czerwca 07, 2020

"Zapłacz dla mnie" Piotr Borlik

"Zapłacz dla mnie" Piotr Borlik

Autor: Piotr Borlik
Tytuł: Zapłacz dla mnie
Cykl: Jakub Ramon, tom 1
Data premiery: 02.06.2020
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 416
Gatunek: kryminał

O Piotrze Borliku zrobiło się głośno rok temu w marcu, gdy na rynku ukazał się pierwszy tom jego kryminalnej trylogii pt. „Boska proporcja”. Całość zachwycała nie tylko genialną, oryginalną okładką, ale i oczywiście, a przede wszystkim treścią – ciekawi pod względem psychologicznym bohaterowie, przemyślane motywy, filmowe zbrodnie, wszystko to ujęte w fajnym, lekkim, trochę ironicznym stylu. Takie kryminały aż chce się czytać. Wiem, że część czytelników zarzucała autorowi czerpanie motywów i cech charakterów bohaterów z innych powieści, jednak według mnie nie należy zaliczać tego jako minus – nie było to tak zwane zżynanie, a przyjemne nawiązanie do innych powieści tego gatunku, czasami pewnie nawet nieświadomie. Niemniej jednak całość według mnie wypadała oryginalnie.
Teraz, prawie rok po premierze ostatniego tomu autor powraca do nas z całkiem inną powieścią – też kryminałem, ale jakże innym od poprzednich! I tu też z głównym bohaterem miałam pewne skojarzenia – dosyć odległe, ale jednak. Skojarzenia przyjemne, więc książkę czytało mi się jeszcze lepiej niż myślałam!

Główna akcja powieści toczy się w 2020 roku. Na sopockiej plaży znalezione zostało ciało 18letniej dziewczyny. Niedaleko niej siedział Patryk, jej znajomy ze szkoły, z podrapaną szyją. Chłopak był w szoku. Nie powstrzymało to jednak policji przed szybkim aresztowaniem i postawieniem zarzutów. Sprawa przyciąga uwagę pewnej gazety, która do tej pory raczej nie wypowiadała się za wiele w tym temacie. Nagle jej właściciel zażądał, by temat został potraktowany priorytetowo. Właśnie przez to młodej niedoświadczonej dziennikarce Asi Jaworskiej przychodzi przejąć inny temat od bardziej doświadczonego kolegi – właśnie z więzienia, po 19 latach odsiadki, wychodzi Jakub Ramon, były policjant, który skazany został za zamordowanie swojego partnera na służbie. Szybko okazuje się, że sprawa nie jest tak prosta jak się wydaje – wokół skazania sprzed 19 lat panuje dziwna, nieprawdopodobnie wręcz cisza, a nagłe zwolnienie dwa lata przed czasem również wzbudza konsternację. Nikt jednak prócz Asi nie wygląda zainteresowany tematem… Dlaczego? Co stało się 19 lat temu? Dlaczego Ramon właśnie teraz wychodzi z więzienia i pierwsze co robi, to wplątuję się w sprawę Patryka?
„Chcę widzieć skruchę. Chcę widzieć twoje łzy. Zapłacz dla mnie.”
Książka składa się z prologu z roku 2001 oraz akcji głównej rozpisanej na 25 rozdziałów. Na samym końcu książki znajduje się przepis kulinarny na gulasz po staropolsku według Wilkowicza – Borlik już w Boskiej Proporcji często sięgał po kulinarne wstawki, więc ten przepis to niejakie oczko puszczone do czytelnika, kontynuacja tamtych zachwytów.
Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, podąża w przeważającej większości za Ramonem i Asią. Styl, tak jak w Boskiej Proporcji, jest ciekawy, przyjemny i lekko ironiczny. Książkę czyta się z ogromną przyjemnością.

Jednym z głównych atutów powieści jest na pewno postać Jakuba Ramona. Kiedyś młody, dobry policjant, lekko rozczarowany zawodem i niskimi zarobkami, teraz już na zawsze skazaniec, który lepiej zna rzeczywistość więzienną niż prawdziwe życie na wolności. Tam musiał być twardy, nie okazywać uczuć, dokładnie obserwować otoczenie i szybko wyciągać wnioski. Te doświadczenia na pewno teraz pomagają mu w misji, jaką ma do wykonania, jednak czy tak na dłuższą metę nie ściągną na niego kłopotów? Przez 19 lat mężczyzna mocno trzymał się tego kim jest, mimo że musiał prawdę o sobie ukrywać, nigdy nie zapomniał. Na wolności jednak jest inaczej, okoliczności też są inne. Czy udało mu się odnaleźć, spełnić zadanie, pozostać na wolności a nawet utrzymać się przy życiu? Ramon zaskakuje swoją spostrzegawczością, to w głębi tak naprawdę dobry, ale równocześnie twardo stąpający po ziemi facet. Z drugiej strony cały czas czytelnik nie wie dlaczego mężczyzna tak naprawdę wyszedł i po której ostatecznie jest stronie. Czego chce? Jaką ma misję? Kim jest naprawdę? Kiedy udaje, a kiedy pokazuje swoje prawdziwe oblicze? To tylko niewiele pytań jakie wzbudza ta postać. On też na przestrzeni całej powieści przechodzi największą wewnętrzną przemianę. Naprawdę bardzo ciekawa postać!

Z drugiej strony mamy Asię, młodą dziennikarkę, której głowa pewna jest ideałów. Dziewczyna bądź co bądź jest uparta, mimo tego że pakuje się w kłopoty, nie odpuszcza tematu, dąży do prawdy. Czy to warte swojej ceny? Czy warto ślepo dążyć za tematem nawet kiedy na szali stawia się własne życie?
Bardzo lubię kryminały oparte na dziennikarskich śledztwach – tu mamy pół na pół – obserwujemy śledztwo Asi i śledztwo Jakuba. Obydwa są bardzo ciekawe, te Jakuba na pewno jest dużo bardziej niejasne i brutalne, jednak to śledztwo Asi wzbudzało mój większy entuzjazm – właśnie ze względu na to, że fabuła oparta na niej toczy się w dziennikarskim środowisku, w redakcji, gdzie wpływy właściciela, redaktora i starszych kolegów cały czas się przecinały. Tu liczy się dążenie do prawdy, nieważne jak niewygodna i szokująca by była.

Co do sprawy morderstwa, to rozkręca się dosyć spokojnie, mimo że wygląda niepozornie, jest dosyć skomplikowana i zaskakująca – nie dałam rady domyślić się rozwiązania. Zamordowaną jest dziewczyna pozornie z bogatego domu, o reputacji egoistycznej, rozwydrzonej puszczalskiej, jednak jak wykazała sekcja – dziewicy. Co w takim razie kryło się za tą krzykliwą powłoką? Czy dziewczyna miała jakieś problemy? Jak doszło do tego, że wylądowała bez życia na sopockiej plaży?

W powieści świat zwyczajnych ludzi przeplata się ze światem gangsterów. To brudny, mroczny, pełny przemocy świat, gdzie pieniądz ma największą wartość, nim da się załatwić wszystko. No dobra, zostają też groźby. To świat, gdzie nie liczą się empatia i dobroć, a kobieta sprowadzona jest do funkcji zaspokajającej facetów zabawki. Tu wszyscy są skorumpowani lub zastraszeni, a ci silni i źli dostają czego chcą. W ten świat 19 lat temu wciągnięty został Ramon, teraz wplątuje się w niego Asia? Czy wyjdą z tego bez szwanku? Zachowają swoje ‘ja’?

Książka porusza tez sporo trudnych tematów na temat młodzieży, jednak nie chcę ich tu dokładnie omawiać, by nie zdradzić za wiele z fabuły. Mam nadzieję, że wystarczy Wam to co już napisałam oraz moje zapewnienie, że historia mocno wciąga i ciekawi – ja całą książkę przeczytałam w jeden dzień. To bardzo dobry kryminał, mimo tego, że wspominek o jedzeniu jest tu zdecydowanie mniej, to jednak książka podobała mi się jeszcze bardziej niż trylogia. Zakończenie było mocne, dosyć mnie zszokowało, dlatego tym bardziej jestem ciekawa, co autor zaproponuje nam w drugim tomie o losach Ramona. Na pewno będę ich wypatrywać z niecierpliwością!

Ps. A z przepisu na gulasz Wilkowicza na pewno skorzystam i napiszę Wam o efektach 😊

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!

czerwca 06, 2020

"Czerń" Małgorzata Oliwia Sobczak

"Czerń" Małgorzata Oliwia Sobczak

Autor: Małgorzata Oliwia Sobczak
Tytuł: Czerń
Cykl: Kolory zła, tom 2
Data premiery: 06.05.2020
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 448
Gatunek: kryminał

Niecały rok temu polskim rynkiem literatury kryminalnej wstrząsnął debiut w tym gatunku Małgorzaty Sobczak pt. „Czerwień”. Ja podeszłam do książki trochę mniej entuzjastycznie niż większość, czytało mi się ją dobrze, widziałam potencjał autorki, ale też nie wszystkie momenty powieści mnie zadowoliły – miałam do niej kilka ‘ale’. Całą jej recenzję możecie przeczytać tu – klik! Niemniej jednak od razu założyłam, że drugą część też przeczytam, choćby po to by sprawdzić czy zadowala mnie bardziej czy mniej niż część pierwsza – to właśnie drugi tom miał ugruntować moje zdanie o książkach autorki. Już opis zapowiadał się dobrze – tym razem sprawa toczy się na kaszubskiej wsi. Jednak czy osadzenie akcji w ciekawym, klimatycznym miejscu wystarczy by mnie w pełni zadowolić?

