września 20, 2022

"Ptaszek w klatce" Katarzyna Żwirełło - patronacka recenzja przedpremierowa

"Ptaszek w klatce" Katarzyna Żwirełło - patronacka recenzja przedpremierowa

Autor: Katarzyna Żwirełło
Tytuł: Ptaszek w klatce
Cykl: Dwa Bieguny, tom 2
Data premiery: 22.09.2022
Wydawnictwo: Dreams
Liczba stron: 304
Gatunek: kryminał
 
Z kryminałami Katarzyny Żwirełło zetknęłam się po raz pierwszy dwa i pół roku temu, kiedy to autorka działająca w ramach self-publishingu zaprosiła mnie do współpracy patronackiej przy jej czwartej powieści pt. „Póki żyjemy” (recenzja – klik!). Książka okazała się tak dobra, tak poruszająca emocjonalnie, że nie wahałam się ani chwili i z przyjemnością wzięłam udział w jej promocji. I od razu nadrobiłam trzy poprzednie tomy cyklu Między prawami – choć nie znajdziecie na blogu pozostałych recenzji, to mogę zapewnić, że całość jest naprawdę świetna, to jeden z moich ulubionych polskich cykli kryminalnych. I może właśnie dlatego nie umiałam w pełni zachwycić się dwoma kolejnymi książkami autorki – były po prostu inne niż ten cykl. Teraz jednak „Ptaszek w klatce” wraca do tego, za co pokochałam pióro autorki! Jest to tom drugi serii Dwa Bieguny (pierwszy „Bez przedawnienia” również ukazał się pod patronatem Kryminału na talerzu – recenzja klik!), jednak spokojnie można go czytać bez znajomości pierwszego, wydarzenia „Ptaszka…” są od niego całkowicie niezależne.
 
Fabuła toczy się w czasie pomiędzy przedostatnim a ostatnim rozdziałem w „Bez przedawnienia”. Historia skupia się na postaci Szymona Rafalskiego, syna gangstera, z którym czytelnik miał styczność w serii Między prawami. Szymon jest dziennikarzem, uparcie dążącym do prawdy, szukającym sensacji w każdej napotkanej informacji. To jednak nie zawsze odbywa się honorowo – to człowiek młody i pogubiony, który w dzieciństwie nie miał za wielu dobrych wzorców zachowania. Teraz wpada na trop dużej sprawy – kiedy na jego drodze pojawia się postać z przeszłości, chłopak naiwnie wpada w jej sidła, jednak to zdarzenie powoduje, że zaczyna tropić. Trafia na temat handlu ludźmi i seksbiznesu za sprawą młodej prostytutki Wiktorii. Szymon w pogoni za dobrym tematem wikła się w sieć przestępczą coraz mocniej. Czy uda mu się wyjść z niej cało?
„Ciesz się z tego, co osiągnąłeś (…) i nie wychylaj się za bardzo, bo droga ze szczytu do piwnicy jest zaskakująco krótka.”
Książka składa się z 53 rozdziałów tytułowanych cytatami z nich wyciągniętych. Rozdziały są krótkie, dają poczucie dynamizmu, a narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Szymona. Styl narracji jest prosty, ale w niepostrzeżenie mocno angażuje czytelnika – sama nie zauważyłam, kiedy tak mocno dałam się wciągnąć w fabułę i kiedy tak mocno zaczęłam kibicować i zżywać się z głównym bohaterem. Żwirełło już wcześniej udowodniła mi, że ma do tego naprawdę duży talent! Dialogi są poprowadzone bardzo realistycznie i dynamicznie, czytelnik czuje się tak, jakby w rozmowach bohaterów uczestniczył, co dowodzi niesamowitej lekkości pióra autorki.
„ – (…) W bagażniku mam książki: reportaże o krajach Bliskiego Wschodu.
- Gangusy nie czytają takich rzeczy – przyznał mężczyzna z powagą.
- No właśnie. Bez obrazy, oczywiście.”
Możliwe, że takie zaangażowanie emocjonalne czytelnika wynika z dobrej kreacji głównego bohatera, który walczy ze swoją mroczną i jasną stroną. Szymon właśnie taki jest – skomplikowany młody mężczyzna, który chce być dobry, ale czasem po prostu nie wie jak. Czasem daje się ponieść chwili lub pokusom, które zapewniają do celu szybszą drogę… Jednak czy warto?
„Za szerokim oknem rozciągał się imponujący widok na centrum Warszawy. Biurowce, hotele, pałac kultury. Na ten obrazek Szymon zasłużył ciężką pracą i kłamstwami.”
To postać mocno ludzka, bo przecież każdy z nas ma chwile, kiedy nie wie, jaki wybór będzie tym właściwym. A Szymon ma z tym problem tym większy, dlatego, że dobre wzorce w jego życiu pojawiły się bardzo późno, kiedy jego psychika była już ukształtowana. Dlatego jego zachowanie jest tak kontrowersyjne – racjonalnie wie, co jest dobre, jednak to, czego nauczył się w dzieciństwie, rozwiązania szybkie, siłowe czasami po prostu biorą górę w potrzebie chwili. Kreacja tej postaci w moim odbiorze jest doskonała – Szymona, mimo jego skomplikowanego i niełatwego charakteru, rozumie się w każdym jednym momencie. Dzięki temu czytelnik się z nim zżywa, życzy mu dobrze, a to sprawia, że do każdego kolejnego wydarzenia i jego decyzji podchodzi się emocjonalnie.
„(…) odkąd sięgał pamięcią, zawsze miał talent do trafiania pięścią w odpowiednie miejsce, w nie do końca odpowiednich okolicznościach.”
Jak Żwirełło nas już przyzwyczaiła, i w tym tomie pojawiają się bohaterowie, których znamy jest z jej wcześniejszych powieści. Stara gwardia – jest Proca i Tyszka, którzy chyba pojawiają się w każdej powieści autorki, ale i tym razem wraca Chaber – policjant z serii Między prawami, niesamowicie sympatyczny człowiek, który bierze Szymona pod swoje skrzydła. Oczywiście dla nowych czytelników nieznajomość losów tych postaci nie będzie żadnym problemem.
 
Intryga kryminalna poprowadzona jest bardzo sprawnie. Wydarzenia raz po raz zaskakują, a akcja toczy się szybko, przez co czytelnik nie ma nawet kiedy książki odłożyć. Sama przeczytałam ją w tempie ekspresowym, nie zauważyłam, kiedy książka porwała mnie tak, że byłam w stanie w chwilach dużych emocji przysłowiowo obgryzać paznokcie, a chwilę później mocno zdziwiłam się, że już dotarłam do ostatniej strony. Naprawdę mocno porywająca historia!
„Myślę, że dotarła do granicy, za którą kończy się strach.”
Na koniec najważniejsze, czyli tematy, które są bazą tej historii. Z pewnością w każdej recenzji tej książki ukaże się nawiązanie do tytułu – ptaszek w klatce, ktoś, komu została odebrana wolność. I skojarzenie będzie prawidłowe, bo przede wszystkim właśnie o tym jest ta książka. O wolności, która odebrana została z bardzo różnych przyczyn, przez innych i przez nas samych, szybko, gwałtownie i zaskakująco, albo spokojnie i niepostrzeżenie. Finał jednak jest ten sam. Co to w ogóle jest to wolność, co to znaczy czuć się wolnym? Tu sprawdzi się powiedzenie, że docenia się to, co się ma, dopiero w momencie, gdy to zostaje utracone. I tak bohaterowie mają z wolnością – tylko nie wszyscy z nich zdają sobie już z tego sprawę.
 
