre, a i okoliczne baby, których ciekawość i wścibstwo przywiało aż do hotelu. Oczywiście i uczestnicy konkursu są warci uwagi, gdyż prezentują naprawdę bogaty wachlarz osobowości – są i ci spokojni, i przebojowi, a jednak każdy coś tam swojego za uszami ma. Autorka w bardzo oryginalny i prześmiewczy sposób to oddała.
Wiadomo, że przy tylu postaciach jednym lubi się mnie, innych bardziej, trzeba jednak przyznać, że podzielenie akcji na tyle bohaterów i sprawienie, by każdy z nich był rozpoznawany, jest sporym wyzwaniem – Banach podołała. Mam tylko zastrzeżenia co do postaci, która miała wprowadzać największy wątek humorystyczny w powieść, a mnie niestety ogromnie irytowała – chodzi o papugę Pindę, która potrafi wypowiadać tylko jedno słowo – i tak, jest to te popularne przekleństwo na k. W teorii oczywiście wiem, co ta postać miała na celu (ośmieszenie naszego polskiego naużywania przekleństw, trochę też wyśmianie takiego pseudoanalizowania i wpychania w każdą dziedzinę życia trenerów osobistych), jednak na poziomie emocjonalnego odbioru lektury po prostu mnie irytowała. Nie wiem czy przez to, że sama jestem wrażliwa na nadużywanie wulgaryzmów, czy przez to, że jestem właścicielką papugi, ale nie zmienia to faktu, że przez tego jednego bohatera moja ocena książki mocno spadła. Takie jednak jest ryzyko wprowadzania w powieść tego typu kontrowersyjnych postaci, bo wiem, że wielu czytelników było Pindą zachwycone. Niestety tym razem nie byłam to ja.
 
Co do intrygi kryminalnej to jest ona dosyć poplątana – nie można odmówić autorce pomysłowości. Przez całą lekturę ciekawi, a na końcu oczywiście zaskakuje swoim poziomem abstrakcji. Jestem pewna, że żaden czytelnik nie będzie w stanie jej samodzielnie odgadnąć – co nie znaczy oczywiście, że nie możecie próbować 😉
 
Jak to u Banach bywa, przez fabułę powieści porusza też wiele ciekawych tematów – tu głownie fabuła i towarzyszące jej uwagi dotyczą losu pisarzy i rynku wydawniczego, zarówno patrząc na to od strony pisarzy, czytelników, jak i wydawców.
 
Podsumowując, w książce „Stara zbrodnia nie rdzewieje” znajdziecie szeroki wachlarz postaci i naprawdę zaskakującą akcję. Na pewno na plus powieści można zaliczyć osadzenie jej na motywach z klasyki kryminału – zagadka zamkniętego pokoju, ograniczonego grona podejrzanych. Wszystko to jednak ubrane jest w styl lekki i ironiczny, specyficzne dla Banach pomieszanie z poplątaniem. Tym razem mam do książki jeden zarzut w postaci papugi, która mnie denerwowała zamiast śmieszyła, a i nie wykluczam, że przez to, że słuchałam jej w formie audiobooka, mój odbiór może być nieco nacechowany interpretacją lektorki. Nie zmienia to faktu, że na pewno po kolejne komedie kryminalne autorki na pewno sięgnę!
 
Moja ocena: 6/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Dragon!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

marca 15, 2021

Wygraj "Skłam, że mnie kochasz"! (rozwiązany)

Wygraj "Skłam, że mnie kochasz"! (rozwiązany)

Dobrych kryminałów nigdy nie za wiele, prawda? A szczególnie naszych rodzimych, polskich! "Skłam, że mnie kochasz" Piotra Borlika swoją premierę miało półtora tygodnia temu, ja za lekturę wzięłam się od razu, dzięki czemu już kilka dni temu mogłam przyjść do Was z moją recenzją książki. Jak zawsze znajdziecie ją tu na blogu - klik! A dzisiaj, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prószyński i S-ka, chcę się z Wami tą książką podzielić! Ruszamy zatem z konkursem na aż pięć egzemplarzy!