Historia opisana w „Czerni” toczy się kilka miesięcy po sprawie z „Czerwieni”. Prokurator Bilski ciągle nie całkiem poradził sobie z przeżyciami, jaki towarzyszyły mu podczas finału dochodzenia. Nie pomaga mu też fakt, że po krótkim urlopie został przeniesiony z Sopotu do Kartuz, spokojnie miejscowości, w której praktycznie nic się nie dzieje…
W tym samym czasie w Sopocie asesor Anna Górska, która wcześniej współpracowała z Bilskim, dostaje sprawę zaginięcia 13letniej dziewczynki. Policja nadała jej niski priorytet, dziewczynka już wcześniej nie wracała na noc do domu. Anna jednak od początku czuje, że za sprawą kryje się coś więcej. Gdy dowiaduje się, że zaginiona często odwiedzała babcię w Kartuzach, prosi Bilskiego o pomoc. Po kilku dniach i w Kartuzach dochodzi do zaginięcia dziecka – tym razem jest to kilkuletni syn pisarki, która dopiero co wróciła w rodzinne strony po długim pobycie w USA. Dzieci na pierwszy rzut oka nic nie łączy, więc czy to tylko zbieg okoliczności, że ta dwójka zaginęła w przeciągu jednego tygodnia?
„Na płaszczyźnie przestępczej nie istnieją przypadki, są jedynie tropy kształtujące mapę zbrodni.”
Książka składa się z wielu krótkich rozdziałów. Akcja powieści toczy się nielinearnie – aktualne wydarzenia w 2014 roku przecinają się z wydarzeniami z lat poprzednich sięgając nawet do lat 70tych XX wieku. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, historia przedstawiona jest z wielu punktów widzenia – zarówno Bilskiego, Anny, Julii, jak i porwanych dzieci. Styl powieści jest uważny, narrator zwraca dużą uwagę na szczegóły. Opisuje przeżycia wewnętrzne bohaterów, jak i najbliższe otocznie.

Muszę przyznać, że przeniesienie akcji powieści do Kartuz było strzałem w dziesiątkę. Sama autorka przeprowadziła się w te tereny dwa lata temu, dużo dowiadywała się o historii, spędzała czas na świeżym powietrzu – i to w powieści widać.
„Uwielbiał przyrodę. Nic innego nie dawało mu takiej radości. Siły witalne, energia, odporność. To wszystko jej zasługa. Jak zdrowie szwankuje, to znaczy, że człowiek ma za mało kontaktu z naturą, że w domu za dużo siedzi, przez telewizorem, w internecie. Wystarczy wyjść na dwór, skupić wzrok na detalu, wsłuchać się w świat, chwilę pobyć tu i teraz.”
 Historia toczy się w małej, klimatycznej miejscowości, gdzie bliskość natury koi zszarpane nerwy bohaterów, a dawne wierzenia mieszkańców przeplatają się z mocno osadzoną religią chrześcijańską. Bardzo się cieszę, że autorka sięgnęła do tych tradycji, wykorzystała je, by zbudować na nich własną opowieść. Bardzo lubię takie zabiegi, podoba mi się, jak historia czerpie z prawdziwych wierzeń i mitów, a i uwielbiam kryminały osadzone w małych, klimatycznych miejscowościach, gdzie zbrodnia wzbudza dużo intensywniejsze odczucia niż w wielkich miastach.
„Życie zgodnie z naturą. Spokój. To najbardziej cenił w Kaszubach. Blisko wielkich miast, ale jednak na uboczu – wokół lasy, jeziora, dzikie zwierzęta.Wziął głęboki wdech i powoli wypuścił powietrze z płuc. Tu nawet oddychało się inaczej. Powietrze czyściutkie, pełne jodu znad morza.”
Co do samej zbrodni, to temat zdecydowanie nie należy do łatwych. Kiedy w fabułę wciągnięte zostają dzieci, wykorzystana zostaje ich naiwność, a niewinność bezpowrotnie odebrana, powieść odbiera się dużo mocniej niż kiedy sprawa dotyczy tylko dorosłych. Zbrodnie na dzieciach to czyn najpotworniejszy ze wszystkich, a tutaj cały problem przedstawiony jest z dużym wyczuciem, bardzo przejmująco, choć całkiem rzeczowo.
Oprócz samej zbrodni pojawia się tu też problem pedofilii i wykorzystywania seksualnego dzieci, przymykania na to oka przez otoczenie, wiara w dorosły autorytet, a nie wymysły dzieci. Wydarzenia z powieści na pewno uwrażliwiają czytelników na ten problem, uświadamiają, że takie coś może dziać się wszędzie, trzeba zwracać na to uwagę, trzeba zauważać i nie bagatelizować dzieci, nawet tych z wybujałą wyobraźnią.
„Czy naiwność stanowiła wystarczające usprawiedliwienie?”
Na koniec warto też wspomnieć o bohaterach. Tak jak w pierwszym tomie Bilski wydawał mi się trochę nijaki, tak tutaj zdecydowanie się rozwinął – teraz jest mężczyzną po przejściach, który nie do końca poradził sobie z traumatycznymi przeżyciami, nie wie co zrobić z własnym życiem, jest mocno zagubiony. Nie wpływa to jednak na jego styl prowadzenia śledztwa – dalej wyrywa się przed policjantów, dalej jest na pierwszej linii ognia. Ma żelazne zasady i praktyczne podejście. Tylko co z tego, kiedy wracając do brzydkiego wynajętego mieszkania nie widzi sensu własnego życia?
„Prokuratora Kartuzy brzmiało jak ponury żart. Wcześniej, gdy się legitymował, pęczniał z dumy. Wystawiał asa z rękawa. Rozmówcy bieleli na twarzy. Wygrywał rozdanie. Teraz poczuł, jakby sam zdzielił siebie w twarz.”
Anna za to całkiem inaczej radzi sobie z traumą – całkowicie zatraca się w pracy, prze do przodu, poświęca życie prywatne dla życia zawodowego. Jest mocno skupiona na każdym kolejnym zadaniu, wykonuje je w dwustu procentach. Muszę przyznać, że tych dwóch bohaterów zdecydowanie bardziej polubiłam, kiedy ich drogi zostały rozdzielone. Dopiero teraz obydwoje zyskali konkretne charaktery.
Fajną postacią jest też Julia, pisarka, która właśnie wróciła z USA do rodzinnej miejscowości. Bardzo lubię, kiedy fabuła kręci się wokół pisarzy, to dla mnie zawsze dodatkowy atut. Julia nie miała łatwego życia, jej dzieciństwo nie było usłane różami – nie zdradzam nic więcej, bo to postać, której przeszłość odkrywamy we fragmentach z dawnych lat. Powiem jedynie, że jest to postać złożona, niejednoznaczna i głęboka.

Mogłabym pewnie jeszcze dalej zachwycać się nad powieścią, jednak myślę, że tyle wystarczy, by przekonać Was do sięgnięcia po lekturę i wyrobienia sobie własnego zdania na jej temat. Jeśli jednak lubicie ciekawe postacie z mroczną przeszłością, akcję, której początki osadzone są w dawnych czasach, a także klimat małych miasteczek żyjących w zgodzie z naturą i dawnymi wierzeniami to gwarantuję, że będziecie zadowoleni! Ja naprawdę jestem tym tomem bardzo pozytywnie zaskoczona i teraz już bezsprzecznie z ogromnym entuzjazmem czekam na tom trzeci!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B.!


czerwca 01, 2020

"Opowieść podręcznej" Margaret Atwood

"Opowieść podręcznej" Margaret Atwood

Autor: Margaret Atwood
Tytuł: Opowieść podręcznej
Cykl: Opowieść podręcznej, tom 1
Tłumaczenie: Zofia Uhrynowska - Hanasz
Data premiery: 17.04.2017
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 368
Gatunek: literatura piękna - antyutopia

Wszyscy dobrze wiemy, że Margaret Atwood wielką pisarką jest. Pochodzi z Kanady, często sięga po tematykę feministyczną. Jest również poetką, krytyczką literacką oraz aktywistką ekologiczną i społeczną. Bez dwóch zdań jej najbardziej znaną powieścią jest „Opowieść podręcznej”. Oryginalnie wydana została w 1985, rok później została jej przyznana nagroda Bookera. W 1990 roku książka została zekranizowana, a dwa lata później po raz pierwszy ukazała się w Polsce. Wznawiana kilka razy, ostatnio zrobiło się o niej głośno ponownie w 2017 roku przy okazji premiery serialu powstałego na jej podstawie. Teraz w 2020 roku książka została wznowiona ponownie przy okazji premiery drugiego tomu opowieści pt. „Testamenty”.
Ja „Opowieść podręcznej” poznałam 3 lata temu właśnie dzięki serialowi. Od razu wskoczył na listę moich ulubionych ekranizacji na małym ekranie, uważam go za jeden z najlepiej zrealizowanych seriali ostatnich lat. W sumie od końca pierwszego sezonu chciałam zapoznać się również z książką – w końcu to oryginał historii. Jednak dopiero teraz, gdy przez pandemię premiera kolejnego sezonu została przesunięta, moja tęsknota za tym światem była tak duża, że zmusiła mnie do nadrobienia czytelniczych zaległości. Cieszę się, że w końcu udało mi się z książką zapoznać, chociaż od razu muszę przyznać, że podczas lektury czułam naprawdę ogromny smutek – ponurość tego świata stworzonego przez Marwood w serialu jakoś mniej jest odczuwalna. To jednak świadczy o tym, jak bardzo jest to dobra literatura, jak świetnie, ale i przerażająco zbudowana wizja świata.