Wolność i jej utrata to temat przewodni i mocno uniwersalny. Wróćmy jednak to tych bardziej przyziemnych. Świat, jaki kreuje Żwirełło, jest bardzo mroczny – zgłębiamy temat handlu żywym towarem, zmuszaniem do prostytucji, po raz kolejny pojawia się temat korupcji i pokrętnych politycznych wpływów. Nie da się jednak ukryć, że choć jest to fikcja literacka, to są to tematy, o których sami słyszymy nieraz w mediach.
„(…) seks na sprzedaż niewiele różni się od handlu narkotykami. Uzależnia klientów i obnaża najgorsze strony ludzkiej natury. Biznes rozkwita, bo jest na niego popyt.”
 Fikcja, mroczna i brutalna, ale jednak bliska rzeczywistości. Kto ma pieniądze, ten ma władzę? Na szczęście plejada pozytywnych postaci daje nam światełko w tunelu, opozycję do tego mroku, coś w co warto wierzyć.
„Ale nic nie dzieje się bez powodu. Sam zawsze to powtarzasz. Może uchroniłeś mnie przed odsiadką właśnie po to, żebym mógł zrobić coś dobrego?”
Podsumowując, „Ptaszek w klatce” to rewelacyjny kryminał. Mamy tu świetne, wielowymiarowe, a jednak w pełni zrozumiałe postacie, dużo zajmującej akcji, tematy warte rozważenia i styl prosty, ale lekki i angażujący. Książka w jakiś taki niesamowity sposób trafia w moje poczucie wrażliwości, sprawia, że czuję to, co bohaterowie. Mocno zaangażowała mnie emocjonalnie i właśnie za tym uczuciem u Żwirełło tęskniłam. W końcu jest! Polecam gorąco!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Dreams.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 20, 2022

"Zaginione dziecko" Emily Gunnis

"Zaginione dziecko" Emily Gunnis

Autor: Emily Gunnis
Tytuł: Zaginione dziecko
Tłumaczenie: Anna Landowska
Data premiery: 24.08.2022
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 304
Gatunek: powieść obyczajowa / thriller
 
Emily Gunnis z tworzeniem powieści miała styczność od dziecka – jej mamą jest Penny Vincenzi, autorka wielu powieści obyczajowych. Sama Emily pisała już jako nastolatka, jednak na pokazanie światu swojej twórczości odważyła się dopiero w 2018 roku (u nas rok później) po kilku latach pracy w BBC i Daily Mirror, gdzie doskonaliła swój warsztat literacki. Aktualnie na swoim koncie ma trzy powieści, z czego dwie ukazały się na naszym rynku. I mimo, że kategoryzowane są jako thrillery, to jednak bliżej im do powieści obyczajowych z tajemnicą w tle – są mocno osadzone w historii, opowiadają o losie kobiet sprzed wielu lat w zderzeniu ze współczesnością. „Zaginione dziecko” to jej druga książka, na rynku rodzinnym autorki ukazała się w 2019, u nas trzy lata później.
 
Fabuła „Zaginionego dziecka” toczy się w przeciągu kilku dni. Jessie, trzydziestodziewięcioletnia kobieta zaczyna rodzić prze wyznaczonym terminem – jej partnera nie ma na miejscu, więc jej ojciec Harvey jedzie z nią do szpitala, gdzie kobieta rodzi dziewczynkę. Mała zarażona jest jakimś wirusem, potrzebuje antybiotyków. Niestety jej matka wpada w psychozę poporodową – przekonana jest, że lekarze chcą skrzywdzić jej córkę. Chwilę później więc ucieka. Nikt nie wie, gdzie kobieta jest, wiadomo jednak, że jeśli mała nie dostanie w przeciągu dwunastu godzin kolejnej dawki lekarstw, może się to dla niej skończyć tragicznie… Szukają jej wszyscy, jej ojciec odchodzi od zmysłów, a biologiczna matka, która nie uczestniczyła w wychowywaniu córki, wyrzuca sobie, że powinna bardziej o nią zadbać. Szuka jej też jej przyrodnia siostra Iris, dziennikarka, której chwilę temu zawalił się świat, który zna.
W tym samym czasie pewna kobieta stoi po kostki w wodzie na plaży przekonana, że tu powinna szukać swojej córki…
Gdzie jest Jessie? Czy uda się ją znaleźć na czas? I kim jest tajemnicza kobieta? Jaką przeszłość skrywa Rebecca, przez którą nie mogła uczestniczyć w wychowaniu Jessie?
 
Książka składa się z prologu, 38 rozdziałów i epilogu. Całość otwiera list od autorki, w którym dzieli się tym, co zainspirowało ją do powstania tej powieści. Rozdziały podzielone są na pięć postaci, określają czas i godzinę wydarzeń. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy czworga bohaterów: Harvey’a, Iris i Rebecci w czasie, gdy Jessie zaginęła, oraz Harriet w czasach powojennych – kobieta nosi nazwisko takie samo jak Rebecca, kobiety więc muszą być ze sobą spokrewnione. Piątym narratorem jest tajemnicza kobieta, przy której nic nie jest określone – ani jej imię, ani czas, w którym toczy się przedstawiana przez nią historia. Ona opisuje wydarzenia w pierwszej osobie czasu teraźniejszego. Styl powieści jest spokojny, przyjemny, skupiony przede wszystkim na rodzinnych tajemnicach. Rozdziały przedstawione z perspektywy Harriet bogate są w jej emocje, może przede wszystkim dlatego, że po części składają się z jej wpisów do pamiętnika.
 
W książce, jak wspomniałam już we wstępie, ważne jest zderzenie przeszłości ze współczesnością, przede wszystkim w perspektywie kobiet i ich życia rodzinnego. Dzięki narracji Harriet, której mąż właśnie wrócił do domu z II wojny światowej, pełen ran na psychice, które objawiały się w napadach zespołu stresu pourazowej (wtedy określanym jako stres bojowy) przyglądamy się jak społeczeństwo postrzegało rolę żon żołnierzy. Mimo, że to panowie ryzykowali własne życie i zdrowie w obronie ojczyzny, to dla pań zmiana po wojnie też była duża – mężowie wrócili jako obcy mężczyźni, którzy nie dostali od państwa właściwej opieki, przez co z traumą radzili sobie często w sposób mocno niewłaściwy – uciekali przede wszystkim w alkohol i przemoc. Harriet właśnie tego doświadczała, a jednak odejść nie mogła – rozwód to była rzecz ciężka do przeprowadzenia, a odejść od męża, który walczył za ojczyznę, zdecydowanie nie wypadało…
„Wiele kobiet przeżywało to samo, kiedy ich mężowie powrócili do domu. Wszystko się zmieniło. Podczas nieobecności mężczyzn musiały same sobie radzić, można powiedzieć, że to one rządziły krajem, a potem oczekiwano, że wrócą do roli uległych gospodyń domowych.”
W kontraście do Harriet mamy Rebeccę, która z Harvey’em rozstała się, gdy Jessie była mała. Kobieta poświęciła się karierze, ale ewidentnie żałuje, że jej drogi z Jessie się rozeszły… Dlaczego do tego doszło? Rebecca jako trzynastolatka też przeżyła traumę – jej ojciec pobił matkę na śmierć, po czym sam się zastrzelił. Jak te wydarzenia wpłynęły na jej psychikę i decyzje, która przez całe życie pod ich wpływem podejmowała?
„Nerwicę ojca spowodowała wojna, a do mojej nerwicy doprowadził ojciec.”
Książka jest naprawdę bogata w tematy. Ważną rolę w czterech przedstawionych pokoleniach kobiet odkrywa relacja matka-córka. To przecież od tego się zaczyna – Jessie przekonana, że musi chronić swoją nowonarodzoną córkę, ucieka ze szpitala. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że tą decyzją może skrzywdzić córkę – zamiast ją chronić, tak naprawdę działa na jej szkodę. I w tej rodzinie nie jest jedyną kobietą, która podejmuje tak krzywdzące swoje dziecko decyzje…
 
Warto też wspomnieć o psychozie poporodowej, na którą ewidentnie cierpią kobiety z tej rodziny. Autorka całkiem solidnie przedstawia emocje kobiet, ich lęki i to, jak odnosi się to faktycznie do rzeczywistości. Czy kiedy coś robi się w chorobie, za którą się nie odpowiada, to i tak ponosi się winę? Jak zapanować, jak zauważyć, że z kobietą w tym czasie dzieje się coś złego?
„Między innymi właśnie dlatego psychoza jest tak niebezpieczna; nie wiesz, że ją masz. Żyjesz w przekonaniu, że jesteś jedyną osobą przy zdrowych zmysłach, a wszyscy inni na ciebie czyhają, wszyscy chcą cię dopaść. To przerażające doświadczenie.”
Jest jeszcze temat szpitali psychiatrycznych, o których autorka wspomina na wstępie w liście do czytelnika. W tym temacie znowu cofamy się lata wstecz – trafia tam mąż Harriet i trafia tam ktoś jeszcze… Na tym przykładach obserwujemy jak i kiedy przyjmowano pacjentów i jak wyglądało ich leczenie.
 