"Skłam, że mnie kochasz" to drugi tom serii o Jakubie Ramonie, spokojnie jednak da się obydwie książki czytać oddzielnie - dotyczą osobnej zagadki kryminalnej.


Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

Z poprzednich książek autora, jak i jego profilach w mediach społecznościowych, wiemy, że tak jak ja, bardzo lubi gotować. W dwóch poprzednich książkach dostaliśmy nawet przepisy kulinarne, w tej tego zabrakło. Wiemy jednak, że Ramon to twardy gość, który ma mało wolnego czasu, a jak każdy chyba, lubi zjeść coś dobrego. Nie lubi zup, do kanapki z salcesonem też ma nie całkiem pozytywny stosunek. Wymyślmy zatem sami danie, które powinno Ramona zadowolić! Ma być prosto, szybko, pożywnie, a przede wszystkim smacznie! 
Twoim zadaniem jest zaproponować danie, które mogłoby Ramonowi zasmakować i mógłby je sam przygotować. Podaj jego nazwę i krótko opisz jak je przyrządzić. 

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem oraz pod konkursowymi postami na FB i IG. 

  1. Konkurs trwa od 15 do 20 marca do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG w poniedziałek 22 marca.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę pięć, które moim zdaniem będą najciekawsze.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autora (IG - klik!, FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!
22.03 aktualizacja - wyniki konkursu:
I znowu zaskoczyliście mnie swoją aktywnością! Dostałam od Was naprawdę sporą garść ciekawych przepisów! Co prawda niektórzy z uczestników zapomnieli o drugim członie polecenia konkursowego, czyli nie napisali jak danie zrobić (Ramon raczej w kuchni nie przebywa, więc prawdopodobnie potrzebuje konkretnych instrukcji!), ale starania doceniam 😊 Ja sama na pewno kilka pomysłów podkradnę do wypróbowania, Ramon się chyba nie obrazi 😉 
Poniżej zamieszczam zgłoszenia zwycięskie z krótkim uzasadnieniem wyboru - wszystkie są pożywne, szybkie i naprawdę łatwe, więc mocno zajęty i początkujący w kuchni Ramon nie powinien mieć z nimi problemów!


1. Małgorzata Kuźmin - ciekawe podejście do kaszy! Do tego warzywa i mięcho - czego Ramon może chcieć więcej? 😉 



Proponuję kurczaka z kaszą i warzywami. Bardzo prosty, nie wymaga dużo czasu, jest pożywny i smaczny. Filet z kurczaka doprawiamy solą, pieprzem, ulubionymi ziołami (u mnie prowansalskie) i oliwą. Na dno żaroodpornego naczynia wykładamy opłukaną kaszę, na to układamy kurczaka i warzywa według uznania, może to być ulubiona mieszanka na patelnię. Delikatnie zalewamy osoloną wodą, tak, żeby przykryła kaszę. Przykrywamy i wkładamy na godzinę do piekarnika ustawionego na 180 stopni. Przygotowanie zajmuje 10- 15 minut, potem można się zająć swoimi sprawami, tylko nie zapomnieć i nastawieniu zegara. Smacznego


2. gosias012 - bo kto nie lubi makaronów!

Pierś (z kurczaka) w kosteczkę i na patelnie. Przyprawić solą i pieprzem. Dodajemy pokrojoną w krążki cebulę i drobno posiekany czosnek. Całość chwilę podsmażamy, aż do momentu, gdy cebula zmięknie. Następnie dodajemy dwa, trzy pomidory pokrojone w kostkę i smażymy do momentu odparowania wody. Do całości dodajemy łyżeczkę jogurtu i dorzucamy ugotowany makaron. Całość podajemy na talerzu. Można posypać startym żółtym serem ❤️

3. kulturalnaania - wygląda na naprawdę pożywne i ciekawe danie!
Ode mnie dostanie moje kulinarne odkrycie, które stworzyłam w górach, kiedy byłam sama przez kilka dni na działce. Z poprzedniego dnia miałam ugotowanego ogromnego batata który był porcją na 3 dni 😂 jedzenie go z ugotowaną marchewką było dla mnie mdłe i niedobre. Na drugi dzień podsmażyłam cebulkę z czosnkiem na patelni i dodałam do tego trochę luźno rozłożonego mielonego mięsa. Wszystko mocno przyprawiłam i na koniec wrzuciłam bataty które zmieniłam jednak na gładkie puree. Po wymieszaniu z mięsem cebulką czosnkiem i przyprawami dodałam pietruszkę która była wisienką na torcie. To batatowo-mięsno-warzywne danie smakuje genialnie, można je jeść prosto z patelni, jest cudowne i wciągające. Spróbujcie koniecznie!