„Opowieść podręcznej” to antyutopia. Rzecz dzieje się chyba gdzieś w latach 90tych XX wieku, może trochę później, nie jest to dokładnie określone, na terenie USA – teraz, po krwawym przewrocie władzy, powstała tam Republika Gileadu – miejsce, w którym opacznie rozumie się Biblię, miejsce fanatyków religijnych, gdzie pozycja życiowa kobiety została zdegradowana – teraz kobiety nie mają żadnej władzy, są podległe mężczyznom, mężom. Nie mogą czytać, nie mogą pisać, nie mogą działać społecznie czy pracować zawodowo – ich funkcja ogranicza się do utrzymywaniu domu, wspieraniu męża i wychowywaniu potomstwa. Dla tych, którzy nie są w stanie tego zrobić, a mają wysoką pozycję społeczną, powstał osobny gatunek człowieka – Podręczna – kobieta, która nie zasłużyła na miano kobiety, jej jedynym zadaniem jest rozmnażanie. Pozbawiona wszelkich praw, co miesiąc gwałcona przez swojego właściciela, co jest oczywiście zgodne z prawem – w końcu Podręczna ma urodzić dziecko dla Komendanta i jego Żony. Są to kobiety, które w dawnym życiu żyły bez ślubu, lub w drugim małżeństwie, które miały już dzieci, więc są zdolne do poczęcia i utrzymania ciąży. Najpierw są szkolone w Czerwonym Centrum, później trafiają na dwa lata do domu któregoś z Komendantów, by później znowu przenieść się do kolejnego. Pozbawione wszystkiego, nawet własnego imienia. Jedyne co im pozostało to wspomnienia i nadzieja, że kiedyś rządy tych fanatyków zostaną obalone… Jednak czy wydarzy się to za ich życia? Czy to w ogóle jeszcze możliwe?
„Już teraz nie istnieje nic takiego jak bezpłodny mężczyzna, w każdym razie oficjalnie. Płodne i bezpłodne mogą być tylko kobiety, tak stanowią przepisy.”
Książka podzielona jest na kilka tytułowanych części. W całości składa się z 46 rozdziałów. Całość zamyka ‘komentarz historyczny do Opowieści podręcznej’ toczący się w 2195 roku podczas sympozjum zjazdu historycznego. Historia przedstawiona jest z punktu widzenia Podręcznej, Fredy (imię powstałe od imienia jej ówczesnego Komendanta).  Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, aktualne wydarzenia jej życia przeplatają się ze wspomnieniami z życia przed powstaniem Gileadu oraz z czasów szkolenia w Czerwonym Centrum. Poznajemy dokładnie myśli kobiety, to bardzo osobisty pamiętnik.

Ogromne wrażenie zrobił na mnie świat wymyślony przez pisarkę. Jest pełny, kompletny, każda dziedzina życia została nim objęta, każda kwestia dokładnie przemyślana. Każdy człowiek w tym świecie ma nową funkcję, granice w których może się poruszać. Ich funkcjonowanie zostało dokładnie określone i każde ma swoje uzasadnienie i skądś pochodzi. Już sam pomysł, by pozycję kobiet wyróżniać kolorem stroju jest niby prosty, ale jednak oryginalny - a to dopiero sam początek.
„… będziemy to robić powoli, ostrożnie.
Gdybym sobie pomyślałam, że to się już nigdy nie powtórzy, tobym chyba umarła.Ale to właściwie bez sensu, nikt nie umiera z braku seksu. Umiera się z braku miłości. Tu nie ma nikogo, kogo mogłabym kochać – wszyscy albo nie żyją, albo są gdzieś daleko. Kto wie, gdzie są albo jak się teraz nazywają? Mogą być równie dobrze nigdzie, tak jak ja dla nich. I ja należę do osób zaginionych.”
Wizja świata przedstawionego w książce jest przerażająca. To świat stworzony przez fanatyków religijnych, którzy nastawieni tylko na jeden cel dążą do niego po przysłowiowych trupach. Każdy fanatyzm nieprzystopowany w porę prowadzi do tragedii, mamy tego przykłady w historii. Tu sprawa poszła o wiele dalej, jednak jeśli dłużej się nad tym zastanowić, nie jest to takie nieprawdopodobne. Są społeczności, sekty żyjące w taki czy inny sposób, więc dlaczego nie rozciągnąć tego na całe państwo? Szczególnie jeśli warstwa militarna i policyjna jest dobrze, solidnie zbudowana.
„Powrót do wartości tradycyjnych. Nie marnotraw, nie pożądaj. Ja się nie marnuję; dlaczego jeszcze czegoś pożądam?”
To co najbardziej uderzyło mnie w tej książce, to przestroga jaką ze sobą niesie – trzeba reagować w porę, nie można być obojętnym, myśleć, że to co dzieje się na świecie nas nie dotyczy. Każde słowo, wypowiedziane w odpowiednio wczesnym momencie coś znaczy, nie wolno godzić się na niesprawiedliwość i akceptować czy przymykać oko na chore argumenty. Te przesłanie uderza we mnie teraz tym mocniej, że w naszym państwie aktualnie też nie dzieje się dobrze, rząd, partia rządząca pozwala sobie na coraz więcej i więcej, momentami łamiąc konstytucję. Jak długo mamy to znosić? Czy nie jest już za późno na reakcję? Tylko komu się chce? Nie lepiej poczekać, przecież to nie dotyczy nas bezpośrednio? Może samo przejdzie? No cóż, w Gileadzie nie przeszło. Może warto wyciągnąć wnioski?

Jak wspomniałam, w książce panuje poczucie przeogromnego smutku. Narratorka, Freda pamięta swoje życie przed Gilead, ma porównanie. Teraz jej dzień polega na istnieniu, największa atrakcja to spacer na zakupy. Wszystko, prócz możliwości istnienia zostało je odebrane. Jak żyć w takiej formie? Część kobiet nie wytrzymuje, popełnia samobójstwo. Fredę utrzymują przy życiu wspomnienia, nadzieja, że jej rodzina gdzieś jednak żyje i że przecież takie pogwałcenia praw ludzkich musi się kiedyś skończyć.
„Zdarzają mi się te nawroty przeszłości, jak omdlenia, jak fala przelewająca się przez moją głowę. Czasem jest to trudne do zniesienia. Co robić, co robić – zastanawiałam się. Nic się nie do zrobić. Czekać i stać, przecie to też służba.”
Sama jednak boi się dokonać istotnych zmian, woli się dostosować, przeczekać. Przecież może samo kiedyś coś się zmieni, lepiej nie ryzykować. Swoja drogą Freda miała dużo przykładów jak ryzyko się kończy, więc to też nie jest jednoznacznie tchórzliwe zachowanie. Ciężko oceniać, ale jeszcze ciężej obserwować jej egzystowanie, życie sprowadzone do jednej funkcji.
„Nie wszystko, w co wierzę, może być prawdą, choć z pewnością jedna z tych rzeczy musi. Ale ja wierzę we wszystkie trzy wersje losu Łukasza jednocześnie. Ta metoda wierzenia w wykluczające się nawzajem możliwości wydaje mi się, właśnie teraz, jedynym sposobem na to, żeby uwierzyć w cokolwiek. Obojętne, jaka okaże się prawda jestem na nią przygotowana.To też jedno z tych moich wierzeń. Ale i ono może się nie potwierdzić.”
Ogólnie książka robi naprawdę duże wrażenie. Podziwiam autorkę za ogrom pracy jaki musiała włożyć w wymyślenie całego świata. Wszystko jest tu dokładnie przemyślane, wszystko ma swoje miejsce, funkcję i uzasadnienie. Przemyślenia Fredy są wstrząsające, przepełnione przeogromnym smutkiem. Przesłanie książki jest mocne, dające do myślenia, budzi chęć i motywację do działania, do niezgadzania się na najmniejsze przejawy ograniczeń wolności. Co zadziwiające, książka powstała w 80 latach XX wieku, a nadal jest przerażająco aktualna.

Moja ocena: 8,5/10

Książkę odebrałam za punkty w portalu czytampierwszy.pl
Numer akredytacji 04/05/2020


czerwca 01, 2020

"Operator 112. Relacja z centrum ratowania życia" Roman Klasa

"Operator 112. Relacja z centrum ratowania życia" Roman Klasa

Autor: Roman Klasa
Tytuł: Operator 112. Relacja z centrum ratowania życia
Data premiery: 15.04.2020
Wydawnictwo: Mova
Liczba stron: 264
Gatunek: literatura faktu/reportaż

Czasami lubię sięgnąć po książki opowiadające o różnych zawodach. Nie czytam ich często, ale jak już się na nie decyduję, to chcę się dowiedzieć jak najwięcej, wynieść dużo z lektury, zrozumieć ludzi decydujących się na taką a nie inną ścieżkę kariery i zaobserwować jak przez to zmieniło się ich życie. „Operator 112” Romana Klasy od początku mnie ciekawił – w końcu człowiek odbierający telefon alarmowy musi radzić sobie z ogromem emocji nie tylko swoich, ale i, a może przede wszystkim, dzwoniących, ludzkimi tragediami – przecież ten numer wybiera się najczęściej w najgorszych chwilach życia. Mówi się, że operator takiego telefonu średnio wytrzymuje w pracy rok – dwa. Roman wytrzymał ponad sześć. Jego zdanie tym bardziej jest istotne, ponieważ był na tym miejscu praktycznie od początku – od 2012 roku, kiedy takie stanowisko pracy zostało wprowadzone przez wymogi Unii Europejskiej.