A co z tym thrillerem? Intryga oparta jest na zaginięciu Jessie i tajemnicy, którą nosi w sobie Rebecca. I to właśnie buduje napięcie w powieści, choć nie jest ono specjalnie dojmujące – sekrety ciekawią na tyle, że czytelnik z ciekawością przewraca kolejne strony powieści, choć ciężko to mówić o jakichś przejmujących zwrotach akcji. Raczej skupiamy się na historii i przeżyciach bohaterów, ich emocjach i doświadczeniach.
 
Podsumowując, „Zaginione dziecko” przedstawia ciekawą historię, którą przede wszystkim poleciłabym kobietom i tym zainteresowanym rolą kobiety jako matki na przestrzeni ostatnich dwóch wieków. Tematy tu poruszane są ciekawe, choć dosyć smutne, jednak warte zaznajomienia – mamy sporo ważnych dylematów, na które kobiety w połowie XX wieku patrzyły całkiem inaczej niż w wieku XXI. A jednak, mimo tego kontrastu, są też punkty wspólne – nie bez kozery historia przedstawia cztery pokolenia w relacji matka-córka.
„Odkąd pamiętam, bałam się nie śmierci, lecz życia. Zawsze wydawało mi się, że nie mam nad nim kontroli, że przemyka gdzieś obok. Przeszłości nie zmienię, ale nie jest za późno na przejęcie kontroli nad teraźniejszością.”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 19, 2022

Wygraj "Dzień popiołów"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "Dzień popiołów"! Konkurs patronacki (rozwiązany)
Dokładnie dwa tygodnie temu miałam przyjemność opowiedzieć Wam trochę o świetnym francuskim kryminalne pt. "Dzień popiołów", który 7 września miał swoją premierę. Moją pełną recenzję tego tytułu znajdziecie tu - klik!, a dzisiaj chciałam zaprosić Was na konkurs z tym tytułem! Dla kogo to książka? Dla każdego fana kryminału, bo jestem pewna, że jakiekolwiek podgatunki lubicie, w tej książce znajdziecie coś dla siebie! Ja z pewnością długo będę miała ją w pamięci - kontrast pomiędzy sielskim życiem z tego co daje ziemia, spokojnych alzackich winnic a mrocznymi tajemnicami anabaptystów, które prawdopodobnie doprowadziły do zbrodni, robi wrażenie! Jeśli więc i Wy nazywacie się fanami kryminałów, to dzisiaj mam dla Was 3 egzemplarze tej powieści - zapraszam do zgłoszeń! 😊

Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

Skoro kryminał, to na pewno też zbrodnia. A skoro zbrodnia, to i...
Nie sugerując się okładką książki zaproponuj idealne narzędzie zbrodni. Swój wybór krótko uzasadnij.

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie i nieszablonowo - tym lepiej!


Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 19 do 23 września do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG 24 września.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
24.09 aktualizacja - wyniki konkursu:
Przyznam, że pytanie konkursowe podsunęła mi moja patronka @zaczytana_panna, a ja uznałam, że jest ciekawe i chętnie z niego skorzystałam! Ale teraz czytając Wasze odpowiedzi jestem... trochę przerażona 😉 Nie da się ukryć, jesteście naprawdę pomysłowi! Tylko trochę boję się teraz wyłaniać z tych zgłoszeń zwycięzców, bo kto wie, czy ktoś nie zdenerwuje się na tyle, by swój niecny plan wprowadzić w życie na mojej biednej osobie 😜 Obiecuję jednak, że konkursy jeszcze będą, a i z tą książką będę miała dla Was jeszcze jedną aktywność, dzięki której będziecie mieli szansę się z nią zapoznać, więc może nie potraktujecie mnie tak ... ostatecznie?😉

Dobra, teraz już żarty na bok, pora wyłonić zwycięzców! Książka trafi do:

FB:
1) Magda Ka
Jad wałęsaka brazylijskiego. Trucizna pozyskana od tego pająka może z łatwością zabić człowieka, a że ukąszenie może być przypadkowe, nikt nie podejrzewałby morderstwa.
Swoją drogą, trochę przerażające zadanie konkursowe😁.

2) Edwin Vega Aquino
Idealnego narzędzia zbrodni (LOKÓWKI!) na szczęście nie mam w domu i mam wrażenie, że nie przez przypadek - w końcu życie mi miłe. 😃 Nie da się ukryć, że ta podłużna broń, w stanie rozżarzenia potrafiłaby zakończyć nie jeden żywot (a przynajmniej połamać język od słowa "rozżarzenia"). 😆 Także "na zimno" lokówka nie wydaje mi się bezpieczna - wystarczy choćby i krótki rozbieg z lokówką w dłoni + precyzyjne wymierzenie nią w oko i... na miejscu ofiary będziemy się modlić, żeby ktoś nas dobił.... 😉

IG:
3) @sultankagulfem
Myślę że takim narzędziem może być gruby i mocny naszyjnik. Niepozorny jako narzędzie zbrodni, można go mieć zawsze przy sobie, a kiedy nadejdzie odpowiedni moment "zawiesić" go na szyi ofiary 😵

Gratulacje! Czekam na Wasze dane adresowe do wtorkowego wieczoru!
Wszystkim pozostałym uczestnikom dziękuję za poświęcony czas na zgłoszenia i jak zawsze zapraszam do aktywności na moich profilach, a ja już wkrótce powrócę do Was z nowymi konkursowymi propozycjami 😊

września 15, 2022

"Konwersja" Piotr Rogoża

"Konwersja" Piotr Rogoża

Autor: Piotr Rogoża
Tytuł: Konwersja
Data premiery: 24.08.2022
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 304
Gatunek: thriller
 
Mimo, że Piotr Rogoża na rynku książki pojawił się już w roku 2008, to sama o nim usłyszałam dopiero jedenaście lat później, w 2019 roku przy premierze jego pierwszej książki wydanej pod skrzydłami Wydawnictwa Marginesy pt. „Niszcz, powiedziała”. Niestety tej nie udało mi się przeczytać, choć cały czas grzecznie czeka na czytniku. Za to zaledwie kilka dni po premierze, udało mi się sięgnąć do jego najnowszą książkę pt. „Konwersja”.
Poza książkami w sensie stricte, Rogoża zajmuje się pisaniem scenariuszy audio, a także projektuje narracje w grach komputerowych. Z pisaniem powieści miał prawie dekadę przerwy, wcześniej jego proza kategoryzowana była jako fantastyka. Jego dwie najnowsze powieści zostały skategoryzowane jako thriller, choć mnie bardzo przypadło do gustu określenie na jakie trafiłam w jednym z wywiadów – powieść z sensacyjno-paranoiczną intrygą. Szczególny nacisk nałożyłabym na ten człon drugi 😊
 