4. gryzynarcyzy - łatwo, ekspresowo i aromatycznie! 
Nie wiem czy Jakub lubi owoce morza, ale zaryzykuję bo przepis jest prosty a tłusty i ze sporą ilością bialka, więc jest też pożywnie. Krewetki bez głowy z pancerzem albo bez - jakie będą jak się lubi. Rozmrożone (wystarczy wyjąć z zamrażarki 15 minut przed przyrządzeniem i kilka razy potraktować je ciepła wodą). Wrzucamy je na rozgrzane masło, jak mamy białe wino można dolać i parę chwil poczekać aż odparuje. podsmażenie krewetek to max 4 minuty. Potem dodajemy posoloną śmietankę 30% (posolenie jej wcześniej zapobiegnie zważeniu), doprawiamy ostrą papryką - ja preferuję suszone chili w sporej ilości. Mieszamy, redukujemy - 7-8 minut. Można dodać na koniec stosowny kawałek masła aby zagęścić sos. Całość powinna być mocno ostra, zależnie oczywiście od preferencji. Masło i śmietana łagodzą ostrość a krewetki z natury łagodne idealnie pasują do takiego sosu. Do tego kawałek bagietki, piwo albo białe wino wytrawne. Składniki: na oko. Z małej śmietanki otrzymujemy wystarczająca ilość sosu dla jednej osoby (a nawet dwóch), krewetek oceniam w takim wypadku na 150-200 gram.

5. Małgosia Śliwa - myślę, że przydałyby się tu jeszcze ziemniaczki popieczone lub frytki, żeby był konkret dla Ramona, ale rybne burgery brzmią dobrze! Szczególnie na ostro!

Proponuję dla odmiany burgery z dorsza- są świetną alternatywą dla mięsa, a do tego szybkie i łatwe w przygotowaniu.
Składniki:
400 g filetu z dorsza
2 jajka
5 czubatych łyżek mąki pszennej
5 łyżek bułki tartej
po 2 łyżeczki ostrej musztardy i pikantnego ketchupu
garść posiekanego szczypiorku
olej do smażenia
Sałata lodowa lub rzymska, korniszony, papryka czerwona
Przygotowanie:
Filety z dorsza kroimy w niewielką kosteczkę i przekładamy do miski. Do ryby dodajemy jajka, ketchup, musztardę oraz porcjami mąkę i bułkę tartą. Całość dokładnie mieszamy. Następnie dodajemy przyprawy i posiekany szczypiorek. Mieszamy i formujemy kotlety. Na mocno rozgrzanym tłuszczu smażymy uformowane kotlety do zrumienienia z obu stron (ok. 3 minuty). Smacznego!


Gratuluję wygranej!
Pozostałym uczestnikom oczywiście serdecznie dziękuję z zgłoszenia! Tym razem się nie udało, ale może kolejnym? Bądźcie czujni, niedługo ruszamy z kolejnym konkursem! 

marca 15, 2021

"Czarna owca medycyny. Nieopowiedziana historia psychiatrii" Jeffrey A. Lieberman, Ogi Ogas

"Czarna owca medycyny. Nieopowiedziana historia psychiatrii" Jeffrey A. Lieberman, Ogi Ogas

Autor: Jeffrey A. Lieberman, Ogi Ogas
Tytuł: Czarna owca medycyny. Nieopowiedziana historia psychiatrii
Seria: Zrozum
Tłumaczenie: Maciej Miłkowski
Data premiery: 03.06.2020
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 344
Gatunek: literatura popularno-naukowa
 