Książka „Operator 112” to dosyć prywatna relacja autora. Opowiada w niej nie tylko o tym jak wygląda taka praca, czy o najciekawszych zgłoszeniach jakie w swojej karierze odebrał. Roman przedstawia nam całą swoją ścieżkę, która doprowadziła go do podjęcia tej pracy oraz co stało się z nim po złożeniu wypowiedzenia. Doradza też jak postępować w razie, gdy przyjdzie konieczność zwrócenia się pod ten numer.
„Powoli zaczęło do mnie docierać, że zgłoszenia, które odbieram, dotyczą nas wszystkich, Że nie są to odrealnione przypadki, tylko rzeczywiste sytuacje, które gdzieś komuś się przytrafiły – i równie dobrze mogą się przytrafić mnie.”
Główna część książki podzielona jest na trzy części: przed pracą, gdzie autor nam się przedstawia i pokrótce opisuje swoją drogę edukacji, w pracy – od rekrutacji na stanowisko operatora 112 aż po decyzję o odejściu, oraz po pracy – jak teraz odnajduje się w rzeczywistości. Całość otwiera wstęp i wprowadzenie, zamyka zakończenie i krótka instrukcja jak rozmawiać z operatorem numeru 112. Książka spisana jest jako wyznania autora, często skupia się na jego odczuciach.
„…ta książka to nie tylko relacja z pracy operatora numeru 112, ale przede wszystkim opowieść o nas, ludziach, i o naszej codzienności. O polityce, edukacji, trudach i urokach rodzicielstwa i o naszej kruchej psychice.”
Operator 112 to zawód, o którym mówi się mało. Społeczeństwo nie wie jak bardzo jest niedoceniany, jak niskie są zarobki, jak dużo operatorzy muszą pracować. Autor wszystkie te bolączki systemu obnaża. Nie mogę zrozumieć np. dlaczego dyżury są dwunastogodzinne? Przecież kto normalny po 12 godzinach ciągłego odbierania telefonów jest w stanie logicznie myśleć, już nie mówiąc o udzieleniu szybkiej i skutecznej pomocy? To samo z pensją – to zawód, który naprawdę wymaga stalowych nerwów i ogromnego emocjonalnego poświęcenia. To jeden z tych, które mają ogromny wpływ na psychikę, które wyciskają ludzi jak gąbki. I co? Za kwotę minimalnego wynagrodzenia? Naprawdę?! Dla mnie to kpina, ale to chyba na porządku dziennym w naszym kraju. Autor często wspomina, że przez swój długi staż pracy starał się coś zmienić, rozmawiał z kierownictwem, ministrami, a i tak jego uwagi zostały kompletnie zignorowane. I jak system udzielania pomocy ma w takich warunkach sprawnie działać? Jak mają się do tej pracy zgłaszać ludzie odpowiedzialni i zdolni do logicznego, chłodnego podejmowania decyzji? W końcu sama chęć czynienia dobra, przyłożenia ręki do niesienia innym pomocy nie wykarmi rodziny, nie zapewni pracownikom spokoju, równowagi psychicznej. Tylko to przecież nie jedyny tak niedoceniany zawód, prawda? Nie wyobrażam sobie, co musiałoby się stać, by całe podejdzie polskiego rządu się zmieniło. Nie wiem czy jest nadzieja na poprawę, coraz mniej w to wierzę, a takie książki tym bardziej mnie w tej niewierze umacniają.

Podejrzewam, że część czytelników sięgnie po tę książkę w nadziei na anegdotki z najdziwniejszych telefonów – zawsze znajdą się czytelnicy, którzy chcą samych ciekawostek. I owszem, autor przytacza tu kilka różnych rozmów, jakie było mu dane przeprowadzić, jednak nie jest to esencja książki, a raczej dodatek.
„Najgorsze zawsze były głuche głosy, pozbawione jakiejkolwiek nadziei, odarte z sensu życia. (…) Bez słów dało się usłyszeć, jak człowiek pęka, jak łamie mu się serce. Największy ból jest cichy. Zawsze bałem się tych cichych telefonów.”
Wiem, że zawód operatora tego numeru musi być wyczerpujący. Ja nigdy bym się na takie coś nie zdecydowała – brakuje mi takich cech charakteru jak szybkość w podejmowaniu decyzji, zachowanie zimnej krwi w sytuacjach kryzysowych. Zdaję sobie sprawę jak wiele trudnych rozmów, trudnych zgłoszeń operatorzy muszą przeprowadzić. Za to nie zdawałam sobie sprawy z jakimi idiotyzmami ludzie też dzwonią pod taki numer. Jak dużo jest głuchych telefonów, pomyłkowego wybrania numeru – każde przecież takie połączenie blokuje linię, blokuje telefon, blokuje ratunek, którego ktoś inny faktycznie może potrzebować. Dobrze też było dowiedzieć się historii powstania tego zawodu w Polsce, jak to wszystko funkcjonowało na początku, jakie były i są problemy. To były ciekawe informacje, które właśnie chciałam w tej książce znaleźć.
„… siedem na dziesięć telefonów kierowanych na numery alarmowe jest niezasadnych., Na 1000 odebranych połączeń niemal 700 nie wymaga interwencji służb. Taki filtr w postaci operatorów wydaje się więc doskonałym rozwiązaniem, prawda? Obywatel zadowolony, służby zadowolone, a operator? Może nie zadowolony, ale na pewno przeświadczony, że robi coś znaczącego i potrzebnego.”
Nie podobało mi się jednak podejście autora do czytelnika. Rozumiem, że w swojej pracy spotkał się z ogromem ludzkiej głupoty, nie uzasadnia to jednak traktowania czytelnika jak idioty, kogoś gorszego od autora, a właśnie przez połowę lektury takie miałam odczucia. Nie lepiej uprzejmie zwrócić się do czytelnika, by może przy okazji uświadomił swoją rodzinę, przyjaciół jak ciężka to praca? By powiedzieć większemu gronu o tej książce? Zamiast tego autor postawił granicę ‘ja’ – ‘wy i wasze rodziny’ wrzucając nas wszystkich do jednego worka razem z tymi, którzy stroją sobie żarty z operatorów, marginesu społecznego czy największych egoistów świata. Ja, po pierwsze nigdy nie dzwoniłam pod 112, a po drugie nie uważam się za głupszą od autora, więc nie chcę też być tak traktowana.
Poza tym autor bardzo dużo nienawidzi, brzydzi się i stosuje tym podobne określenie, a jednocześnie podkreśla jaki jest mądry, inteligentny i jak dobrze potrafi spojrzeć na wszystko obiektywnie. Trochę dla mnie tu za dużo pychy, za mało pokory. Może książka powstała za szybko, może autor jest ciągle jeszcze za bardzo rozgoryczony tym przez co przeszedł przez te sześć lat? Nie wiem, z jednej strony czuję, że nie powinnam oceniać, bo przecież autor musiał naprawdę dużo przejść, ta praca musi być naprawdę jedną z najbardziej wykańczających psychicznie prac świata, ale z drugiej strony jednak czytając tą książkę, oddając ją w ręce czytelnika, dostaję pozwolenie na wyniesienie własnych odczuć z lektury, prawda? Nic na to nie poradzę, że podejście autora trochę utrudniło mi jej odbiór.
„Wiem ile tragedii wydarzyło się tej nocy, i nie czuję się bezpieczny, wychodząc na ulicę. Świadomość waży o wiele więcej, niż myślałem.”
Podsumowując, na pewno wiele się z tej książki dowiedziałam. Wiem jak wygląda biurokracja w tym zawodzie, jakie podejście mają do niego rząd, kierownictwo i media, wiem jak wygląda dzień takiego operatora. Dobrze było się też dowiedzieć jak wyglądało to wszystko na przestrzeni lat. To na pewno są tematy, o których chciałam czytać. Nie podobało mi się jednak przeświadczenie autora o jego górowaniu nad czytelnikiem – w końcu po taką książkę raczej nie sięgną osoby, które wydzwaniają na 112 dla żartów czy w pijackich uniesieniach, a raczej ci, którzy już teraz doceniają ten zawód i trud jaki operatorzy ponoszą na codziennych dyżurach.

Moja ocena: 7/10

Książkę odebrałam za punkty w portalu czytampierwszy.pl
Numer akredytacji 04/05/2020

maja 31, 2020

Book tour z "Póki żyjemy"!

Book tour z "Póki żyjemy"!

31 marca, czyli dokładnie dwa miesiące temu, swoją premierę miała książka „Póki żyjemy” Very Eikon, którą miałam przyjemność objąć swoim patronatem. Jest to czwarty tom cyklu „Między prawami”, który autorka wydała w ramach self-publishingu, a którego 3 pierwsze tomy zostały ponownie wydane w zeszłym roku przez Filię. Ja cały cykl uwielbiam, to kawał dobrego kryminału. Trzy pierwsze tomy przerobiłam w formie audiobooków, ostatni czytałam i recenzowałam przedpremierowo (recenzja – klik!). Nie rozumiem tylko dlaczego o tym cyklu jest tak cicho, więc dzisiaj wyciągam do Was rękę – zaczynamy Book tour z „Póki żyjemy”! Dla tych, którzy nie czytali poprzednich tomów przygotowałam małą ściągawkę (klik!) – tak by nie czuli się zagubieni w fabule, ale nie na tyle szczegółową, żeby później nie można było nadrobić części wcześniejszych 😊

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB w swoim poście. Będzie mi też bardzo miło jeśli wykorzystacie któryś z hastagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.


Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.com.  Kolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w okolicy wtorku, środy.

Książka ruszy w podróż prawdopodobnie właśnie w środę 3 czerwca, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach – przecież warto dzielić się dobrą książką, prawda? 😉 Wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB.


Myślę, że to wszystko co trzeba było ogłosić, w razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury! 


Lista uczestników:
1. @lexyogechi opinia - klik!
2. @anniapk opinia - klik!
3. @lajla8888 opinia - klik!
4. @effka.be opinia - klik!
5.@booki_zrywac opinia - klik!
6. @zaczytana_kasiaa opinia - klik!
7. @annadyczko opinia - klik!

maja 30, 2020

"Przez" Zośka Papużanka

"Przez" Zośka Papużanka

Autor: Zośka Papużanka
Tytuł: Przez
Data premiery: 15.04.2020
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 296
Gatunek: literatura piękna

Zośka Papużanka. Dlaczego ja wcześniej o tej pani nie słyszałam?
Autorka na swoim koncie ma 3 powieści oraz zbiór opowiadań. Debiutowała w 2012 roku książką „Szopka”, która zdobyła duże uznanie i przyniosła Papużance nominację do Literackiej Nagrody Nike oraz Paszportów Polityki. Jej druga powieści również zyskała wyróżnienia, uznania i nagrody. Rok temu autorka dostała dwa poważne literackie stypendia. Publikowała artykuły w kilku czasopismach oraz współpracowała z kilkoma teatrami. Na co dzień uczy języka polskiego.
„Nie żeby się nie wiedziało, skoro się wie, ale reguły można sobie zapisać, pisanie reguł jest wartościowe samo w sobie, jest planem godnym prawdziwego stoika, zajęciem mistrzowskim, rytuałem powinności.”
„Przez” to historia fotografa. Mężczyzny, który po 5 latach wraca nie do żony, a obok, by nie być, a obserwować. Wynajmuje mieszkanie naprzeciw, nie wychodzi z domu, zakupy zamawia przez internat, nie wywiesza prania na balkonie. Przynosi aparat i statyw, stawia przy oknie i patrzy. I pstryka zdjęcia, chwyta ulotne chwile, obrazy, które mają coś znaczyć. Tylko co? Po co wrócił? Co chce osiągnąć? I dlaczego odszedł?
„Wyjmuje z torby aparat, podziwiając jego ciężar, choć dobrze go zna, ale wciąż podziwia, jak wszystkie rzeczy, które podziwiać należy, gdyż są od człowieka lepsze, a mimo to mu służą. Aparat widzi więcej niż człowiek. Więcej, szczerzej i głębiej. Potrzebuje tylko czasu i stabilizacji, jak człowiek, ale dokładniej. Bez pośpiechu.”
Książka podzielona jest na dni. I to chyba wszystko, w czym podobna jest do innych książek. Styl powieści jest niesamowity. Czytaliście kiedyś książkę pisaną jednym ciągiem, bez wyróżnionych dialogów? W tej książce nie ma ani jednego. To jakby strumień świadomości, narrator opisuje co widzi, co myśli i słyszy bohater, do jakich wspomnień wraca. Robi to wszystko z największym szacunkiem do słowa. Tu właśnie ono odrywa rolę największą. Każde słowo jest przemyślane, dobrane idealnie i znaczące. Układają się w długie zdania, które zachwycają oryginalnością i głębią. Książka budzi niesamowitą ilość emocji, jest mądra, chwilami dosadna, chwilami całkiem zabawna. O tym jak wielkie zrobiła na mnie wrażenie może zaświadczyć ilość wypisanych cytatów i fakt, że w chwilach przerwy do lektury, mój mózg dalej wirował, formułował zdania podobne do tych z książki… Ciężko uwolnić się spod jej czaru.
„Zawsze dziwił się ludzkiej niecierpliwości, pośpiechowi i zegarom, na które się patrzy, by za minutę patrzeć ponownie. Zdumiewało go sprawdzanie godziny w telefonach komórkowych; nie wierzył, że przez patrzenie można rzeczywiście zapamiętać, która jest godzina, i po co zapamiętywać, skoro za chwilę będzie inna. Życie trzeba żyć powoli.”
Ciężko omówić jest tego typu powieść. Wiem, że choćbym nie wiem jak bardzo się starała, to nie dam rady przekazać nawet części tego, co ta książka ze sobą niesie, co znaczy, o czym opowiada, jakie tematy porusza. Ale spróbować trzeba, prawda?
„Za to w książce powinna być akcja, bo jeśli nie ma, najwięksi nudziarze, krytykujący książki za to, czego w nich nie ma, i pasący się cudzym winem podczas literackich bankietów, krzyczą, że dlaczego nie ma akcji. No dlaczego. A potem Bookera dostaje książka, w której nic się nie dzieje. No dlaczego miałoby się dziać. Bardzo łatwo napisać, że coś się dzieje. A jeśli on leży już drugą godzinę, patrzy w sufit i wyobraża sobie, że jest wielką śrubą, panem czasu i właśnie go zlikwidował i nadal jest siódma rano pięć lat temu, to jak o nim pisać. Zatrzymuje czas, który chciał płynąć bez jego zgody, zmieniać coś bez przyzwolenia na zmiany. Zamyka czas, jak zamyka się śluzę rzeki, żeby była ta sama i żeby można do niech wchodzić, ile razy się chce.”
„Przez” to historia inna niż wszystkie. Akcji tu prawie nie ma, bohater siedzi w domu i obserwuje. Podczas tej czynności jednak rozmyśla, wraca wspomnieniami do dawnych czasów. I tak poznajemy jego historię. A w zasadzie historię jego i jego żony, którą teraz obserwuje zza firanki. To opowieść o początkach znajomości, o małżeństwie i jego rozpadzie. O tym, jak bardzo można stłamsić innego człowieka.
„Nigdy nie narzucał jej własnego zdania, ale nie zostawiał miejsca na jakiekolwiek inne.”
O braku umiejętności dostosowania się do innych, o niezrozumieniu, o narzucaniu własnego zdania. O poczuciu wyższości.
„To tylko mały ludzik, ale gdy śpi, śni mu się, że jest wielkim klockowym konstruktorem i buduje klockowy świat wyłącznie według swoich planów i na własnych warunkach.”
To opowieść przedstawiona oczami człowieka oderwanego od rzeczywistości, zaburzonego, który sam chyba nie wie czego chce, a może w głębi wie, tylko nie potrafi.
„Od początku, od kiedy wyjechałem, chciałem wrócić, ale nie do niej. Patrzeć na nią, ale z nią nie być. Widzieć ją, nie będąc widzianym, jakby to ona była bohaterką książka, która się pisze, nie umiem pisać książek, umiem tylko robić zdjęcia, a to znacznie trudniejsze, bo nie ma czasu, trzeba być przygotowanym na chwilę, to jak cios, przed którym trzeba zrobić unik.”
To opowieść pełna mądrych spostrzeżeń. Odnośnie świata, czasu, życia, dorosłości, pracy, książek.
„I właściwie po co, wtrąca się redaktor książki, po co pan to robi, no bo już sto dwadzieścia stron i nic się nie dzieje, kiedy się coś będzie działo, teraz są modne kryminały, tak się dzieje i dzieje, proszę, żeby się pan nie nastawiał, że książka, w której się nic nie dzieje, może się dobrze sprzedać.”
To historia smutna, o człowieku, który nie umie się w życie wpasować. Jego relacja z żoną jest dziwna, ale zarazem bardzo realna, prawdopodobna. Zakończenie jest dosadne, mocne, choć niedopowiedziane.

Czytelnik i narrator spoglądają na wszystko okiem fotografa. Książka jest uważna, narrator zwraca uwagę na szczegóły, które ciężko dostrzec gołym okiem. To wgląd w duszę fotografa, jego spojrzenie na świat, jego spojrzenie przez. Czy można żyć patrząc przez? Chyba nie, tylko obserwować.
„Nie gniewaj się, naoglądałaś się filmów, rozbierana sesja, a potem modelka i fotograf obowiązkowo idą do łóżka, tak? Nikt normalny się nie podnieca w trakcie robienia zdjęć, przecież to jest praca, przestań. Ja nie umiem patrzeć na ciebie tak, nie umiem teraz, patrzę przez, żeby było tak, jak chcesz, trzeba potrzeć bezpośrednio. Właśnie, powiedziała, właśnie.”
Jeszcze raz to powtórzę: „Przez” to książka inna niż wszystkie. Ciężko o niej pisać, bo wzbudza kołowrotek myśli, a zarazem niemożność ich wysłowienia. To opowieść smutna, choć nie pozbawiona humoru, gdzie prym wiedzie miłość do słowa. To książka głęboka, która na pewno na długo ze mną zostanie. Papużanka to nazwisko zdecydowanie warte zapamiętania.