Fabuła „Konwersji” opisana jest z perspektywy dwóch postaci. Helena to dziennikarka, freelancerka, która zainteresowała się samobójstwem instagramowej modelki, która od początku kreowała się na postać gotycką, mocno depresyjną. Jej śmierć chce osadzić w temacie samobójstw młodych influencerów, których ostatnio na światowym rynku jest zatrzęsienie. Pisząc artykuł odkrywa, że dziewczyna wykonywała na zdjęciach jakiś dziwny gest dłonią… Czy to coś znaczy? Adrian z kolei to pracownik agencji Theatro Umbra. Przed nim ważne zadanie – jest w trakcie wprowadzania na rynek nowej sformatowanej persony – piosenkarki Amal. Co to tak naprawdę znaczy? Czym jest Theatro Umbra i co to znaczy, że Amal została sformatowana? Jaki cel stoi za wykreowaniem popularności Amal?
„(…) nie da się tworzyć nowej rzeczywistości, nie podważając nieustannie tego, co wydaje się prawdą.”
Książka składa się z czterech części zatytułowanych: Życie, Męka, Cuda, Kult. Pierwsze trzy części składają się z 21 krótkich rozdziałów każdy przedstawionych w naprzemiennej narracji trzecioosobowej czasu teraźniejszego przez Helenę i Adriana. Czwarta to tak naprawdę po prostu epilog. Styl powieści jest bardzo interesujący. Już na tym poziomie budowane jest pewne zagmatwanie, są intrygujące porównania i dosyć brutalne spostrzeżenia dotyczące rzeczywistości. Język jest dosadny, ale nie wulgarny.
 
Muszę przyznać, że przez pierwszą połowę lektury tak naprawdę nie miałam o niej żadnego zdania. Wprowadzenie postaci jest skrupulatne, a rzeczywistość, w której żyją, odkrywana powoli – ciężko z początku odgadnąć na czym polega praca Adriana, a Helena… no cóż, żyje w lekkim zawieszeniu, zrezygnowała z pracy ze względu na zmianę warunków na mocno niekorzystne, a teraz niespecjalnie przykłada się, by samodzielnie popchnąć swoją karierę do przodu. I tak przyglądamy się ich poczynaniom, aż w końcu okazuje się, że to co obserwujemy nie jest tak naprawdę tym, czym się wydaje… Wtedy, w drugiej połowie lektury, fabuła mocno daje do myślenia, wymaga skupienia i ciągłego zastanawiania się co z tego, co się dzieje, jest prawdziwe, a co jest fikcją w fikcji…
„Po raz pierwszy Helena widzi w maleńkiej kawalerce ciasną celę i aż się krzywi – tak oczywista jest ta klisza. Ucieczka od biurowej pracy, która kończy się w paranoicznej klatce, bo choć można otworzyć drzwi, i tak całe dnie spędza się we własnej głowie.”
Nic więc dziwnego, że powieść mocno nasuwa skojarzenie ze znanym filmem „Incepcja”. Tutaj na warsztat Rogoża wziął rzeczywistość w jakiej żyjemy aktualnie na co dzień – w końcu nie da się ukryć, że nasze życie mocno kierowane jest teraz przez media zarówno te, które znane nam są od dawna, jak telewizja, gazety czy radio, ale przede wszystkim przez te, które działają dzięki rozpowszechnieniu internetu. Fake newsy, manipulowanie opinią publiczną to tak naprawdę błahostka w porównaniu z tym, co tutaj przedstawia nam autor. Pozornie jego wizja świata wydaje się mocno fantastyczna, bo przecież chyba w naszych mediach nikt aż tak mocno nie ingeruje w rzeczywistości, jak w powieści? A może jednak? Cóż, po dłuższym zastanowieniu wizja świat autora wydaje się przerażająco możliwa…
„Sądzisz, że coś musi się wydarzyć naprawdę, żeby zostać nagrane?”
„Konwersja” mocno zmusza do myślenia i to nie tylko w temacie analizy internetowej rzeczywistości, w której przyszło nam żyć, ale i w tematach bardziej ogólnych. Zmusza do refleksji nad mocno zagmatwanymi i trudnymi zagadnieniami np. czy dobre cele, do których się dąży, usprawiedliwiają drogę do ich osiągnięcia? Jak mocno można wpłynąć na zachowanie drugiego człowieka? Czy psychologiczne zaprogramowanie można kształtować? To tematy mocno niepokojące, ale mnie mocno zafascynowały i wiem, że jeszcze długo będę o nich myśleć.
 
Ach, jeszcze jeden ważny temat! Wolna wola. Istnieje czy nie? Żyjemy w świecie, którzy sami tworzymy czy jednak ktoś go tworzy za nas i jesteśmy tylko marionetkami w tym z góry zaplanowanym spektaklu? Temat znany od dziesięcioleci, ale cały czas aktualny. W naszym świecie, w którym postęp w każdej dziedzinie nauki jest tak zaawansowany, wydaje się aktualniejszy niż kiedykolwiek wcześniej.
 
Myślę, że zagadnienia i wątpliwości jakie książka ze sobą niesie, są ważniejsze niż kreacja postaci czy napięcie, które ma wywoływać podczas lektury. Oczywiście niczego jej i tutaj nie brakuje – postacie są całkiem wiarygodne (choć mam lekkie zastrzeżenia co do dziennikarki Heleny klikającej w każdy nadesłany link 😉), napięcie, jak już pojawia się w połowie książki, tak trzyma do samego końca. Jest tu też intryga kryminalna, podejrzenie morderstwa i starania bohaterów, by odkryć co tak naprawdę się stało. Niczego więc tutaj nie zabrakło.
„(…) jedno z pozoru niewinne słowo może wywołać pożar, który strawi świat. A skoro słowo było na początku – to niech konsekwentnie sprowadzi także koniec.”
(W książce jest taki fragment o pożarze i płonięciu, który od razu nasunął mi skojarzenie z tą piosenką. Chyba dobrze wpasowuje się w klimat powieści 😊)

„Konwersja” to książka zaskakująca. Z początku chyba byłam trochę rozczarowana, że od pierwszej strony nie powodowała mętliku w głowie. Jednak jak już zaczęła, to te założenie zrealizowała z nawiązką. Podczas lektury czułam się podobnie, jak podczas seansu z filmem „Incepcja”. Czy ten poziom jest już tym prawdziwym, czy incepcja sięga głębiej? To dobra, mocno oryginalna książka na naszym rynku. Zmuszająca do uwagi i refleksji, o której trudno będzie zapomnieć. Jestem pod wrażeniem!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Marginesy.


Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 14, 2022

"Zastępy świadków" Dorothy L. Sayers

"Zastępy świadków" Dorothy L. Sayers
Autor: Dorothy L. Sayers
Tytuł: Zastępy świadków
Cykl: Lord Peter Wimsey na tropie, tom 2
Tłumaczenie: Dorota Konowrocka-Sawa
Data premiery: 24.08.2022
Wydawnictwo: Znak Jednym Słowem
Liczba stron: 416
Gatunek: powieść detektywistyczna / kryminał
 
„Zastępy świadków” to drugi tom serii kryminalnej o lordzie Wimsey’u pióra brytyjskiej pisarki Dorothy L. Sayers, który po raz pierwszy na rodzimym rynku autorki ukazał się 3 lata po jej debiucie pt. „Trup w wannie” (recenzja – klik!), czyli w roku 1926. U nas seria w całości nie jest znana, jednak Wydawnictwo Znak planuje to zmienić. Bardzo mnie to cieszy, bo po lekturze dwóch tomów mogę powiedzieć, że są to naprawdę wyborne powieści kryminalne!
 