„Czarna owca medycyny” to drugi tytuł, który został wydany pod szyldem nowej serii książek popularno-naukowych Zrozum Wydawnictwa Poznańskiego. Wielu czytelników zdziwiło się jak różna jest do książki pierwszej – tej o plagach Jennifer Wright, o której pisałam pod koniec lutego (recenzja – klik!). Ja jednak lekturę tej serii zaczynałam od tomu trzeciego o genach (klik!), który już stylem publikacji od „Czarnej owcy…” tak mocno się nie różni. Nie znajdziemy tu specjalnie zabawnych ciekawostek czy superlekkiego stylu – te książki są już mocno nakierowane na historię rozwoju dziedzin medycyny – jedna genetyki, druga psychiatrii. Dla osób, które choć trochę interesują się człowiekiem i rozwojem nauki, będą to naprawdę cenne tytuły, które poprzez częste powoływanie się na konkretne przypadki chorób i przeprowadzanych eksperymentów będą całkiem łatwo przyswajalne.
 
„Czarna owca medycyny”, jak wskazuje jej podtytuł, to jedyne takie kompendium wiedzy o rozwoju psychiatrii. Książka powstała po to, by pokazać, a zarazem wyjaśnić z jakimi przeszkodami w swoim rozwoju musiała się spotykać, dlatego tak się działo i dlaczego, gdy inne dziedziny medycyny traktowano poważnie, do psychiatrii podchodzono mocno sceptycznie. Co się do tego przyczyniło? Jak wpłynęło to na postrzeganie tej dziedziny? I tak autor przytacza nam wszystkie najważniejsze zagadnienia, które spowodowały nie tylko pesymistyczne postrzeganie psychiatrii, ale i dojście do punktu, w jakim ta nauka znajduje się teraz – w końcu uznana została za równoprawną część medycyny, w końcu jest szanowana przez innych, choć może nie do końca tyczy się to jeszcze całej ludzkości. Jednak w końcu te podejście zaczęło się zmieniać, a ta książka ma dołożyć swoją cegiełkę w zmianę podejścia wśród społeczeństwa.
„(…) psychiatria wreszcie zajmuje należne jej miejsce pośród innych nauk medycznych po bardzo długim błąkaniu się po naukowych pustkowiach. Wzmocniona nowymi badaniami, nowymi technikami i nowymi odkryciami, psychiatria nie tylko może wreszcie wyjść z cienia, ale wręcz musi pokazać się światu w nowym, ożywczym świetle.”
Kim jednak jest autor, by rościć sobie do tego prawo? Myślę, że kto jak kto, ale Jeffrey A. Lieberman może sobie na to pozwolić. To oczywiście lekarz psychiatrii, który swoją karierę zaczynał jeszcze w latach 70tych XX wieku. Aktualnie jest profesorem i szefem wydziału psychiatrii na Uniwersytecie Columbia i dyrektorem Instytutu Psychiatrycznego Stanu Nowy Jork. Był prezesem Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, a w 2000 roku został wybrany na członka Instytutu Medycyny Akademii Nauk, brał też udział w powstaniu książki DSM-5 – aktualnej biblii wszystkich psychiatrów i psychologów, która opisuje i wyznacza wszystkich choroby i zaburzenia psychiczne. Lieberman na swoim koncie ma też ogromną liczbę artykułów, jest współautorem wielu książek naukowych. Tę napisał razem z doktorem Ogi Ogas, neurochirurgiem, który równocześnie jest bardzo utalentowanym pisarzem – podejrzewam, że Lieberman służył tu wiedzą i pomysłem, a Ogas głownie piórem, choć to oczywiście tylko moje domysły. Ewidentnie więc Lieberman wie o czym pisze, bo w momencie, kiedy psychiatria dochodziła do punktu, w którym jest teraz, to on stał na straży najważniejszej amerykańskiej organizacji w tej dziedzinie medycyny.
 