Moja ocena: 9/10

Książkę odebrałam za punkty w portalu czytampierwszy.pl
Numer akredytacji 04/05/2020


maja 30, 2020

"Las i ciemność" Marta Matyszczak - zapowiedź patronacka

"Las i ciemność" Marta Matyszczak - zapowiedź patronacka
Pamiętacie cykl 'Kryminału pod psem' Marty Matyszczak? Kilka miesięcy temu recenzowałam jego dwa ostatnie tomy pt. "Trup w sanatorium" (klik!) oraz "Wypocznij i zgiń" (klik!) - obydwa ogromnie mi się podobały, bawiłam się przy nich doskonale! Przyjemnie jest też czytać książki, gdzie z tomu na tom widać ogromny rozwój autorki. 
Dzisiaj przychodzę do Was z zapowiedzią kolejnego tomu serii, który został objęty moim patronatem! Jestem ogromnie tym zaszczycona, patronować jednej z ulubionych polskich serii kryminalnych to naprawdę dla mnie duże przeżycie :) "Las i ciemność" to ósmy tom cyklu - jego premiera zapowiedziana jest na 1 lipca. Książka, tak jak cała seria, ukaże się nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego.


Szymon Solański i Róża Kwiatkowska biorą ślub! Uroczystość ma się odbyć w Płaskiej, w samym sercu Puszczy Augustowskiej. A jednak zamiast weselnych dzwonów zabrzmią tam policyjne syreny… W śluzie na Kanale Augustowskim zostaje znalezione ciało mężczyzny. Detektyw Solański, z pomocą nieodłącznego kundelka Gucia, musi prędko wykryć zabójcę, by móc w spokoju stanąć na ślubnym kobiercu.Tymczasem Róża wspomina swoje pechowe wakacje sprzed lat. Spędziła je właśnie tutaj. Na jaw wychodzi mroczna przeszłość dziennikarki. Czy budzące grozę wydarzenia z lat dziewięćdziesiątych łączą się ze współczesną tragedią? I co mają z tym wspólnego tajemniczy dom nad jeziorem oraz przydrożny krzyż w lesie?

Miałam już tę przyjemność książkę przeczytać i powiem Wam, że środek zachwyca równie mocno jak okładka! Jest ciekawe, bardzo intrygujące śledztwo, spora dawka humoru oraz piękna chwila wzruszenia :) Obiecuję, że będziecie książką oczarowani - tym mocniej, jeśli znacie poprzednie tomy serii. Jeśli nie, to oczywiście nie powinniście mieć problemów z połapaniem się w temacie - w końcu każdy tom przedstawia osobną zagadkę kryminalną. Niemniej jednak zachęcam do sięgnięcia po cały cykl 'Kryminału pod psem' - tylko tak poznacie dobrze wszystkich bohaterów serii, a nie będę ukrywać, że to bardzo oryginalne jednostki!
Dajcie znać czy znacie serię i czy ten tom Was zaciekawił!

Autor: Marta Matyszczak
Tytuł: Las i ciemność
Cykl: Kryminał pod psem, tom 8
Data premiery: 01.07.2020
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 304
Gatunek: komedia kryminalna

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.


maja 28, 2020

"Grób" Max Czornyj

"Grób" Max Czornyj

Autor: Max Czornyj
Tytuł: Grób
Cykl: Liza Langer i Orest Rembert, tom 2
Data premiery: 12.02.2020
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 400
Gatunek: kryminał/thriller

Max Czornyj to drugi po Mrozie najpłodniejszy polski młody pisarz ostatnich lat. Z wykształcenia prawnik, przez kilka lat praktykował prawo w Polsce i Włoszech, a jesienią 2017 roku zadebiutował na polskim rynku kryminalnym pierwszym tomem cyklu o komisarzu Deryle pt. „Grzech”. W ciągu tych trzech lat cykl rozrósł się do 5 tomów, autor wydał jeszcze 3 osobne powieści oraz 2 z cyklu o komisarz Lizie Langer i profilerze Oreście Rembercie, a także kilka opowiadań do zbioru polskich antologii. Ja do tej pory z jego prozą zapoznawałam się w postaci audiobooków, więc „Grób” to pierwsza książka, z którą spotkałam się w tradycyjnej formie. Muszę przyznać, że nie dosyć, że „Grób” był zdecydowanie lepszy niż „Ślepiec” (recenzja – klik!), to i książkę czytało się rewelacyjnie. To dobry, wciągający kryminał!

Akcja powieści rozpoczyna się przerażającym odkryciem w lesie pod Gdańskiem – podczas wykopywania drzew pod nową autostradę robotnicy przypadkowo odkrywają grób, w którym pochowanych zostało kilka ciał. Na miejscu zjawia się komisarz Liza Langer i Orest Rembert, widok jest makabryczny. Szybko okazuje się, że mimo iż ciała wyglądają na świeże, wcale takie nie muszą być – zostały pochowane w ziemi torfowej, która znakomicie nadaje się do mumifikacji. Zostały prawdopodobnie zakopane w okolicy II wojny światowej – nie są to jednak ofiary wojny, a eksperymentów medycznych jakiegoś szalonego naukowca. Sprawa szybko komplikuje się na tyle, że przełożony Lizy pozwala jej się nią zająć. Jednak tylko pod warunkiem, że w tym czasie zajmuje się też pogróżkami, których ofiarą padł okoliczny przedsiębiorca. Co kryje się za obydwoma sprawami? Do jakich wniosków dojdą Liza i Orest?
„Czas zaciera ślady sprawniej niż mafia.”
Książka składa się z króciutkiego prologu, 78 rozdziałów oraz epilogu. Rozdziały podzielone są na dni śledztwa – w sumie jest ich pięć. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, równocześnie obserwuje poczynania Lizy i Oresta, przedsiębiorcy oraz porwanych kobiet. Styl autora jest lekki, książkę czyta się bardzo dobrze i szybko. Dialogi okraszone są sporą dawką fajnego, trochę uszczypliwego humoru, a opisy zbrodni, jak to zawsze u Czornyja bywa, bardzo makabryczne, zahaczające o turpizm.
„Trupy mi nie przeszkadzają. Są mniej problematyczne niż większość ludzi.”
Akcja powieści jest dynamiczna, bohaterowie nie mają wytchnienia, cały czas coś się dzieje, pojawiają się nowe tropy i odkrycia, które trzeba zbadać. Finał jest zwieńczeniem dynamizmu, nie zaskakuje formą – taką kulminacyjną energiczną sceną kończy się wiele tego typu powieści. Nie uważam tego za minus, ot taki charakter gatunku.

Co do bohaterów, to muszę przyznać, że są dużo bardziej sympatyczniejsi niż w tomie pierwszym. Szczególnie Liza – wyszła już z depresji, więc ‘deszczowy pies’, który tak mnie irytował w „Ślepcu” teraz pojawia się sporadycznie. Bohaterka, mimo że dalej mieszka w przyczepie kempingowej i nie ma w życiu w sumie nic do stracenia, to jednak zrobiła się pogodniejsza – ubiera się bardzo oryginalnie, raczy się pysznymi potrawami. Bardzo mi się ta jej strona podobała.
Oryginalnych zachowań wśród bohaterów jest więcej np. Orest ciągle zamiast kawy raczy się yerbą, a przełożony Lizy wciąga tabakę.
Rembert w tym tomie nie ma za wiele miejsca na popisy profilera, ale dobrze sprawdza się jako partner Lizy. Ich relacja też ulega poprawie, Liza nie jest już tak opryskliwa, więc w ich rozmowach dużo więcej jest sympatii i humoru.
„Stara się grać nieporuszonego naukowca z kijkiem w dupie, ale widać, że ma pełne gacie. Nie wiem tylko, czy z radości, czy żalu. Mówię ci, Oreście, wyglądał jak dziki człowiek, któremu pokazano zapałki. Upadło całe jego wyobrażenie o świecie.”
Jeśli chodzi o wątek kryminalny, to skojarzył mi się trochę z „Wyspą Doktora Moreau”, której opis czytałam kilka dni temu – tutaj ingerencja naukowca nie jest jednak międzygatunkowa, a międzyludzka. Część tego wątku autor również oparł o prawdziwą wyprawę badawczą z okresu II wojny światowej, co na pewno dodaje lekturze smaczku.

Ogólnie książkę czytało mi się bardzo dobrze, historia jest mroczna i interesująca. Autor bardzo zgrabnie łączy makabryczne opisy zbrodni z fajnym humorem w dialogach, a całość okrasza dodatkowo ciekawymi, bacznymi spostrzeżeniami odnośnie świata zastanego. Bohaterowie serii są dużo bardziej znośniejsi niż w tomie pierwszym, a ciekawe wstawki na temat jedzenia, ubioru czy kuchni molekularnej, jaką zajmuje się przedsiębiorca, dodają lekturze charakteru. Książkę przeczytałam praktycznie w jeden dzień i już nie mogę się doczekać kiedy sięgnę po „Klątwę” i „Zjawę” tego autora! Mam też nadzieję, że na kolejne przygody Lizy i Oresta nie będziemy musieli czekać tak długo jak na tom drugi!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Filia Mroczna Strona!

maja 27, 2020

"Zapłacz dla mnie" Piotr Borlik - zapowiedź

"Zapłacz dla mnie" Piotr Borlik - zapowiedź
Czerwiec zapowiada się naprawdę interesująco pod względem czytelniczym! Możliwe nawet, że jeszcze lepiej niż maj! Już za kilka dni, dokładnie 2 czerwca swoją premierę będzie miał najnowszy kryminał Piotra Borlika pt. "Zapłacz dla mnie". Jest to osobna powieść autora, który zasłynął wśród czytelników świetnie przyjętą trylogią o Agacie i Arturze, do której swoją drogą wykupione zostały już prawa do ekranizacji! Moje recenzje wszystkich trzech tomów możecie znaleźć tu: Boska proporcja - klik, Materiał ludzki - klik, Białe kłamstwa - klik. Specjalnie dla fanów bohatera serii Artura Kamińskiego autor stworzył też krótkie opowiadania, które można sobie pobrać za darmo tu - klik. Wszystkie powieści autora ukazały się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka.