Fabuła „Zastępów świadków” toczy się trzy miesiące po wydarzeniach z tomu pierwszego. Jest październik, a lord Wimsey wraz z lokajem Buntlerem właśnie wracają z Korsyki, gdzie oddawali się zasłużonemu po śledztwie wypoczynkowi. Jednak już w ich dniu powrotu, gdy tylko pojawili się w Paryżu, dochodzą do nich wieści niepokojące –starszy brat Wimsey’a, książę Denver został oskarżony o morderstwo narzeczonego ich siostry. Doszło do tego w nocy po ostatnim w tym roku polowaniu, na które towarzystwo udało się do domku w Roddlesdale. Wimsey jest pewny, że jego brat nie byłby zdolny do takiego czynu, więc razem z policjantem Parkerem muszą przyjrzeć się tej sprawie… Co uda im się odkryć? Wygląda na to, że każdy z przebywających wtedy w domku miał w rękawie ukrytą niejedną tajemnicę…
„Nie zastanawiało cię, że problemem tej sprawy jest nadmiar tropów?”
Książka składa się z 19 średniej długości rozdziałów. Już w samej budowie książki widać zmiany, jakie autorka wprowadziła na korzyść w stosunku do tomu pierwszego. Rozdziały są tytułowane i opatrzone cytatami z literatury dobrze znanej nie tylko nam, jako kanonu, ale i jej ówczesnym czytelnikom – dla nich była to dodatkowa zagadka ze strony autorki, która i w tym cytatach zawarła pewne tropy dotyczące zagadki. Sprytne posunięcie! W tym wydaniu wita nas tak samo jak w tomie pierwszym wstęp Elizabeth George z 2003 roku, które napisane zostało do wznowienia amerykańskiego wydania serii, a zamyka nie tylko fikcyjna biografia Wimsey’a, ale i dodatkowo kilka słów od tłumaczki fajnie wyjaśniające jak książki Sayers odbierane były w jej czasach i co wyróżnia te publikacje na tle innych. Warto to przeczytać!
Wróćmy jednak do samej powieści. Prowadzona jest w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego, podąża przede wszystkim za lordem Wimsey’em, choć oczywiście nie tylko – są też fragmenty skupiające się na innych kluczowych postaciach powieści. Styl w jakim napisana jest książka dla współczesnego czytelnika jest uroczy ze względu na samo słownictwo i sposób w jaki wypowiadają się postacie – te wszystkie uprzejmości, zachowanie etykiety i reakcje na to, kiedy ta nie jest przestrzegana – dla mnie to była prawdziwa przyjemność. Dodatkowo książka, szczególnie w dialogach, zawiera elementy humorystyczne, Wimsey ma świetne, lekko uszczypliwe poczucie humoru, przez co jego komentarze (jak i jego lokaja!) nadają lekturze zabawnego tonu. Całość czyta się bardzo przyjemnie.
„Zainteresował się pracą śledczą tak, jak ktoś o innych poglądach lub konstrukcji mógłby zainteresować się konopiami indyjskimi, czyli z uwagi na jej pobudzające właściwości w okresie, w którym życie wydawało się jednym wielkim rozczarowaniem, niemniej nie miał temperamentu prawdziwego detektywa.”
Tym razem książkę podzieliłabym na dwie części – 2/3 książki jest całkiem dynamiczne, jak na klasykę kryminału, zaskoczeń jest tu masa! Ostatnie 1/3 to sprawa sądowa, w której dostajemy większość mów obrońców i oskarżenia, co może się lekko dłużyć. Nie można jednak odmówić książce rzetelności!
 
Intryga kryminalna opiera się na wariancie zamkniętego pokoju – mamy kilka postaci, zamknięte grono potencjalnych sprawców. Mamy nawet mapkę domku, żebyśmy widzieli, co kto i kiedy mógł słyszeć i gdzie coś mogło być schowane. Ponadto od początku wiemy, że przynajmniej kilka z zamieszanych w sprawę postaci ma jakieś tajemnice, których nawet policji nie zamierzają zdradzać. Wszystko tu jest podejrzane! Gdzie jest wśród tego prawdziwy sprawca i jaki miał motyw?
 
Fabuła tym razem zostaje przeniesiona z dala od miasta –jest to domek na odludziu, wśród wrzosowisk i mokradeł. Teren jakże inny niż tego, którego na co dzień doświadcza lord Wimsey. Obserwując te śledztwo czytelnik ma szansę zobaczyć jak wyglądało wtedy życie w małym miasteczku. Okrywamy zależności angielskiej elity, ale też i bolączki, z jakimi borykają się zwyczajni ludzie. Szeroki przekrój społeczeństwa i dobry wgląd w ich codzienność!
„ – I słusznie – powiedział lord Peter. – Kiedy słyszę, jak ludzie nocą kręcą się po domu, taktownie staram się o tym w ogóle nie myśleć.
- Naturalnie – wtrąciła księżna. – Zwłaszcza w Anglii, gdzie myślenie jest tak osobliwie niewłaściwe.”
Na pewno fascynujące jest też przyjrzenie się, jak w tamtych czasach działał wymiar sprawiedliwości, w końcu część fabuły rozgrywa się w sali sądowej. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że to zapowiedź thrillerów prawniczych 😉
„Zawsze twierdziłem (….) że nie ma na tej ziemi osobników bardziej niemoralnych niż zawodowi adwokaci. I właśnie zyskałem pewność.”
Oczywiście i kreacje postaci są tu genialne. W tym tomie bliżej przyglądamy się rodzinie Wimsey’a, o której w tomie pierwszym było niewiele. Jak ładnie napisała w posłowiu tłumaczka, jest to książka o lojalności i poczuciu odpowiedzialności, które w różny sposób odczuwa każdy członek tej rodziny. Nie zdradzam nic więcej, by niechcąco nie wspomnieć czegoś, co potrzebne jest do rozwiązania tej zagadki, bo każdy jej aspekt, który podczas lektury jest odkryty, jest naprawdę fascynujący i uczy o tamtych czasach czegoś nowego – na poważnie lub w formie satyrycznej.
„ – Bunter – powiedział lord Peter, gdy szli ulicami starówki – czy ja naprawdę zachowuję się w sposób mimowolnie obraźliwy?
- Wasza lordowska mość zechce mi wybaczyć tę uwagę, ale być może żywiołowe usposobienie waszej lordowskiej mości daje fałszywe wyobrażenia osobom o ograniczonej…
- Uważaj, Bunter!
- Ograniczonej wyobraźni, milordzie.
- Angielskie wyższe sfery nigdy nie miały wyobraźni, Bunter.”
Podsumowując, „Zastępy świadków” to uczta klasyki kryminału. Zagadka jest mocno intrygująca i wielowarstwowa, skrywa w sobie wiele wartych uwagi spostrzeżeń na temat ówczesnego stylu życia rodziny Wimsey’ów i osób z nimi związanych. Akcja toczy się dynamicznie i zaskakująco, by na końcu mocno wyhamować i dokładnie wytłumaczyć wszystkie kąty zbrodni. Napisana stylem zachwycającym współczesnego czytelnika, do tego pełna humoru – w tym tomie nie tylko pojawiającego się jak w tomie pierwszym w dialogach, ale i w sytuacjach. Pewna akcja na wrzosowisku naprawdę mocno mnie rozbawiła! No, do czasu kiedy nie zrobiło się przerażająco poważnie 😉 Nie pozostaje mi nic innego jak z niecierpliwością wyczekiwać tomu trzeciego!
„Żałuję z całego serca, że zamiast trzymać się książek, zainteresowałem się przestępczością.”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak Jednym Słowem.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 14, 2022

"Trup w wannie" Dorothy L. Sayers

"Trup w wannie" Dorothy L. Sayers

Autor: Dorothy L. Sayers
Tytuł: Trup w wannie
Cykl: Lord Peter Wimsey na tropie, tom 1
Tłumaczenie: Dorota Konowrocka-Sawa
Data premiery: 01.06.2022
Wydawnictwo: Znak Jednym Słowem
Liczba stron: 288
Gatunek: powieść detektywistyczna / kryminał
 
O Agathie Christie słyszał chyba każdy fan literatury kryminalnej. Jest to angielska pisarka, która debiutowała w 1920 roku. Trzy lata po niej na rynku powieści tego gatunku pojawiła się druga kobieta – Dorothy L. Sayers, która stworzyła serię o detektywie dżentelmenie lordzie Peterze Wimsey’u. Polski czytelnik jednak nie miał do tej pory przyjemności zapoznać się z całą serią, zaledwie kilka tytułów ukazało się na naszym rynku. Teraz, dzięki Wydawnictwu Znak, ma się to zmienić, zaplanowane jest wydanie wszystkich tomów serii, która liczy 11 powieści. Bardzo się z tego cieszę, bo po lekturze pierwszych dwóch tomów, mogę powiedzieć, że jest to kryminał wart uwagi!
 