Jak wspomniałam, książka przeprowadza nas przez całą historię rozwoju psychiatrii. Podzielona jest na trzy części: Historia diagnozy, Historia terapii i Psychiatria odrodzona. Całość składa się na 10 tytułowanych rozdziałów, każdy też opatrzony jest dwoma cytatami na tematy w nim poruszane. Rozdziały z kolei dzielą się na kolejne tytułowane podrozdziały, od czasu do czasu okraszane zdjęciami. Przez taki podział lektura nie nastręcza trudności, podrozdziały są dosyć krótkie i zgrabnie napisane, przez co książkę czyta się szybko i z ciekawością. Opowiadając o diagnozach, sposobach leczenia, autor często opisuje losy poszczególnych pacjentów, przez co lektura nie jest bezosobowa, a zarazem łatwiej czytelnikowi wczuć się w losy tych ludzi – wtedy choroba nabiera charakteru bardziej personalnego, a czytelnik zastanawia się jak ona i sposób radzenia sobie z nią wpłynęło na losy tego człowieka.
„Dzieje siostrzanych specjalności medycznych, takich jak kardiologia, choroby zakaźne czy onkologia, to opowieści o stabilnym progresie, przerywanym nieraz gwałtownymi skokami naprzód, podczas gdy historia psychiatrii składa się głównie z falstartów, długich okresów stagnacji, naprzemiennych kroków w przód i tył.”
A co dokładnie znajdziemy w tej książce? Chyba wszystkie najważniejsze tematy dotyczące rozwoju tej nauki. Zaczynamy w wieku XIX, kiedy badano tak zwany magnetyzm zwierzęcy, a chorobami psychicznymi zajmowali się tak zwani alieniści – czyli wcześni psychiatrzy, którzy nazywani byli tak przez oddalenie ich ośrodka od miast. Autor opowiada o tym jak na przestrzeli lat traktowani byli chorzy, jak kiedyś wyglądały ośrodki psychiatryczne i jak społeczeństwo podchodzi do osób tam zamykanych. Oczywiście wiele miejsca autor poświęca na przybliżenie sylwetki Freuda, który zmienił oblicze psychiatrii na naprawdę długie lata! Opisuje plusy i minusy jego psychoanalizy i podejścia do pacjenta. Znajdziemy tu też o podejściu na przestrzeli lat do homoseksualizmu, opisy powstawania podręczników (głownie chodzi o kolejne DSMy), które zmieniały podejście do diagnostyki i leczenia, a także opis najważniejszych terapii jak np. lobotomia czy elektrowstrząsy. Pod koniec autor opowiada o tym, jak w ostatnich latach zmieniło się podejście do leczenia psychiatrycznego i psychologicznego dzięki zaangażowani sław i często pojawiającego się wątku w filmach i książkach. Finalnie Lieberman zaznacza, że teraz najważniejsze jest zmiana podejścia społeczeństwa do leczenia psychiatrycznego, redukcja ich stygmatyzacji i uświadomienie, że z chorobami psychicznymi, zaburzeniami tej natury naprawdę da się normalnie żyć.
 
Pod koniec muszę jeszcze raz zaznaczyć, że książkę, mimo nagromadzenia w niej ogromniej ilości wiedzy i faktów z rozwoju psychiatrii czyta się lekko i przyjemnie – napisała jest bardzo przystępnym, łatwym do zrozumienia stylem, a jej podział i poruszane zagadnienia są tak przemyślane i w taki sposób opisane, że czyta się je tak lekko jak powieść. Nie jest to więc tylko suche przedstawienie faktów, a dobrze opowiedziana historia.
 
Myślę, że te pokrótkie przybliżenie tego tytułu zachęci Was do sięgnięcia po jego lekturę – to naprawdę kawał dobrze napisanej historii psychiatrii i psychologii. Daje duży wgląd w postrzeganie tej dziedziny na przestrzeni lat, dobrze tłumaczy podejście poszczególnych lekarzy i przede wszystkim podkreśla, że choroba psychiczna to po prostu choroba jak każda inna – mamy już w końcu na nią pigułki i terapie, które umożliwiają chorym normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. To ważny tytuł, który każdy, kto choć trochę zafascynowany jest funkcjonowanie mózgu i psychologią, powinien przeczytać i mieć na swojej półce w domowej biblioteczce.
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

marca 12, 2021

"Dzień rozrachunku" John Grisham

"Dzień rozrachunku" John Grisham
Autor: John Grisham
Tytuł: Dzień rozrachunku
Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Data premiery: 20.05.2020
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 512
Gatunek: thriller prawniczy / powieść historyczna
 