Na sopockiej plaży znaleziono ciało brutalnie zamordowanej nastolatki. Z jej łydki wycięto fragment skóry, a pod paznokciami nieżyjącej dziewczyny, uczennicy elitarnego liceum, odkryto naskórek szkolnego kolegi. Chłopak po szybkiej akcji policji trafia do aresztu. Kilka dni później, po dziewiętnastu latach spędzonych w zakładzie karnym, na wolność wychodzi Jakub Ramon, policjant skazany za zabójstwo partnera z patrolu. Zarówno jego proces sprzed niemal dwóch dekad, jak i wcześniejsze zwolnienie warunkowe są owiane tajemnicą. Znikome informacje w gazetach z dawnych czasów i obecny brak zainteresowania tematem mediów każą młodej dziennikarce Aśce Jaworskiej wybadać tę sprawę. Dziewczyna nieświadomie trafia do świata, w którym życie ludzkie jest jedynie towarem. Wbrew ostrzeżeniom, Jaworska coraz głębiej zanurza się w śledztwo i odkrywa powiązania Ramona z morderstwem nastolatki. Tuż po jego zwolnieniu na wolność wychodzi także oskarżony o zabójstwo nastolatek, a sprawą zajmuje się w znany w Trójmieście adwokat kojarzony z półświatkiem. Ambitna dziennikarka jeszcze nie wie, że sama jest tylko pionkiem w rękach ludzi, którzy kryją się w cieniu wydarzeń…

Opis zapowiada kawał dobrego kryminału, prawda? Ja czekam na premierę tym bardziej, bo prócz dobrego wątku kryminalnego autor zapowiedział też, że w książce będzie trochę wstawek kulinarnych, a nawet znajdziemy tam przepis na jedną z potraw, którymi będą raczyć się bohaterowie! Oby tylko składniki nie były bardzo krwawe ;)

Dzięki uprzejmości wydawnictwa mam dla Was już teraz, przedpremierowo, fragment powieści. Wystarczy kliknąć tu - klik!

To co, czekacie na tę powieść równie mocno jak ja? :)


Autor: Piotr Borlik
Tytuł: Zapłacz dla mnie
Data premiery: 02.06.2020
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron:416
Gatunek: kryminał
Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.


Zaproszenie!
W dniu premiery we wtorek 2 czerwca o godzinie 19:30 mam zaszczyt zaprosić Was na wywiad, który z Piotrem Borlikiem przeprowadzi Justyna Mazur.
Transmisja online dostępna będzie na moim fanpage'u na fb (tutaj - klik!)
Równocześnie oglądać będzie ją można na fanpage'u Wydawnictwa Prószyński i S-ka, Inverso.pl, Piąte nie zabijaj oraz CI Polsat.

W związku z tym wydarzeniem wydawnictwo przygotowało świetny konkurs - do wygrania aż 10 egzemplarzy "Zapłacz dla mnie" z autografem autora! Szczegóły tu - klik!


A po premierze książki razem z Wydawnictwem Prószyński i S-ka szykujemy dla Was dużą niespodziankę - zatem bądźcie czujni! Obiecuję, że warto!

To co, jesteście zainteresowani? Spotkamy się na fanpage'u we wtorek? :)

maja 27, 2020

"Prawda i kłamstwa" Caroline Mitchell

"Prawda i kłamstwa" Caroline Mitchell

Autor: Caroline Mitchell
Tytuł: Prawda I kłamstwa
Cykl: detektyw Amy Winter, tom 1
Tłumaczenie: Ewa Wojtczak
Data premiery: 11.02.2020
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller psychologiczny

„Prawda i kłamstwa” to druga powieść Caroline Mitchell, angielskiej pisarki irlandzkiego pochodzenia, która ukazała się na polskim rynku wydawniczym. To również książka otwierająca serię o detektyw Amy Winter. Muszę przyznać, że o ile „Milczącej ofiary” – premiery z roku poprzedniego, jeszcze nie miałam okazji przeczytać, to ten cykl zapowiada się naprawdę interesująco.
Caroline Mitchell zdecydowanie wie o czym pisze – jeszcze kilka lat temu pracowała jako śledcza policyjna. Zajmowała się sprawami związanymi z przemocą domową oraz poważnymi przestępstwami o charakterze seksualnym. Teraz jest już pełnoetatową pisarką, która skrzętnie wykorzystuje wiedzę nabytą w poprzednim zawodzie. Szczerze od razu muszę przyznać, że książka mi się podobała i mam nadzieję, że wydawnictwo zdecyduje się na wydanie jej pozostałych powieści. Na ten moment na angielskim rynku jest ich już trzynaście.

„Prawda i kłamstwa” opowiada o losach Amy Winter, detektyw przewodzącej grupie specjalnej specjalizującej się w rozwiązywaniu zbrodni o dużym rozgłosie medialnym. Chwilę temu kobieta pogrzebała swojego ojca, również policjanta i przeniosła się z powrotem do domu rodzinnego, by wspierać matkę w tych trudnych chwilach. Oprócz przeżywanej żałoby Amy będzie musiała stawić czoła innym wyzwaniom – w pracy ma do poprowadzenia trudne dochodzenie dotyczące zaginięcia 15letniej córki prezenterki telewizyjnej. Prawdziwym wyzwaniem będzie jednak sprawa, w którą zaplątana jest prywatnie. Okazuje się, że Amy jest biologiczną córką „Bestii z Brentwood”, małżeństwa, które wiele lat temu zostało skazane za okrutne morderstwa na kilku młodych dziewczynach… Po tylu latach jej biologiczna matka postanawia nawiązać z Amy kontakt – w jaki celu? Co chce przez to osiągnąć? I jak Amy poradzi sobie ze świadomością, że sama jest córką zimnokrwistych morderców?

Książka składa się z prologu, którym jest krótki artykuł prasowy z 1987 roku o „Bestiach z Brentwood”, 70 krótkich rozdziałów oraz epilogu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, podzielona jest na trzy punkty widzenia: dorosłą Amy, Amy w 1986 roku przed aresztowaniem rodziców oraz porwaną 15letnią Hermione. Styl powieści jest przyjemny, książkę czyta się szybko, łatwo i z dużym zainteresowaniem. Narrator skupia się na emocjach obserwowanych bohaterów, przedstawia dokładnie ich myśli i rozterki.

Mitchell dobrze zbudowała swoje postacie od strony psychologicznej. Postać Amy jest niezwykle ciekawa – to dobra, wychowana w poczuciu sprawiedliwości kobieta, która darzyła swojego ojca naprawdę dużym szacunkiem. Teraz nagle zaczyna walić jej się świat – wracają wspomnienia z dzieciństwa, musi się zmierzyć z tym, skąd pochodzi i rozstrzygnąć czy ważniejsza jest krew czy wychowanie. Boi się też, że ktoś w pracy odkryje jej pochodzenie, tym bardziej że jej biologiczna matka zaczyna ją coraz mocniej osaczać. Lęki i rozterki, z którymi mierzy się bohaterka są przedstawione bardzo realistycznie i ciekawie. Polubiłam tą bohaterkę i bardzo chętnie poczytałabym o jej dalszych losach.
Pomimo mocnej postaci przewodniej, bohaterzy drugoplanowi też wypadają bardzo interesująco. Jest Paddy, policjant, który ma bardzo pogmatwane życie rodzinne i również przechodzi właśnie przez pewne traumatyczne przeżycia. Postać przełożonej Amy również jest dosyć złożona, choć tu, po początkowej sympatii, ostatecznie bardzo ją znielubiłam. Niemniej jednak każdy z bohaterów wywołuje emocje, co oczywiście jest dużym plusem powieści.

Co do samej akcji, to mimo że nie jest specjalnie dynamiczna, wzbudza spore zainteresowanie. Z jednej strony obserwujemy losy porwanej dziewczynki, czujemy jej strach, ale też i determinację, z drugiej cały czas czytelnik zmuszony jest zastanawiać się co knuje biologiczna matka Amy i co ukrywa przed nią jej własna rodzina. Całość wciąga, czyta się naprawdę dobrze. Jedynie zastanawiam się trochę nad ostatnim twistem fabuły – nie jestem pewna czy tu trochę autorka nie przesadziła, może lepiej byłoby dla fabuły, by ten zwrot się nie pojawił?

Warto też wspomnieć o tematach poruszanych w powieści – jest to historia o poszukiwaniu swojej tożsamości, o tym co nas definiuje jako człowieka. Czy ważniejsza jest krew czy wychowanie? Czy ze ‘zlej krwi’ może powstać coś dobrego? Amy od zawsze jak nikt rozumiała psychopatów, dlatego tak szybko zaszła w swojej karierze tak daleko. Czy to, że jest dzieckiem dwójki morderców się do tego przyczyniło?
Osobną kwestią jest też spojrzenie otoczenia na dzieci morderców. Amy bardzo boi się co się wydarzy, gdy jej znajomi, głównie policjanci, dowiedzą się, że jest córką morderców. Ich spojrzenie na nią na pewno ulegnie diametralnej zmianie, czy ktokolwiek dalej będzie ją szanował? Czy dalej będzie mogła pracować w policji? Jeden z bohaterów, jeden z niewielu, którzy dowiadują się o pochodzeniu Amy, nie reaguje na te nowiny pozytywnie, mimo iż z początku wydawał się postacią bardzo inteligentną. Więc jeśli ktoś taki zareagował w tak przykry sposób, jak zareaguje reszta?