Historia „Trupa w wannie” opiera się na dwóch zagadkach. W domu pewnego kawalera, architekta Thippsa we wtorkowy ranek w wannie znaleziony został około pięćdziesięcioletni martwy jegomość ubrany zaledwie w binokle. Znalazła go służąca, która nieopatrznie zostawiła na noc otwarte okno w łazience… Lord Peter zjawia się na miejscu na prośbę swojej matki, księżnej Denver i obiecuje Thippsowi i jego przygłuchej matce, że przyjrzy się sprawie. W tym samym czasie policjant Charles Parker ma zająć się zaginięciem pewnego zamożnego Żyda. Zaginięcie jest bardzo dziwne, bo według zeznań jego służby nie brakuje żadnego z ubrań Levy’ego, mężczyzna zatem musiał wyjść z domu bladym świtem całkiem nago… Czy to może być trup z wanny? Lord Wimsey szybko odrzuca taką możliwość… Zatem kto siedzi w wannie i gdzie jest Levy? Przed detektywami trudne zadanie…
„Zawiążemy spółkę! Połączymy te dwie sprawy i rozpracujemy je wspólnie. Parker, ty dziś obejrzysz moje zwłoki, a ja jutro poszukam twojego Żyda Wiecznego Tułacza. Taki jestem szczęśliwy, że zaraz pęknę.”
Książka składa się z 13 średniej długości rozdziałów. Poprzedzona jest wstępem od Elizabeth George, który napisała w 2003 roku do nowego amerykańskiego wydania cyklu, a zakończone krótką notką biograficzną Wimsey’a napisaną przez jego fikcyjnego wuja, które zostało dołączone do ponownego wydania książki w 1935 roku. Sama historia napisana jest w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego, przez większą część czasu skupia się na postaci tytułowego lorda Wimsey’a, ale są też wyjątki – przede wszystkim w momentach, gdy Parker i Wimsey się rozdzielają. Styl powieści jest pięknie starodawny. W moim uczuciu uroczy, pełen gracji i wdzięku. A rozmowy pomiędzy postaciami to prawdziwe dzieło sztuki! Te potyczki słowne, małe uszczypliwości, których dopuszcza się lord Wimsey – naprawdę czyta się to rewelacyjnie! Mam jedynie niewielkie zastrzeżenie do tłumaczenia – momentami pojawiają się zwroty w innym języku, co niestety nie jest tłumaczone na polski. Rozumiem, że w czasach, gdy książka była wydana, angielski odbiorca nie potrzebował tego typu przypisów, współczesny czytelnik jednak nie zawsze jest biegły z łaciny czy francuskiego, więc tego typu przypis na końcu strony by się przydał. Oczywiście wtrącenia są krótkie i ich nieznajomość nie wpływa na odbiór lektury jako takiej.
„Bunter (…) błagam cię, żebyś w przyszłości powstrzymał mnie od łapania dwóch srok za ogon. To wszystko odbije się na moim zdrowiu. Jedna sroka nie ma dokąd wyfrunąć, druga nie ma dokąd lecieć. To jakieś umysłowe delirium tremens. Gdy to wszystko się skończy, zaszyję się gdzieś, przestanę czytać kronikę kryminalną i przejdę na łagodną dietę złożoną z prac nieżyjącego już Charlesa Gavice’a.”
„Trup w wannie” jest literackim debiutem Dorothy L. Sayers jako pisarki. Wiem, że w międzywojennych czasach standardy były inne, ale i tak jestem zaskoczona tym, jak dopracowana i rewelacyjnie przemyślana jest to historia. Intryga kryminalna jest zagmatwana i choć nie mamy tu bardzo dynamicznych zwrotów akcji, to jednak co chwilę autorka funduje nam jakieś zaskoczenie – nowy fakt, nową dedukcję, nowe odkrycie, które zmienia trop, w którym podąża zagadka. Już sam początek jest intrygujący – jeden nagi obcy trup w wannie, drugi golas, który rozpłynął się w powietrzu… Skąd nagle taki wysyp ludzi bez ubrań? 😊
„Obawiam się, że ten mężczyzna na coś, czego brakuje większości zbrodniarzy: poczucie humoru.”
Oczywiście na uwagę zasługują tu też rewelacyjne postacie. Przede wszystkim lord Wimsey, który pochodzi ze starego arystokratycznego rodu. Choć nie jest to powiedziane w tym tomie, tylko zawarte w jego biografii na końcu, podczas tej historii jest to mężczyzna 33letni. Kawaler mieszkający w centrum Londynu, który na brak pieniędzy narzekać nie może. Jest miłośnikiem starych książek, białych kruków, które namiętnie kolekcjonuje zbierając je na różnych aukcjach. Uwielbia dobre ubrania, dobre jedzenie i dobre wino, a rozwiązywaniem zagadek kryminalnych zaczął zajmować się … z nudów. Jest to jego remedium na traumy z Wielkiej Wojny, w której od początku do końca brał udział. Wimsey jest elokwentny, z dużym poczuciem humoru, lekko uszczypliwy dla ludzi na to zasługujących.
„Proszę się nie martwić, panie Appledore. Chyba najlepsze, co mogę w tej sytuacji zrobić, to przewieźć starszą panią do domu mojej matki i sunąć ją państwu z drogi. Inaczej któregoś pięknego dnia państwa chrześcijańskie uczucia mogłyby wziąć górę, a przecież nic tak jak one nie zaburza spokoju ducha.”
Sprytny i uważny, przez co dostrzega to, co czasem umyka policji, a i umie skutecznie wypytać świadków. Polubiłam go od pierwszej strony!
Seria opiera się jednak jeszcze na dwóch jego towarzyszach – jest jego lokaj Bunter, fan fotografii, który towarzyszy mu w śledztwach oraz policjant Parker, który, jak na policjanta (to w opinii Wimsey’a oczywiście 😉) jest niesamowicie inteligentny, choć lord nieraz i tak go zaskakuje.
„Wy, policjanci, jesteście jak odbici z jednej sztancy. Nie starcza wam w głowach miejsca na więcej niż jedną myśl. Doprawdy, jest dla mnie zagadką, jak znajdujecie zatrudnienie.”
Parker jest jego człowiekiem od czarnej roboty – kiedy trzeba popytać sąsiadów, czy zrobić inne dosyć nudne rzeczy, to on zawsze zostaje do tego wysłany. To taki pomocnik, Watson 😉
„Wszyscy mamy odciski, których deptania przez innych wolelibyśmy uniknąć. Ja je mam i ty też. Jakiś gość powiedział, że piekło nie zna furii takiej jak kobieta wzgardzona. Kobiet się czepia, nieszczęsny dureń.”
Mamy świetną intrygę w starym stylu i rewelacyjne kreacje postaci. Pora zatem pomówić o miejscu i czasie, w jakim toczy się akcja. To nie lada gratka dla współczesnego czytelnika – Londyn kilka lat po I wojnie światowej. Świat podzielony na arystokrację i ludzi uczciwie pracujących. Ale nie tylko przyglądamy się tym podziałom, tym jak wygląda codzienność każdego z nich, ale i obserwujemy, jak wyglądało śledztwo w tych czasach. Co mnie zaskoczyło to np. przesłuchiwanie przez koronera, które wygląda prawie jak zeznania w sądzie. To ciekawe czasy do porównania z tym co mamy teraz.
„W dzisiejszych czasach nawet od morderców oczekuje się oryginalności.”
Ogólnie „Trupa w wannie” czytało mi się naprawdę dobrze. Może z początku, kiedy opisywane były białe kruki, na które aktualnie poluje Wimsey, lekko wystraszyłam się, że książka usiana będzie dawnymi tytułami i nawiązaniami, których nie rozumiem, jednak obawy się nie sprawdziły i gdy tylko bohaterowie pojawili się na miejscu przestępstwa od razu sprawa nabrała rumieńców, a fabuła zaczęła mocno interesować. Bawiłam się naprawdę dobrze, to niesamowicie przyjemny lekki kryminalik, w którym, jak na klasykę przystało, liczy się naprawdę dobra zagadka kryminalna!
„Powiedziałbym nawet, że właśnie w sprawach trzeciorzędnych ludzie bywają najbardziej uparci. Ja na przykład dostaję szału, gdy ktoś podważa moją ocenę jakiejś książki.”
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Znak Jednym Słowem!