John Grisham to jeden z najpopularniejszych amerykańskich pisarzy, czołowy przedstawiciel nurtu thrillera prawniczego. Swoje książki wydaje od końca lat 80tych XX wieku, na swoim koncie ma już ponad czterdzieści tytułów. Znany na cały świat, tłumaczony na 50 języków, nakład jego książek przekroczył już ponad 300 milionów egzemplarzy. Jego powieści są chętnie ekranizowane, a sam autor w 2011 roku otrzymał prestiżową nagrodę literacką Harper Lee.
W ostatnich latach Grisham jednak trochę odchodzi od typowych dla siebie thrillerów prawniczych. Ja ciągle jeszcze nie zgłębiłam się dokładnie w jego twórczości, raczej za każdym razem sięgam właśnie po te nie całkiem dla niego typowe książki, więc i nic dziwnego, że w moje ręce wpadł też „Dzień rozrachunku”.
 
Historia toczy się na południu Ameryki w drugiej połowie lat 40tych XX wieku. Poważany w mieście Clanton plantator bawełny Pete Banning, weteran wojenny pewnego dnia z zimną krwią morduje miejscowego pastora. Nie przeczy, że to zrobił, tak naprawdę nie wyjawia nic, nikomu się nie tłumaczy. Wraca na plantację i czeka na aresztowanie, na osądzenie i prawdopodobnie krzesło elektryczne… Dlaczego to zrobił? Nikt nic nie wie, jego żona kilka miesięcy temu została zamknięta w psychiatryku i nikt nie ma do niej dostępu. Dzieci są dorosłe, uczą się z dala od domu, więc o poczynaniach ojca dowiadują się telefonicznie od ciotki. Siostra mieszka obok, ale też nigdy tak prawdziwie od serca nie umiała z nim rozmawiać. Prawnik więc nie ma dużego pola manewru, tak naprawdę nie ma nic poza próbą udowodnienia niepoczytalności, na co Pete nigdy nie zamierza się zgodzić. Jego obrona więc jest praktycznie niemożliwa, rodzina może liczyć tylko na litość ławy przysięgłych i zasądzenie dożywocia zamiast kary śmierci… Czy uda im się do tego doprowadzić? Co się stanie z plantacją i ludźmi na niej pracującymi? I najważniejsze: dlaczego Pete to zrobił?!
 
Książka podzielona jest na trzy tytułowane części, na które składa się 50 rozdziałów. Część pierwsza opowiada o zabójstwie i procesie Pete’a, druga to historia o jego wcześniejszym życiu – jak poznał się z żoną, jakie życie prowadzili i co działo się z nim w czasie II wojny światowej. Część trzecia z kolei opowiada o losach jego dzieci, a zarazem jego ziemi po skazaniu Pete’a. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głownie podąża za Petem i jego synem, choć oczywiście nie tylko. Styl jest dosyć surowy, chciałoby się powiedzieć, że reporterski – skupia się raczej na tym, co z zewnątrz, nie zgłębia się specjalnie w uczucia bohaterów.
 
Od razu muszę przyznać, że książka nie była tym, czego się spodziewałam. Liczyłam na dobrze oddany klimat Południa i osadzony w latach 40tych thriller prawniczy, a więc i głównie akcję osadzoną na sali sądowej. Dostałam jednak kompletnie co innego, co, od razu muszę znaznaczyć, nie jest minusem powieści. Mam wrażenie, że sprawa kryminalna jest tu bardziej pretekstem do poruszenia wielu ważnych dla mieszkańców Ameryki tematów.
 