Prócz ten głównego tematu sporo jest tu też po poczuciu winy, żalu, przemocy domowej oraz zemście. Autorka w jednej powieści zawarła sporo treści i zrobiła to w bardzo zgrabny sposób – prócz ostatniego twistu nic nie wydaje się być wymyślone na siłę, wszystko ładnie pasuje.

Podsumowując, „Prawda i kłamstwa” to ciekawy, wciągający i zajmujący thriller psychologiczny. Główna bohaterka budzi sympatię, czytelnik obserwując jej rozterki, kibicuje jej, by kobieta ostatecznie zawalczyła o siebie i swoją tożsamość. Intryga kryminalna również jest ciekawa i zaskakująca. Pozostali bohaterowie, których pewnie spotkamy w drugim tomie cyklu, również są oryginalni i świetnie wykreowani. Książkę czytało się szybko i przyjemnie, to dobry i ciekawy thriller psychologiczny poruszający niebanalne i rzadko spotykane tematy.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!

maja 26, 2020

"Mord na Zimnych Wodach" Małgorzata Grosman

"Mord na Zimnych Wodach" Małgorzata Grosman

Autor: Małgorzata Grosman
Tytuł: Mord na Zimnych Wodach
Cykl: aspirant Andrzej Fąferek, tom 1
Data premiery: 28.01.2020
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 336
Gatunek: kryminał retro


Z gatunkiem kryminał retro oswajam się powoli. Pamiętam swoje pierwsze podejścia do niego, które miały miejsce kilka lat temu. Nie wypadły one pomyślnie, więc z książek w tym gatunku zrezygnowałam na dłuższy czas. Dopiero jakiś rok temu postanowiłam spróbować ponownie. Tym razem akurat trafiłam na tytuł, który bardzo mnie zaciekawił, a nawet zafascynował. Od tego czasu powoli zapoznaję się z dostępnymi na naszym rynku polskimi kryminałami retro, chociaż nie będę ukrywać, że na tym polu trudno mnie zadowolić – niektóre książki są dla mnie za polityczne, niektórych akcja rozwija się za wolno, by mnie zainteresować. Nie rezygnuję jednak z nowych prób, bo wiem już, że i w tym gatunku mogą się trafić naprawdę dobre czytelnicze perełki.
„Mord na Zimnych Wodach” to debiut literacki Małgorzaty Grosman. Autorka, rodowita bydgoszczanka, przez kilka lat związana była zawodowo z „Gazetą Pomorską”. Jej debiutancka powieść powstała w efekcie fascynacji okresem 20lecia międzywojennego oraz miłością do kryminałów. „Mord na Zimnych Wodach” w dużej mierze oparty jest na faktach historycznych, spora liczba postaci w nim występujących faktycznie żyła w tamtym okresie. Autorka w jednym z wywiadów zdradziła też, że ma już gotowy tom drugi, a trzeci jest w przygotowaniu.

Historia „Mordu na Zimnych Wodach” toczy się w Bydgoszczy w kwietniu 1926 roku. Na wyspie Zimne Wody znalezione zostaje ciało młodej dziewczyny – zmarła w skutek poderżnięcia gardła, a jej ciało odziane tylko w lekką zwiewną sukienkę otoczone zostało kręgiem z żołędzi. Obok wbity w drzewo został nóż z listem miłosnym… Rozwiązaniem sprawy ma zająć się aspirant Fąfelek razem ze swoim zespołem. Czy zbrodnia to wynik namiętności czy może na zimno zaplanowane morderstwo? Czy będą kolejne ofiary? A może już były?

Książka podzielona jest na prolog zatytułowany ‘kilka dni wcześniej’ oraz rozdziały podzielone na dni śledztwa. W sumie jest ich trzynaście. Na końcu wydania znajdziemy również słowniczek gwary bydgoskiej pojawiającej się w powieści, na co koniecznie należy zwrócić uwagę – ja przed lekturą książki nie zaglądałam na koniec, więc denerwowałam się podczas lektury, że słowa, których znaczenia nie znam, nie zostały wyjaśnione w przypisach. Całość zamyka kilka słów od autorki zatytułowane ‘na marginesie’ wyjaśniające co w tej historii jest prawdą historyczną – a jest tego faktycznie sporo!
Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, wyjątkiem są fragmenty, w których do głosu dochodzi morderca – te opisane są w pierwszej osobie czasu teraźniejszego. Narrator nie skupia się na nikim szczególnym, obserwuje po równo bohaterów powieści – są fragmenty dotyczące Fąfelka, jego zespołu, a także dziewczyn zamieszanych w zabójstwo, a nawet żony Fąfelka, która niezależnie od męża prowadzi własne osobne śledztwo.
Styl powieści nie należy do najłatwiejszych. Pomijając już to zamieszanie, jakiego doświadczyłam z gwarą bydgoską używaną w tekście, to i tak książki nie czytało się najłatwiej. Początek był dosyć toporny, musiałam się do stylu przyzwyczaić – możliwe, że to też naleciałości gwary bydgoskiej, ale często słowa w zdaniu były poprzestawiane (np. czasownik umieszczony na końcu zdania). Później z biegiem lektury przestałam na to zwracać uwagę, jednak cały czas brakowało mi płynności.

Jak pisałam ze wstępie, część bohaterów faktycznie żyła w tamtych czasach. Na prawdziwych postaciach na pewno oparty jest główny bohater, śledczy prowadzący sprawę aspirant Andrzej Fąfelek i jego żona Katarzyna. Policjant jest bardzo oddany swojej pracy, bardzo zaangażowany w każde śledztwo. Katarzyna jest żoną idealną dla policjanta – rozumie jego zobowiązania i nie robi mu wyrzutów z powodu ciągłej nieobecności. Wręcz sama ma ciągotki detektywistyczne, razem z jedną znajomą przeprowadzają własne śledztwo dotyczące rozprowadzania narkotyków w jednym z popularnych, artystycznych klubów. Ciekawą postacią, której nazwisko również jest prawdziwe, jest morderca. Czytelnik ma okazję podglądać jego myśli, zwierzenia, widzi jego obsesję i przygotowania do ataku. Trochę gorzej wypadają współpracownicy Fąfelka – jest ich kilku i szczerze muszę przyznać, te postacie mocno mi się mieszały. Dopiero pod koniec lektury zaczęłam ich rozróżniać, co raczej nie wpłynęło korzystnie na odbiór całości. Ciężko mi powiedzieć dlaczego tak się stało – może dlatego, że nie byli specjalnie charakterystyczni a wprowadzeni w powieść zostali równocześnie?

Co do akcji powieści, to na pewno smaczku dodają jej wplecione w fabułę wyznania mordercy. Początek powieści dosyć mnie nużył, ciężko było mi się wczuć w klimat powieści. Później było nieco lepiej kiedy akcja zaczęła nabierać rumieńców, ale nie mogę powiedzieć, że książka wciągnęła mnie tak, że nie mogłam jej odłożyć. Intryga z początku wydaje się ciekawa, postać mordercy fascynuje, a końcowe wydarzenia są dosyć dynamiczne, jednak tu też mam uwagę – wydaje mi się, że nie wszystko zostało do końca wyjaśnione, przez co też nie jestem w pełni usatysfakcjonowana tym, jak powieść się zakończyła.

Na co na pewno warto zwrócić w tej historii uwagę? Na pewno na tło historyczne. Autorka musiała przeprowadzić naprawdę szeroki research na temat tamtych czasów, szczególnie jeśli chodzi o sam wygląd miasta Bydgoszczy. Swoją akcję wplata w prawdziwe miejsca, restauracje, hotele czy choćby tytułową wyspę. To samo tyczy się pracy policji – to dopiero pierwsze lata daktyloskopii, pierwsze poręczne aparaty fotograficzne dostępne do użytku mniejszych komend policji. Te fragmenty na temat tamtych czasów budzą prawdziwą fascynację.

Podsumowując, debiut Małgorzaty Grosman nie wypada najgorzej, jednak też daleko mi do zachwytów. Jako że lubię czytać opowieści o dawnych czasach, to na pewno ciekawił mnie sposób przedstawiania życia bohaterów jak i całego miasta Bydgoszczy. Historia ma spory potencjał, jednak przez zamieszanie ze słowniczkiem gwary i nie całkiem płynny styl powieści, a także duże nagromadzenie podobnych bohaterów, nie odebrałam jej tak pozytywnie jak bym mogła. Nie chcę specjalnie książki krytykować, bo widać w niej ogrom pracy, który autorka włożyła w osadzenie akcji w latach 20tych XX wieku i bardzo to doceniam. Jednak również w samym wyjaśnieniu zagadki czegoś mi brakowało, bym mogła z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem zadowolona z lektury. Na ten moment nie wiem czy sięgnę po kontynuację, możliwe, że dam jeszcze temu cyklowi jeszcze jedną szansę – w końcu „Mord na Zimnych Wodach” to debiut, więc pewne błędy są wybaczalne 😉

Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!