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 08, 2022

"Ptaszek w klatce" Katarzyna Żwirełło - zapowiedź patronacka

"Ptaszek w klatce" Katarzyna Żwirełło - zapowiedź patronacka

Dzień Dobrych Wiadomości, który obchodzimy właśnie dzisiaj, zobowiązuje! To doskonały moment, żeby ogłosić drugą wrześniową premierę, która zostanie wydana pod patronatem Kryminału na talerzu! Książka nosi tytuł "Ptaszek w klatce", napisała ją Katarzyna Żwirełło, a swoją premierę będzie świętować dokładnie za dwa tygodnie, czyli 22 września!

Szymon Rafalski nie poszedł w ślady ojca: zamiast gangsterką trudni się dziennikarstwem w podrzędnej gazecie – które i tak wpędza go w liczne kłopoty. Łącznie z utratą przyjaźni i szacunku najlepszego kumpla, aspiranta wydziału kryminalnego. Przypadkowe spotkanie ze znajomym z przestępczego środowiska sprawia, że w Rafalskim budzą się ambicje. Widzi przed sobą szansę na zdobycie cennych kontaktów i tematu na niebanalne dziennikarskie śledztwo.
Jednak ta „żyła złota” szybko okazuje się pułapką i bezwzględny świat wyciąga po niego swoje macki. Aby wyplątać się z matni, Szymon będzie musiał uruchomić cały swój potencjał i odnowić dawne przyjaźnie z policji.


 "Ptaszek w klatce" to drugi tom serii kryminalnej Dwa Bieguny, której tom pierwszy "Bez przedawnienia" (recenzja - klik!) swoją premierę miał wiosną tego roku. Ja jednak opisując "Ptaszka w klatce" muszę sięgnąć do pierwszej serii autorki Między prawami, której ostatniemu tomowi też miałam przyjemność patronować (recenzja - klik!). Dlaczego tak? Emocje jakie towarzyszyły mi przy lekturze "Ptaszka..." były dokładnie takie same! Wsiąknęłam w ten świat w ogóle nie widząc kiedy, przeżywałam dokładnie to, co bohaterowie! Ach, jak ja za tym tęskniłam! Poprzednie dwie książki, jakie autorka w międzyczasie wydała, też oczywiście zasługują na uwagę, ale "Ptaszek..." naprawdę mnie zachwycił!

Dla kogo to książka? Dla tych co lubią dziennikarskie śledztwa i bohaterów, którzy muszą podejmować wątpliwe moralnie decyzje. Warto przy tej lekturze znać i poprzedni tom, i wspomnianą już serię Między Prawami, bo i tu pojawiają się znani z niej bohaterowie, ale nie jest to konieczne, bez znajomości książek wcześniejszych myślę, że i tak będziecie w stanie zrozumieć o co chodzi w tej. 
Ja już teraz gorąco ją Wam polecam, czyta się ekspresowo! Nie pamiętam kiedy przeczytałam coś tak szybko, jak ten tytuł!

Autor: Katarzyna Żwirełło
Tytuł: Ptaszek w klatce
Cykl: Dwa bieguny, tom 2
Data premiery: 22.09.2022
Wydawnictwo: Dreams
Liczba stron: 305
Gatunek: kryminał 

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 07, 2022

Book tour ze "Schroniskiem, które przestało istnieć"!

Book tour ze "Schroniskiem, które przestało istnieć"!

 

"Schronisko, które przestało istnieć" Sławka Gortycha gości na księgarskich półkach już od półtora miesiąca. W tym czasie czytałam sporo opinii podobnych do mojej - jest to kryminał górski z rewelacyjnym połączeniem faktów z historii prawdziwej terenów karkonoskich, debiut tak dobry, że naprawdę ciężko uwierzyć, że jest to pierwsza książka autora. Dla mnie jak na razie na rok 2022 jest to najlepszy debiut na rynku! A dzisiaj przychodzę do Was z propozycją book touru z tym tytułem, więc jeśli jeszcze nie mieliście okazji po niego sięgnąć, to teraz jest do tego doskonała okazja!

Przed zgłoszeniem zachęcam do zapoznania się z moją recenzją - klik!, a także z wywiadem, który miałam przyjemność ze Sławkiem Gortychem przeprowadzić - klik!

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autora (Zagubiony w Karkonoszach) oraz profil Wydawnictwa Dolnośląskiego w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w czwartek.
Książka ruszy w podróż już w czwartek popołudniu, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @like.nobody_ opinia - klik!
2. @mamazaczytana opinia - klik!
3. @czytam_dla_przyjemnosci opinia na blogu - klik!
4. @ksiazka_na_przesluchaniu opinia - klik! 
5. @rrramona post - klik!
6. @marzenaguzior opinia - klik!
7. @foreelock opinia - klik! 
8. @wedrowniczka124
9. Anna Mucha (FB) opinia - klik! 
10. @__colorfulmylife__ opinia - klik! 
11. @ebertowskaanka opinia - klik! 
12. @monikaormanin opinia - klik!
13. @bookiem.mi.wychodzi opinia - klik!
14. @marzaczyta opinia - klik! 
15. @annadyczko_mczas opinia - klik! 
16. @patrycjadziembor opinia - klik! 
17. @maria.j.sokolowska opinia - klik! 
18. @miss_daisy_czyta 
19. @jaulialife opinia - klik! 
20. @du_dzik94 opinia - klik!
21. @natka_tom opinia - klik!
22. @poczytane_zapisane 
23. @littleanula_andthedbooks (30.01-28.02)
24. @zaczytana_panna (01.03-20.04)
25. @_za.czytana.bella_ 
26. @sylwiaaa (książka jest tu od 07.05)

września 05, 2022

"Dzień popiołów" Jean-Christophe Grangé - patronacka recenzja przedpremierowa

"Dzień popiołów" Jean-Christophe Grangé - patronacka recenzja przedpremierowa

Autor: Jean-Christophe Grangé
Tytuł: Dzień popiołów
Cykl: Pierre Niémans, tom 3
Tłumaczenie: Krystyna Szeżyńska-Maćkowiak
Data premiery: 07.09.2022
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 328
Gatunek: kryminał
 
Jean-Christophe Grangé to jeden z niewielu francuskich pisarzy, których książki osiągają status bestsellera nie tylko w rodzinnym kraju, ale i na rynkach światowych. Jest autorem 15 książek, wcześniej jednak pracował jako dziennikarz – jego reportaże stały się inspiracją do powieści. Część jego książek została zekranizowana, a w rolach głównych bohaterów obsadzono gwiazdy francuskiego kina.
Seria o komendancie Niémans jest szczególna z tego względu, iż jej tom pierwszy pt. „Purpurowe rzeki” (recenzja – klik!) przyniósł autorowi światową sławę. Za to tom drugi ukazał się aż po 21 latach przerwy! Nosi tytuł „Ostatnie polowanie” (recenzja – klik!) i, co nie zdarza się często po tak długim czasie, utrzymał, a może nawet prześcignął poziom tomu pierwszego. Na szczęście na tom trzeci czytelnicy nie musieli już czekać tak długo – „Dzień popiołów” ukazał się zaledwie dwa lata później, a u nas jego oficjalna premiera będzie miała miejsce dokładnie za dwa dni, 7 września 2022.
 