Po pierwsze, bo i głównie odczuwa się to w części pierwszej – segregacja rasowa. Oczywiście niewolnictwo było już od wielu lat zniesione, jednak ciągle rasy nie były uznawane za równe sobie – czarnoskórzy obywatele Ameryki byli traktowani dużo gorzej od białych, mieli mniej praw. W książce świetnie to widać – na plantacji Pete’a czarnoskórzy pracownicy traktowani są godnie, co na każdym kroku jest podkreślane i stawiane w opozycji do innych. Świadek morderstwa pastora jest czarnoskórym pracownikiem – właśnie z powodu koloru własnej skóry obawiał się, że nikt mu nie uwierzy. W sądzie, co też było mocno podkreślone, dla czarnoskórych wyznaczone jest specjalnie miejsce na sali sądowej. Na każdym kroku więc widać tę nierówność w traktowaniu. Różnica podkreślana jest też jeśli chodzi o zbrodnie – kiedy dwóch czarnych zabije się nawzajem, policja raczej się tym nie przejmuje, a kiedy to czarny zabije białego, kara jest sroga i nie podlega negocjacjom – wszystko po prostu uznają od razu z założenia winę czarnego. Dlatego też morderstwo białego pastora przez białego szanowanego plantatora tak wstrząsnęło całą społecznością – przecież coś takiego się nie zdarza! Autor z największą skrupulatnością oddał ówczesne rasowe podziały.
 
Po drugie, temat kary śmierci. Od początku wiadomo, że Pete’owi grozi krzesło elektryczne, co jest pretekstem, by opowiedzieć historię tego wynalazku, jak i tego sposobu wymierzenia kary, zastanowienia się nad jej sensownością. Na południu Stanów przecież dalej taka kara istnieje, dalej skazuje się ludzi na karę śmierci!
Przy okazji przyglądamy się też systemowi sądownictwa, przebiegu procesów, odwołań i tym podobnych uwarunkowań prawnych.
 
Po trzecie, II wojna światowa. W drugiej części książki narrator bardzo szczegółowo zaznajamia nas z sytuacja amerykanów w czasie II wojny światowej na Filipinach. Tam ramię w ramię z Filipińczykami amerykańscy żołnierze walczyli z Japończykami. Autor opowiada nam o ich dokonaniach, o losie jeńców wojennych, o Baatańskim marszu śmierci, któremu poddawani byli jeńcy, oraz o działaniach partyzantki.  To naprawdę solidna lekcja historii, o której u nas nie mówi się za często, a Grisham zebrał wszystkie te ważne informacje w jedną, spójną i budzącą wiele emocji historię.
 
Na koniec przyjrzyjmy się książce bardziej dosłownie. Bohaterowie powieści są ciekawie oddani – Pete frapuje oczywiście najmocniej. To typ mężczyzny, który wszystkie problemy chowa w sobie, nie dzieli się nimi ze światem. Można z nim porozmawiać o pogodzie i plantacji, ale poważniejsze dyskusje nie wchodzą w grę. Warto przyjrzeć się też jak poczynienia ojca wpłynęły na przyszłość dzieci – nie wspominając już o niepewnej sytuacji plantacji, trzeba przyznać, że ich życie zmieniło się zdecydowanie na gorsze – ich nazwisko znane było w całym Stanie, a przykre przeżycia sprawiły, że zmienili swoje życiowe plany.  Intryga kryminalna sama w sobie jest dosyć prosta, choć oczywiście nie mogę powiedzieć, że w pełni ją przewidziałam.
 
Podsumowując, moim zdaniem historia zawarta w „Dniu rozrachunku” jest pretekstem, by przytoczyć czytelnikom sporą dawkę amerykańskiej historii i porozmawiać o rzeczach ważnych. Mnie, polskiemu czytelnikowi, książka oczywiście też dała do myślenia, jednak nie wzbudziła niezapomnianych emocji. Niemniej jednak nie można jej odmówić ważności, dobrze oddanego tła społecznego i ciekawych bohaterów, których historia zaczerpnięta została z prawdziwego życia.
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Albatros!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

marca 12, 2021

Wygraj "Południcę"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "Południcę"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

 

Dokładnie dwa tygodnie temu swoją premierę miała druga książka, która w tym roku została objęta patronatem mojego bloga. Mowa oczywiście o "Południcy" czeskiego pisarza kryminałów Jiříego Březiny, która zachwyciła mnie kontrastem pomiędzy lekkim stylem, a mroczną zbrodnią. Więcej o książce przeczytacie w mojej recenzji, którą znajdziecie tu - klik!, a dzisiaj, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Afera, mam przyjemność zaprosić Was na konkurs, w którym do wygrania są aż trzy egzemplarze tej książki!

Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

Morderca grasujący w powieści szybko przez media został okrzyknięty Południcą - po słowiańskim demonie, który zabijał ludzi w podobny sposób i o podobnej porze, zarówno dnia, jak i pory roku. Wymień tytuł innej książki (najlepiej kryminał, ale nie jest to przymus), w której również wykorzystane zostały motywy z mitologii słowiańskiej. Krótko opisz jaką odgrywają rolę w fabule oraz dlaczego właśnie ten tytuł wpadł Ci pierwszy do głowy.

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem oraz pod konkursowymi postami na FB i IG. 

  1. Konkurs trwa od 12 do 16 marca do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG kolejnego dnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!

18.03 aktualizacja - wyniki konkursu:
Szczerze muszę przyznać, że zadając takie pytanie trochę obawiałam się Waszej reakcji. Jak bardzo się myliłam! Wasze odpowiedzi są naprawdę świetne, naprawdę ciężko jest mi wybrać z tych wszystkich tylko trzy zwycięskie! Bardzo się cieszę, że pytanie Wam się spodobało i tak chętnie i obszernie na nie odpowiedzieliście - najchętniej nagrodziłabym Was wszystkich! 😉
Musimy jednak zejść na ziemię i jednak wybrać te trzy zgłoszenia, które faktycznie otrzymają po egzemplarzu książki. Zatem oto one! 

1. @ivvorld
Od razu na myśl przyszła mi seria „Kwiat paproci” K.B. Miszczuk, której najciekawszym punktem jest właśnie przedstawienie słowiańskiej tradycji i kultury, w dość przystępny i momentami zabawny sposób. Współczesne czasy i wierzenia sprzed chrztu Polski są ciekawym połączeniem, dlatego też chyba została w mojej pamięci :) Seria raczej lekka i niewymagająca, ale dla rozrywki? czemu nie. Gratuluję patronatu👏, tym bardziej że czeską kulturę, jak i sam kraj, darzę szczególną sympatią :)

2. @cichamateria
Pierwszy do głowy wpadł mi „Żniwiarz” Pauliny Hendel, czyli seria młodzieżowa, którą podkradłam od mojej zakochanej w tych książkach siostry. Wujek głównej bohaterki jest tytułowym żniwiarzem, czyli łowcą nawich (którzy w słowiańskiej mitologii oznaczają demony, np. spaleńce, o których zwykli śmiertelnicy nie mają nawet pojęcia, że istnieją). Z serii można dowiedzieć się wielu ciekawych informacji o demonologii, o mitologii słowiańskiej i jest to wielki plus tej serii! Bardzo ucieszyłam się, gdy moja siostra przeczytała coś tak interesującego, teraz próbujemy wcisnąć to mojemu mało czytającemu bratu, któremu (mam nadzieję) się spodoba! Pozdrawiam serdecznie❤️

3. @lavenders_hope
Do głowy pierwszy mi wpadł "Kwiat paproci"
W którym nie jeden demon psoci
Choć nie jest to seria kryminałów
To pełna słowiańskich wierzeń i czarów
Życie szeptuchy ściśle z nimi związane
A właśnie to one w serii spisane
Gdy znajomymi okazują się zmory
I z płanetnikiem wpadasz w amory
A święta, marzanna i noc kupały
Jeszcze tej serii uroku dodały
Uwielbiam ten słowiańskich wierzeń klimat
Bo wtedy się w książkach przygoda zaczyna
I zapartym tchem tą serię czytałam
Więc od razu o niej pomyślałam ❤️

Gratuluję! 
Pozostałym uczestnikom najmocniej dziękuję za udział - naprawdę Wasze zgłoszenia były cudne! I ile rymowanek! Zazdroszczę talentów 😉 
Jak zawsze zachęcam Was do dalszych prób, jesteśmy aktualnie w trakcie jeszcze jednego konkursu, a już znowu zaraz szykuję dla Was kolejny. A dla tych co mają chęć na "Południcę", to na pewno za jakiś czas powrócę z inną propozycją, w której będziecie mogli spróbować sobie tej lektury 😉 Więc jak zawsze - pozostańcie czujni!