Fabuła „Dnia popiołów” toczy się na terenie Posiadłości anabaptystów żyjących od wielu dekad na ziemiach alzackich. W okolicznym kościele, który od jakiegoś czasu jest w ich posiadaniu, ginie ich przywódca religijny. Jego śmierć wydaje się policji mocno podejrzana, jednak nie jest to społeczeństwo, z którym miejscowi policjanci byliby w stanie sobie poradzić. Dlatego też na miejsce zostają wysłani Pierre Niémans i Ivana Bogdanović, którzy we dwójkę tworzą Centralne Biuro do Walki ze Zbrodniami. Muszą działać szybko, bo tylko w tym czasie, w czasie winobrania, do społeczności anabaptystów może przeniknąć ktoś obcy. I ten fakt wykorzystują – Ivana zatrudnia się jako sezonowa pracownica nie zdradzając swoich prawdziwych personaliów. Ma codziennie kontaktować się potajemnie z Niémans, w końcu w tej społeczności nawet korzystanie z telefonów komórkowych jest zakazane… Czy Ivanie uda się taka infiltracja? Wtopi się w tło na tyle, by jej pracodawcy nie zorientowali się, że bada sprawę morderstwa? Co razem z Niémans uda im się odkryć?
„(…) z jedynego w swoim rodzaju OCCS – Centralnego Biura do Walki ze Zbrodniami. Ich specjalnością były zdumiewające przypadki morderstw i niesłychane motywy zbrodni. Pracowali jako konsultanci. Tym razem postanowili podzielić się zadaniami – ona miała przeniknąć do środowiska, on działać na zewnątrz.”
Książka składa się z trzech części zatytułowanych: Winnica, Krew i Ogień. Rozpisana jest na 76 krótkich rozdziałów przedstawionych naprzemiennie z perspektywy Niémans i Ivany w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Styl powieści jest prosty, skupiony na intrydze kryminalnej, nie ma tu zbędnych dygresji, a dialogów jest dużo, rozpisane są sprawnie i dynamicznie. Opisy społeczności anabaptystów i otaczającej ich przyrody również odgrywają tu ważną rolę, jednak i te są dobrze wyważone – nie za długie, tak, by czytelnik nie poczuł się nimi znużony, a wręcz przeciwnie – budzą ogromną ciekawość.
 
Już w recenzji tomu drugiego tego cyklu wspominałam, że Grangé ewidentnie lubuje się w osadzaniu zbrodni w małych społecznościach. Tym razem jednak w mojej ocenie przeszedł sam siebie! Nie dosyć, że uważnie możemy przyjrzeć się temu odłamowi religijnemu, wszystkim zasadom i tradycjom według których żyją, to jeszcze jednym z głównych źródeł ich utrzymania są winnice i ekskluzywne wino, które w nich powstaje. Mamy zatem zamkniętą społeczność, która co dzień gromadzi się wokół winorośli ręcznie i uważnie zbierając owoce natury… Opisy prezentujące tę sytuację są naprawdę genialne, każdy fan ciekawych miejsc, wina i małych społeczności będzie tu mocno usatysfakcjonowany!
„Niémans skupił się na Emisariuszach. To był obraz piękny jak sen, a zarazem dokładny jak haft maszynowy. Właściwie nie wiedział, dlaczego ten widok skojarzył mu się z malowidłem z Muzeum d’Orsay – zatytułowanym ‘Przyjęcie’ (Une Soirée), płótnem Jeana Bérauda. Elegancka feta i schyłku XIX wieku, towarzystwo we frakach i sukniach wieczorowych… Dlaczego przyszedł mu na myśl ten ‘raut’ – coś co Emisariuszem odrzucali?
Odpowiedź nasunęła mu się nagle. Ta jakże spokojna scena, jej choreografia, wyrażała ducha obrazu. Atmosferę spokojnego świętowania, dyskretnej, zgodnej z rytuałem ceremonii, powściągliwej radości…”
Tym razem, dzięki temu, że nasza para śledczych musi się rozdzielić, by dokładnie zbadać sprawę, czytelnik ma okazję przyjrzeć się bliżej Ivanie, która współpracuje z Niémans dopiero od poprzedniego tomu. Ivana musi poradzić sobie w trudnym środowisku, wśród ludzi zamkniętych na obcych, którzy jej policyjnym okiem mogą być nie tylko świadkami, ale i podejrzanymi… Niémans za to obserwuje wszystko od zewnątrz, konsultuje się z ekspertami, głową tej społeczności (z tym, kto przejął obowiązki zmarłego) i okolicznymi policjantami. Postacie przedstawione są dobrze, acz oszczędnie, gdyż głównie uwaga skupia się po prostu na śledztwie.
„Głuchy lęk, niesprecyzowany niepokój towarzyszyły mu na każdym kroku. Dotyczyły teraźniejszości, przyszłości, śmierci i Bóg wie czego jeszcze. W końcu to zawód policjanta zapewnił mu stabilizację i wytyczył drogę. Jedni, żeby utrzymać się na nogach, uzależniają się od alkoholu, narkotyków, psychotropów. On uzależnił się od zbrodni.”
„Dzień popiołów” nie da się inaczej określić, jak rasowy, mocny kryminał. W książce, po dosyć spokojnym początku zarysowującym całą akcję (nie zniechęcajcie się w tym momencie!), zaczyna się dziać naprawdę dużo. Akcja pędzi do przodu, a usiana jest takimi twistami fabularnymi, że nie sposób się od niej oderwać. Ja przyznam, że przeczytałam tę książkę na jeden raz. Nie byłam w stanie jej odłożyć.
 
Książka to rasowy kryminał, ale jednak porusza kilka ciekawych tematów wartych zastanowienia. Po pierwsze religia i wiara – co nam daje, co odbiera, czy lepiej żyć z nią, czy bez i czy da się ją wykorzystać tak, by faktycznie żyło się lepiej. Jest tu też trochę o poczuciu odpowiedzialności i przynależności – nie tylko odnośnie tej zamkniętej społeczności, ale i w relacji Ivany i Pierre’a. Jest też motyw sztuki, co na pewno zainteresuje większe grono odbiorców, sprytnie połączony z historią z przeszłości.
„Tak, patrzyła na nich z zazdrością. Na ich pogodne twarze, na oczy wpatrzone we własne dusze, na ich pokorną wiarę. Chciałaby tak żyć – wolna od wątpliwości, nie zbaczając z drogi… Chciałaby czuć i głębi to szczęście, jakie daje wspólna sprawa i bycie zarazem jej przykładem i sumieniem…”
Muszę przyznać, że „Dzień popiołów” choć zaczynał się dosyć powoli, to finalnie zrobił na mnie ogromne wrażenie! Dawno nie czytałam tak zajmującej i zarazem tak dobrze przemyślanej książki. Tu wszystko do siebie pasuje, tematów jest ogrom, a tempo akcji tak szybkie, że czasami brak chwili na złapanie oddechu. Jestem nią naprawdę zaskoczona, to najlepszy tom tej serii. Szczerze, już pierwszy był dobry, a drugi i trzeci były lepsze od poprzedniego. Jeśli autor utrzyma tę passę, to na tom czwarty na pewno od razu zarezerwuję sobie cały dzień, by czytać go nieprzerwanie!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Sonia Draga.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!